Drogi będą później niż stadiony
Mamy 873 km autostrad. W tym roku przybędzie 255 km, a w przyszłym 488 km. Ale w ciągu trzech lat żadna nie będzie cała.
Wszystkie rządy III RP, niezależnie od opcji politycznej, za jeden z priorytetów uznawały szybką budowę nowoczesnych autostrad, które uzupełniać miały drogi ekspresowe. Kolejni ministrowie prezentowali ambitne harmonogramy. Wspólnym elementem wszystkich programów było to, że nigdy nie udawało się ich zrealizować.
Grabarczyk ma pieniądze
Ministerstwo Infrastruktury przygotowało i nadzoruje realizowany przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) rządowy Program Budowy Dróg Krajowych na lata 2011-15. W ramach tego i poprzedniego (obejmującego lata 2008-12) programu podpisano umowy na budowę ponad 1890 km dróg krajowych, w tym 781 km autostrad i 1110 km dróg ekspresowych, obwodnic i dużych przebudów dróg.
W budowie jest 1433 km nowych tras, w tym prawie 740 km autostrad i 528 km dróg ekspresowych. Rozstrzygane są przetargi i przygotowywane kolejne inwestycje.
— Uruchomienie tych inwestycji było możliwe dzięki nowelizacji prawa, m.in. zamówień publicznych i ustaw środowiskowych oraz specustawy drogowej. Kiedy powstawał rząd PO-PSL, mieliśmy w Polsce 674 km autostrad. Nie tworzyły żadnej sieci. Przez prawie 3,5 roku zakontraktowano budowę 781 km autostrad, a w budowie jest 733 km, czyli więcej niż zostało po wcześniejszych rządach różnych koalicji — podkreśla Mikołaj Karpiński, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury.
I dodaje: — Z roku na rok zwiększamy wydatki na drogi krajowe. W 2009 roku przeznaczyliśmy na nie ponad 18 mld zł, w zeszłym około 20 mld, w tym planujemy wydać blisko 30 mld zł.
Według specjalistów z branży drogowej, minister infrastruktury Cezary Grabarczyk ma do dyspozycji pieniądze, jakich nikt przed nim ani nikt po nim mieć nie będzie.
Tańsze oferty
Ale różowo nie jest. Inwestycje drogowe istotne dla organizacji Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej Euro 2012 zapisano w tzw. masterplanie, opracowanym przez ministra sportu i turystyki. Już wiadomo, że nie uda się zrealizować wszystkich z kilkunastu zadań. — Do Euro 2012 gotowe będą autostrada A1 od Gdańska do Łodzi oraz od Katowic do granicy w Gorzyczkach, A2 Świecko — Warszawa oraz A4 Zgorzelec — Korczowa z wyłączeniem 21-kilometrowego odcinka Brzesko — Wierzchosławice — zapewnia Marcin Hadaj, rzecznik prasowy GDDKiA.
Pod koniec lutego GDDKiA rozwiązała umowę z polsko-macedońskim konsorcjum NDI i SB Granit, które miało wybudować 21 km A4. Po upływie połowy czasu zrealizowano zaledwie 17 proc. prac o wartości 87 mln zł, a miało być 271 mln zł. Opóźnienie w budowie mostów wynosiło 9 miesięcy, a drogi — cztery miesiące. Wykonawca zamierzał też wystawić wyższe rachunki.
Inwentaryzacja wykonanych prac, przygotowanie projektu i ogłoszenie nowego przetargu odsunie oddanie drogi o co najmniej pół roku. Nie pojedziemy nią w czasie Euro 2012.
Zerwanie kontraktu miało być dla branży sygnałem, że rząd nie ugnie się przed żądaniami firm i nie zamierza renegocjować cen. Przypomnijmy, że na początku 2010 r. konsorcjum przedstawiło najkorzystniejszą ofertę, która opiewała na prawie 623 mln zł brutto. To połowę taniej, niż zakładał kosztorys GDDKiA.
