NIE WARTO UŻYWAĆ KART CO-BRANDED
Banki współpracują z supermarketami
Karty co-branded (czyli lojalnościowe) są klientom zupełnie zbędne. Tak naprawdę jest to nowoczesny i zdecydowanie skuteczniejszy od reklamy sposób związania klientów z określonym super- lub hipermarketem. Pomaga on również bankom w pozyskaniu nowych kredytobiorców i właścicieli kont.
Pierwsze na naszym rynku karty lojalnościowe (co-branded) wprowadził Lukas Bank z E. Leclerc. Było to niespełna pół roku temu, a już większość liczących się na rynku banków detalicznych informuje, że prowadzi rozmowy w sprawie wydania plastików z kolejnymi sieciowymi sklepami. Negocjacje są na razie objęte tajemnicą.
— Jesteśmy bardzo zainteresowani tym rynkiem. Chcemy naszym klientom zaoferować karty lojalnościowe. Rozmawiamy w tej sprawie z kilkoma potencjalnymi partnerami — mówił jeszcze w październiku Przemysław Figarski, dyrektor pionu bankowości detalicznej Pekao SA, a już w listopadzie na rynku pojawiła się nowa oferta banku.
Latanie akonto
Program Visa Pekao/LOT Vo- yager łączy zalety korzystania ze standardowej karty kredytowej z możliwością otrzymania bezpłatnego biletu lotniczego. Plastik umożliwia płacenie za towary i usługi w kraju i za granicą, a także pobieranie pieniędzy z bankomatów. Co miesiąc jego właściciel dostaje wyciąg z kwotą wydatków. Nie musi od razu spłacać całej sumy, lecz tylko 5 proc. zaciągniętego kredytu. Każde 10 zł wydane przy użyciu tej karty równa się jednej mili, która przekazywana jest na konto programu LOT Voyager. W ten sposób jego uczestnicy zbierają punkty na nagrody lub bezpłatny przelot. Współpraca Pekao SA z LOT-em zaowocowała na razie najbardziej oryginalnym na rynku programem lojalnościowym. W ich ślady zamierzają pójść inni.
Z hipermarketami
— Niedługo zaoferujemy klientom karty co-branded — twierdzi Lech Kurkliński, szef banku Millennium.
— Rozważamy wprowadzenie takiej oferty. Chcemy, by nasi klienci mieli dostęp do najnowocześniejszych usług — wyjaśnia Henryka Pieronkiewicz, prezes Banku Przemysłowo-Handlowego.
— Tak, wydamy takie karty. Właśnie prowadzimy w tej sprawie rozmowy — mówił Jacek Kseń, prezes Wielkopolskiego Banku Kredytowego.
Bank ogłosił konkurs — osoby, które wydały najwięcej, płacąc przy tym kartami, otrzymywały w nagrodę możliwość bezpłatnych zakupów w poznańskim sklepie Piotr i Paweł.
Z największych polskich banków detalicznych dotychczas tylko dwa wydają karty we współpracy z hipermarketami — BPH z Makro Cash and Carry i WBK z Selgrosem. Jednak są to sieci hurtowe, więc tego typu karty otrzymują przede wszystkim właściciele małych i średnich firm. Nie są to też typowe karty lojalnościowe, bowiem klient za dokonywanie zakupów w tym, a nie innym markecie nie jest nagradzany. Jednak może być to podstawą do stworzenia na ich bazie co-branded. Małgorzata OŐShaughnessy, szefowa organizacji Visa w Polsce, uważa, że tego typu karty to przyszłość bankowości w naszym kraju. Jej zdaniem, ich rozwój nastąpi wówczas, gdy upowszechniony zostanie plastikowy pieniądz z mikroprocesorem. Na chipie można bowiem zapisać wiele informacji, w tym przyznawać punkty za lojalność uprawniające do nagród — poczynając od niższej ceny niektórych produktów, po np. wycieczki zagraniczne dla najlepszych klientów.
W istocie karty co-branded są rodzajem gry między punktem handlowo-usługowym i bankiem. Korzyści z tego odnoszą instytucja finansowa i sklep, ponieważ pozyskują nowych klientów, którzy korzystają z kredytów i robią zakupy tylko w jednym miejscu. Karta tego typu klientowi nie jest do niczego potrzebna. W zupełności wystarczy mu zwykła karta debetowa, kredytowa lub charge. Jednak mając nadzieję na wygraną, klient kupuje mało potrzebne, za to wysoko punktowane produkty.
— Dokładnie identyczny jest mechanizm działania Citibanku, który razem z magazynem „Elle” wypuścił właśnie kartę kredytową dla kobiet. Ma ona dać ich właścicielkom nie tylko dostęp do pieniędzy, ale i poczucie przynależności do grona kobiet wybranych — bogatych, eleganckich, nowoczesnych. Oprócz plastikowego pieniądza dostają one książeczkę z listą dosyć drogich sklepów z odzieżą i kosmetykami, które udzielają zniżki przy płaceniu właśnie tą kartą — tłumaczy jeden z bankowców.
Zniżki są niewielkie, tylko trochę wyższe od prowizji, jaką płaci się za kupowanie za pomocą plastiku. Wysokie jest oprocentowanie kredytu, który się przy tym wykorzystuje. Ale przynależność do grona wybranek musi kosztować i żadna stuprocentowa kobieta nie przyzna się, że jej na to nie stać.
Nowa era
Jedno jest więc pewne — nastaje era wysublimowanych produktów przeznaczonych dla określonego, wąskiego grona klientów. Każdy tego typu produkt to setki nowych osób, które chcą otworzyć w banku rachunki. By je obsługiwać, trzeba mieć nowoczesny zintegrowany system komputerowy i doskonale przeszkolonych pracowników. Jest to na razie problemem dla wielu instytucji finansowych — m.in. PKO BP. DBank przyznaje, że jest bardzo zainteresowany tym rynkiem, ale na razie nie wprowadzi karty co-branded.
Beata Tomaszkiewicz
JUŻ NIEDŁUGO: Lech Kurkliński, szef Millennium, zapowiada, że już niedługo bank zaoferuje klientom karty co-branded. fot. M. Pstrągowska
Z POSTĘPEM: Małgorzata OŐShaughnessy, szefowa organizacji Visa w Polsce, przewiduje, że dynamiczny rozwój kart co-branded nastąpi, gdy upowszechnią się plastikowe pieniądze z mikroprocesorem. fot. ARC