NIE ZAMIERZAM SPRZEDAĆ PIASTA

Paweł Mazur
31-03-2000, 00:00

NIE ZAMIERZAM SPRZEDAĆ PIASTA

Ryszard Varisella, jeden z najbogatszych polskich biznesmenów, zaprzecza pogłoskom, jakoby miał zamiar sprzedać Browary Dolnośląskie Piast. Przeciwnie, przyznaje się do planów zainwestowania w nie kolejnych 40 mln zł. Po przełknięciu porażki odniesionej w walce o przejęcie Torów Wyścigów Konnych, zamierza zaangażować się w działalność w branży internetowej.

PB: Na piwnym rynku pojawiły się plotki, że zamierza Pan sprzedać Browary Dolnośląskie Piast.

Ryszard Varisella: Plotki o sprzedaży browaru, w którym mam 98 proc. akcji, są bardzo stare. Na razie rynek piwa w Polsce rozwija się dynamicznie i stanowi dobrą inwestycję. Piast jest moją wizytówką i nie przymierzam się do jego sprzedaży, choć nie ukrywam, że pojawili się już chętni do jego kupna. Nie zdecydowałem się jednak na negocjacje. To jedyny browar z pierwszej ligi, który jest rodzinną inwestycją. Nie interesuje mnie też konsolidacja małych czy średnich browarów. Na razie chcę doprowadzić do tego, by Piast był w jak najlepszej kondycji. Mówiąc krótko, lepiej mieć brylujący zakład z 5-proc. udziałem w rynku niż słaby z 15--proc. Przy okazji chcę zdementować pogłoski o kłopotach finansowych browaru. Jego kondycja jest dobra. Inwestycja ta przynosi zyski.

— Jakie ma Pan zatem plany w stosunku do Piasta?

— Od momentu kapitałowego wejścia do browaru, cztery lata temu, łącznie zainwestowałem w spółkę kilkadziesiąt milionów marek. Unowocześnienie samych procesów technologicznych, m.in. uruchomienie linii pakujących w butelki i puszki, będzie kosztowało w tym roku około 20 mln marek. Do tego dochodzą wydatki związane z marketingiem i reklamą.

— Ostatnio rada nadzorcza browaru, której Pan przewodniczy, zadecydowała o zmianie prezesa spółki. Skąd to posunięcie?

— Nowy prezes, Ryszard Kępiński, pracuje w Piaście od 15 lat. Wcześniej był dyrektorem operacyjnym. Jesteśmy w trakcie dudych inwestycji modernizacyjnych i dobrze się stało, że osoba kierująca firmą ma w tym zakresie doświadczenie. Na świecie browary to bardzo konserwatywne przedsięwzięcia, które potrzebują ludzi wyrastających z przedsiębiorstwa.

Wybór prezesa Kępińskiego to zatem powrót do korzeni. Przez ostatnie lata przechodziliśmy burzliwą restrukturyzację przedsiębiorstwa. Jeszcze w 1996 roku Piast składał się z 8 browarów i 4 słodowni. W ciągu czterech lat zamknęliśmy dziesięć zakładów. Produkcję przenieśliśmy praktycznie do jednego browaru. Ostatnim ogniwem modernizacji będzie uruchomienie linii pakujących piwo. W roku 2000 i 2001 zamkniemy program restrukturyzacji i staniemy się w pełni konkurencyjni. Kępiński potrafił wreszcie osiągnąć znakomitą jakość Piasta. To, że Piast jest najlepszym piwem w Polsce, to właśnie jego zasługa. Prezesura to swojego rodzaju nagroda za zarządzanie jakością. Oczekuję, że Ryszard Kępiński rozciągnie metody TQM (Total Quality Management) na wszystkie działy browaru, w tym również serwis dla naszych klientów i konsumentów.

— Czy nie obawia się Pan zachodniej konkurencji, która coraz mocniej rozpycha się na piwnym rynku?

— Szanuję zagranicznych producentów piwa, ale konkurencji się nie obawiam. Piwo jest produktem patriotycznym. Nie wyobrażam sobie, żeby wrocławianie i Dolnoślązacy mieli nagle ochotę przerzucić się na przykład na niemieckie piwo. Piast ma mocne oparcie na regionalnym rynku.

