W 2013 r. ponad 330 tys. Polaków kupiło nowe samochody. W pierwszej połowie bieżącego roku zrobiło to kolejne 200 tys. osób, często posiłkując się kredytem. Po wydatkach mieszkaniowych zakup auta jest drugim najpopularniejszym celem, na jaki pożyczamy pieniądze. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez TNS Polska, 17 proc. Polaków planujących wziąć w tym roku pożyczkę zamierza ją przeznaczyć właśnie na zakup samochodu.
A to dopiero początek kosztów związanych z posiadaniem auta. Część można by zredukować, gdyby respektowane było prawo. Chodzi o wydatki związane z serwisowaniem. Zgodnie z rozporządzeniem Komisji Europejskiej 461/2010 o wyłączeniach grupowych w motoryzacji (MV BER/GVO) i wytycznych sektorowych, posiadacz nowego samochodu w celu serwisowania na gwarancji może korzystać z usług tańszych warsztatów niezależnych pod warunkami, których spełnienie nie stanowi problemu.
Tymczasem producenci aut na różne sposoby próbują zatrzymać klientów w swoich sieciach naprawczych. Oferują np. przedłużone gwarancje z zapisami o konieczności serwisowania w Autoryzowanych Stacjach Obsługi albo odmawiają napraw gwarancyjnych, jeśli właściciel auta skorzystał wcześniej z usług niezależnego warsztatu. Takie praktyki stosuje się w całej Europie, ale w innych krajach są karane, a u nas milcząco akceptowane.
Łotewska Rada ds. Konkurencji ogłosiła ostatnio, że Kia Auto, importer aut Kia do krajów bałtyckich, nakładała na nabywców restrykcyjne wymagania co do napraw gwarancyjnych, wizyt w niezależnych warsztatach i wyboru części do napraw. Rada ukarała Kia Auto i jej spółkę matkę Tallinna Kaubamaja grzywną 134 tys. euro.
Obojętnie, czy urzędy stają w obronie konkurencji, czy konsumenta — ważne, że w ogóle podejmują działania. Pierwszy był szwedzki Sąd Gospodarczy, który w 2012 r. ukarał firmę Kia 728 tys. euro. Później hiszpański urząd ds. konkurencji ukarał Mazdę grzywną 182 tys. euro za ograniczanie niezależnym warsztatom możliwości oferowania swoich usług, a we Francji za praktyki niezgodne z rozporządzeniem MV BER/GVO nałożono karę finansową na Toyotę.
Tymczasem w Polsce pan Sebastian z Bielska-Białej już ponad rok czeka na opinię stosownego urzędu w sprawie łamania zapisów wspomnianego rozporządzenia przez jednego z importerów. Można powiedzieć, że został „nabity w butelkę”. I takich jest w Polsce wielu. Widocznie polski klient nie zasługuje na ochronę przed monopolistycznymi praktykami. Może więc — ze względu na małą skuteczność egzekwowania europejskich przepisów dotyczących serwisowania samochodów na gwarancji — powinniśmy się poważnie zastanowić, nim zdecydujemy o zakupie nowego auta. [MIB]