Sieci restauracji AmRestu i Sfinksa rosną wolniej, niż zapowiadali menedżerowie obu firm. Ale na zyski spółek nie można narzekać. Zarządy spółek dobrze dysponują pieniędzmi, które inwestorzy powierzyli im w czasie ofert publicznych. Rozbudowa sieci lokali opóźnia się, ale przychody i zyski firm powinny satysfakcjonować akcjonariuszy.
Głównym celem strategii spółek jest rozwój sieci w kraju i za granicą. AmRest jest już w Czechach i na Węgrzech, w tym roku pojawi się w Bułgarii. W związku z EURO 2012 powróci zapewne także plan wejścia na rynek ukraiński. Sfinks na początku chce być w Niemczech, Czechach i na Węgrzech, ale w długoterminowej strategii bierze też pod uwagę kraje nadbałtyckie i wschodnich sąsiadów Polski. W sumie do 2011 r. ma powstać blisko 140 lokali Sfinksa za granicą.
Spółki nie rezygnują też z polskiego rynku. Zwiększają sieć restauracji pod starymi markami, wprowadzają też nowe. W ubiegłym roku AmRest otworzył 11 nowych lokali Pizza Hut i KFC (planowano 15), przybyło też 9 restauracji z logo Sphinx (planowano 13). Pierwsza ze spółek (z opóźnieniem) otworzyła dwa bary Rodeo Drive i pięć Freshpoint, a w ubiegłym tygodniu na zasadzie franczyzy reaktywowała na polskim rynku sieć Burger King (pierwszy z fast foodów uruchomiono w Warszawie). Toczą się także rozmowy z amerykańskim właścicielem kawiarni Starbucks. Sfinks przejął restauracje Chłopskie Jadło.
Tempo rozwoju i plany satysfakcjonują graczy, którzy od momentu debiutu obu spółek wywindowali ich kursy o ponad 300 proc. (AmRest jest na giełdzie od czerwca 2005 r.) i 150 proc. (Sfinks pojawił się na GPW w czerwcu 2006 r.). Zyski firm wzrosły w tym czasie wolniej (AmRestu o 227 proc. od 2004 r., Sfinksa o 13 proc.), więc wskaźnikowo wyceny ich akcji nie prezentują się atrakcyjnie. Ale to inwestorom nie przeszkadza.