Nie wzlecieli, a już zdążyli upaść

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2004-03-04 00:00

Linia Silesian Air złożyła wniosek o upadłość. Większość pracowników, bez pensji od 2002 r., odeszła. Główny akcjonariusz jest zaskoczony.

Silesian Air złożyła w sądzie rejonowym w Katowicach wniosek o upadłość. W siedzibie spółki wczoraj urzędował komornik. Większość pracowników złożyła wymówienia z dniem 29 lutego.

— Od września 2002 r. nie dostawaliśmy wynagrodzeń, tylko zaliczki. Janusz Sitarz, prezes TSB, powiedział, że pieniędzy na pensje nie ma i nie będzie — tłumaczy była pracownica Silesian Air.

O tym, że źle się działo w spółce, mówi też Eugeniusz Piechoczek, do grudnia jej prezes.

— Żyliśmy nadzieją na uruchomienie taniej linii. Przez pewien czas milcząco godziłem się na działania głównego wspólnika, ale w grudniu postanowiłem odejść ze stanowiska — mówi były prezes Silesian.

— Jestem zaskoczony decyzją zarządu. W grudniu dałem mu czas do końca lutego na zdobycie koncesji i zarząd się z tego nie wywiązał — mówi prezes TSB, który ma 51 proc. Silesian Air.

TSB planował uruchomienie w ramach Silesian Air tanich usług pod marką GetJet już jesienią 2003 r. Konieczne było jednak zdobycie pozwoleń w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego (ULC). Linie, których udziałowcami są również Górnośląskie Towarzystwo Lotnicze SA (29 proc.) i Port Lotniczy Wrocław SA (20 proc.), miały bowiem świadectwo przewoźnika, brakowało natomiast koncesji.

— Pracownicy firmy nie potrafili przeprowadzić koniecznego do uzyskania koncesji programu ochrony linii. Wymagało to uzgodnień z ULC — mówi Janusz Sitarz.

Zapewnia on, że firma odzyskałaby płynność, gdyby wywiązała się z zobowiązań. TBS Holding kupił akcje Silesian Air za 550 tys. zł w kwietniu 2003 r. Obiecał zwiększyć pakiet do 85- -90 proc. i dofinansować firmę 3 mln zł. Miała ona rozpocząć przewozy najpierw w kwietniu, potem w pierwszej połowie 2003 r.