Nie zlekceważę ofert

Mirosław Konkel
opublikowano: 2008-10-15 00:00

Długo pociągała go polityka, ale ostatecznie wybrał świat finansów. Teraz Ryszard Petru stoi przed nowym zadaniem. Nieco tajemniczym.

Gwiazda w innym banku

Długo pociągała go polityka, ale ostatecznie wybrał świat finansów. Teraz Ryszard Petru stoi przed nowym zadaniem. Nieco tajemniczym.

Ryszard Petru, główny ekonomista i dyrektor zarządzający, odchodzi z BPH. Od lipca przyszłego roku będzie twarzą innego banku. Jakiego? A, tego jeszcze nie chce ujawnić. Dlaczego zmienia miejsce pracy? Tymczasem za odpowiedź musi nam wystarczyć zgrabna formułka o wyzwaniach, rozwoju i nowych perspektywach…

Na razie 36-letni ekonomista zastanawia się, co zrobić z 9-miesięcznym, przymusowym urlopem (ten nieszczęsny zakaz konkurencji!). Niby winien się cieszyć, bo wreszcie znajdzie dużo czasu dla swej żony Małgorzaty i dwóch córek, 9-letniej Kasi i niespełna 5-letniej Madzi. Ale — z drugiej strony — jak zadowolić się rolą obserwatora, gdy branżą finansową wstrząsnął największy od dziesięcioleci kryzys?

— Nie utonę w bezczynności — zarzeka się Ryszard Petru. A łącznikiem z dotychczasowym zajęciem mają być: praca na uczelni, publicystyka i komentarze w mediach.

W blasku

Dziennikarze z pewnością nie pozwolą mu wypaść z rytmu. W końcu wygrał konkurs "Parkietu" na najtrafniej prognozującego ekonomistę w Polsce. Jak stać się rozchwytywanym komentatorem życia gospodarczego?

— Po pierwsze, staram się być na bieżąco ze wszystkim, co się dzieje w kraju i na świecie. Po drugie, próbuję używać prostego języka, tak by mój przekaz był zrozumiały dla przeciętnego Kowalskiego. Wreszcie chcę być dostępny— tłumaczy Ryszard Petru.

Kiedy bierze udział w programie telewizyjnym po godz. 20, cały wieczór jest już zarwany. Rodzina z tego powodu nie jest szczęśliwa. Ale to cena, jaką się płaci za to, że jest się w tzw. obiegu.

— Kilka nieodebranych telefonów, parę zlekceważonych zaproszeń — i wszyscy zapominają o człowieku, choćby wczoraj był na pierwszych stronach gazet — zauważa ekonomista.

Ryszard Petru to dziś jedno z najbardziej znanych nazwisk polskiego świata finansów. Ale niewiele brakowało, a kojarzyłby się nam raczej z Sejmem niż z bankowością. Bo przez długi czas czuł pociąg do polityki. W liceum w 1990 r. współorganizował spotkanie z premierem Tadeuszem Mazowieckim. Na drugim roku SGH został asystentem posła Władysława Frasyniuka. W latach 1997-2000 pracował w rządzie jako doradca wicepremiera i ministra finansów Leszka Balcerowicza. A w 2001 r. wystartował w wyborach parlamentarnych z listy Unii Wolności. Nie wszedł jednak do parlamentu, bo UW zdobyła w kraju za mało głosów.

Dziś tego nie żałuje, bo zdaje sobie sprawę, jak krótkie bywają kariery polityków.

— Posłowanie szybko się kończy, a na byłego polityka nikt w biznesie nie czeka. Chyba że jest się byłym premierem jak Kazimierz Marcinkiewicz — stwierdza ekspert.

Mistrz i uczeń

Gwiazda Ryszarda Petru rozbłysła przy Leszku Balcerowiczu. Po jednym z egzaminów profesor zaproponował mu pracę w fundacji CASE.

— To był początek wolnego rynku, interesowały mnie reformy i z racji młodego wieku nawet nie mogłem być skażony poprzednim systemem — wspomina.

Były ekonomista i dyrektor zarządzający BPH przyznaje, że u boku prof. Balcerowicza wiele się nauczył. Długu wdzięczności nie myli jednak ze ślepym zapatrzeniem w dawnego mistrza.

— Można uważać kogoś za autorytet, ale trzeba szukać własnej drogi — podkreśla Ryszard Petru.

Jego odejście z BPH to przejaw niezależności, o którą — jak zaznacza — zawsze walczył.

Inny powód zmiany pracodawcy?

— Jest we mnie trochę niespokojnego ducha. Nie lubię za długo robić tego samego. Gdy coś przestaje mnie kręcić, rozglądam się za nowymi wyzwaniami — podkreśla Petru.