Kryzys i konkurencja spowodowały, że w latach 2009 i 2010 wykonawcy godzili się na ceny o wiele niższe od kosztorysów. Podwyżki cen surowców, m.in. stali, betonu i ropy, sprawiają, że te umowy przestają być opłacalne.
Z rządowego programu budowy autostrad wypadła też zachodnia obwodnica Poznania w ciągu drogi ekspresowej S-11, odcinek IIb Złotkowo — A2 (węzeł Głuchowo) o długości 5,3 km. Zadanie było umieszczone w masterplanie Euro 2012. Jego realizacja może się zacząć do 2013 r., pod warunkiem zapewnienia dodatkowych pieniędzy.
Chińczycy budują
Branża uważnie przygląda się odcinkom autostrady z Łodzi do Warszawy, które wykonuje chińskie konsorcjum Covec (trzy firmy z Chin i polska Decoma).
Chińczycy zdobyli kontrakty ceną o połowę tańszą, niż przewidywali w kosztorysach urzędnicy. Dwa odcinki o łącznej długości niemal 50 km zbudują za 1,3 mld zł (średnio około 26,5 mln zł/km). Dla porównania za 17 km odcinka B Mostostal Warszawa weźmie 843 mln zł (około 49,5 mln zł/km), a Strabag za 17,6 km kawałka D — 643 mln zł (około 36,5 mln zł/km). Budimex-Dromex za budowę odcinka E (najbliżej Warszawy) dostanie 425,5 mln zł (61 mln zł/km).
Okazało się, że Covec ma problemy ze znalezieniem polskich podwykonawców (proponowane przez Chińczyków ceny były dla nich zbyt niskie) i firm, które dostarczyłyby tanie materiały budowlane. Dlatego konsorcjum od lutego ściąga na budowę kolejne ekipy robotników z Chin.
— Covec ma kilkunastu podwykonawców, realizuje prace zgodnie z harmonogramem, nie ma realnych zagrożeń, które mogłyby przekładać się na termin oddania inwestycji dla ruchu — podkreśla Marcin Hadaj.
Solidarność polskich firm budowlanych zastanawia. Czy trudności chińskiego konsorcjum wynikają z podejrzeń o dumping, czy chodzi o co innego? Polscy wykonawcy to w większości spółki mające zachodnich akcjonariuszy. Budimex i Mostostal Warszawa są w rękach Hiszpanów. Strabag kontrolują Austriacy. Zachodnie koncerny mogą się obawiać, że sukces na polskim rynku otworzyłby Chińczykom drogę do kolejnych zleceń w Europie. Doświadczenie i referencje państwa europejskiego są często wystarczające dla pozyskania publicznych kontraktów w innych krajach. Może dlatego polskie firmy nie chcą pomagać Chińczykom.
Z kolei na drogi
Rząd musi też przekonać Komisję Europejską do pomysłu przesunięcia 1,2 mld EUR (około 4,8 mld zł) unijnych dotacji z inwestycji kolejowych na drogowe.
— Przesunięcie środków nie dotyczy redukcji zakresu inwestycji, a jedynie oszczędności przetargowych. Z danych przedstawionych przez PKP Polskie Linie Kolejowe wynika, że podpisane dotychczas kontrakty z wykonawcami stanowią około 66 proc. wartości szacunkowych inwestycji. Brak działań zmierzających do przesunięcia oszczędności na inne projekty stwarzałby duże ryzyko niewykorzystania części funduszy unijnych — twierdzi Mikołaj Karpiński.
Procedura zmiany programów operacyjnych (w tym m.in. przesunięcie pieniędzy pomiędzy priorytetami) wymaga uchwały rządu, zanim wniosek zostanie skierowany do KE. Mamy na to czas do 30 czerwca. Jak zapewnia Mikołaj Karpiński, dokument jest przygotowywany.
Dodatkowe pieniądze na drogi pozwoliłyby zmniejszyć cięcia w rządowym programie ich budowy. Ze względu na zły stan finansów publicznych rząd ściął wydatki na budowę dróg w tym roku. Przez to niektóre odcinki powstaną dopiero po 2013 r.