Zamykając kolejny etap inwestycyjny, zwiększymy nasze moce produkcyjne o 30 proc., z 1 mln hektolitrów piwa do 1,3 mln hektolitrów. W 1999 r. osiągnęliśmy 20-proc. wzrost sprzedaży, w tym roku chcielibyśmy powtórzyć ten wynik. Sprzedaż całej branży powinna wzrosnąć w 2000 roku o 9--10 proc. Warto oddać, że już teraz polskie browary mogą wyprodukować więcej niż rynek jest w stanie wchłonąć.

— Przejdźmy od piwa do koni. Dlaczego nie udało się Panu przejąć Torów Wyścigów Konnych na warszawskim Służewcu?

— Oferta trzech podmiotów, czyli stadnin Skarbu Państwa, firmy Pol-Kaufring Janusza Romanowskiego oraz Hipo Progres (joint venture członków mojej rodziny i wielkiego włoskiego przedsiębiorstwa organizującego zakłady końskie), nie została przyjęta. Wygrał z nami Totalizator Sportowy, chociaż nasza propozycja moim zdaniem była lepsza. Żonglowanie piłeczkami pingpongowymi za pomocą gorącego powietrza nie ma wiele wspólnego z organizowaniem wyścigów konnych oraz z zapewnieniem rozwoju i egzystencji polskiej hodowli koni. Nie rozumiem tych decyzji i nie zgadzam się z nimi jako inwestor.

Nasza oferta opiewała na inwestycje powyżej 100 mln zł. Wielomilionowe straty, jakie w 1999 roku wygenerował TWK Służewiec, będą musieli pokryć podatnicy. Nie wierzę w powodzenie tego przedsięwzięcia pod egidą Skarbu Państwa. Resort musi w ciągu najbliższych dwóch miesięcy dołożyć około 10 mln zł, aby wyścigi mogły ruszyć w kwietniu.

— Jakie przygotowuje Pan nowe projekty? Czy interesuje Pana na przykład giełda lub sektor budowlany?

— Inwestowanie na giełdzie nigdy nie było moją domeną, podobnie jak angażowanie się w budownictwo. Jednak dzisiaj żaden biznesmen nie rezygnuje z udziału w zbiorowej histerii zatytułowanej Internet. Wiele modeli z rynku amerykańskiego trzeba będzie powielić w Polsce. Wraz z zespołem moich doradców analizujemy kilka pomysłów zaangażowania się w branżę informatyczną czy — ściślej — internetową. W tym wypadku oprzemy się na już istniejących strukturach — bądź polskich, bądź zagranicznych. Mam też pomysł na inwestycje w dystrybucję i logistykę dóbr konsumpcyjnych branży spożywczej.

— Czy inwestuje Pan również na Zachodzie?

— Tak, ale w sposób bierny. Myślę o zaangażowaniu pasywnego kapitału ulokowanego za granicą, na czynne, związane z większym ryzykiem, inwestycje w Polsce.

— Jaki kapitał jest Pan w stanie uruchomić na ten cel?

— Wydaje mi się, że należę do czołówki prywatnych krajowych inwestorów i kapitał, który mogę zorganizować, wielokrotnie przekracza skalę zaangażowania się w browar Piast.

— Na ile ocenia Pan swój majątek?

— Nie odpowiadam na takie pytania, gdyż niechętnie staję do wyścigu i współzawodnictwa w rankingu najbogatszych ludzi w Polsce.

fot. Borys Skrzyński

Dzisiaj żaden biznesmen nie rezygnuje z udziału w zbiorowej histerii zatytułowanej Internet. Wiele modeli z rynku amerykańskiego trzeba będzie powielić w Polsce. Wraz z zespołem doradców analizujemy idee zaangażowania się w branżę internetową. Oprzemy się na istniejących strukturach — polskich bądź zagranicznych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Mazur

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / NIE ZAMIERZAM SPRZEDAĆ PIASTA