Nie ze swojej kieszeni

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2012-11-29 15:01

Poniedziałkowy szczyt euro grupy wreszcie doprowadził do porozumienia ws. Grecji.

Nie miał innego wyjścia – Grekom już skończyły się pieniądze i nie ogłosili niewypłacalności tylko dlatego, iż przyparte do muru greckie banki zgodziły się na rolowanie (zamiast spłaty) bonów skarbowych. Decyzja jednak zapadła, Grecy mają otrzymać pieniądze. Pozornie zatem problemu nie ma. Jest jednak jeden mały problem – politycy chcą oddłużyć Grecję za pieniądze prywatnych inwestorów.

MFW na początku negocjacji zażądał od krajów strefy, aby umorzyły długi wartości 20% pożyczonych Grecji pieniędzy. Europejskie rządy o takim rozwiązaniu nie chciały jednak słyszeć, dla Angeli Merkel komunikat o stracie pieniędzy niemieckiego podatnika na niecały rok przed wyborami byłby ogromnym ciosem. Jednak Grecji trzeba nie tylko zapewnić płynność, ale także ją oddłużyć – projekcja relacji dług/PKB na 2020 rok wzrosła bowiem do 144% ze 120% zakładanych jeszcze wiosną. Niezależnie od tego, co politycy będą wmawiać wyborcom, europejski podatnik będzie dopłacał do greckiego budżetu. Niższe odsetki, odroczone kupony, przekazany zysk EBC – to wszystko są formy umorzenia długu. Problem w tym, że to wszystko nie wystarczy – relacja nadal przekraczałaby 135%. Politycy wymyślili zatem rozwiązanie, w którym to nie podatnik będzie płacił za umorzenie długu – odkup i umorzenie obligacji.

Jak miałoby to działać? W pozornie prosty sposób. Grecki dług notowany jest poniżej swojej wartości nominalnej, gdyż rynek nadal wycenia wysokie ryzyko niewypłacalności. Zakładając dla przykładu, iż cena rynkowa to połowa wartości nominalnej, Grecy za każde otrzymane 100 euro pożyczki od rządów mogłyby umorzyć 200 euro swojego długu. Skoro taka jest cena rynkowa, według polityków nie ma w tym nic złego. Inaczej widzą to jednak inwestorzy prywatni, w tym greckie banki. Już wiosną zgodzili się oni na dużą redukcję zobowiązań greckiego rządu wobec nich, a to właśnie oni, sprzedając obligacje poniżej nominału, finansowaliby kolejne greckie oddłużenie. Wielu z tych inwestorów miało z pewnością nadzieję, iż wraz z poprawą sytuacji w Grecji ceny tych papierów wzrosną. Nie trzeba więc dodawać, iż podobnie jak MFW, chcieliby oni, aby to rządy płaciły za kolejne umorzenie i wbrew pozorom ich zdanie jest tu ważne. Cena rynkowa odzwierciedla bowiem pewien wolumen będący bardzo niewielką częścią długu, który musiałby być skupiony. Jeśli Ateny chciałyby skupić cały dług prywatny musiałyby zapłacić więcej, a to oznaczałoby, iż założenia szczytu nie zostałyby zrealizowane. W tej sytuacji MFW zrealizowałby swoją groźbę, nie wypłacając Grekom swojej transzy. Tym samym Grecja pozostaje głównym zagrożeniem dla notowań euro w ostatnich tygodniach roku.