Pokusa znalezienia ustawowego rozwiązania, które zmniejszyłoby szok kredytobiorców po czwartkowym zachowaniu szwajcarskiej waluty, jest duża. Problem dotyczy bowiem prawie 600 tys. kredytów. Z wyliczeń analityków PKO BP wynika, że w trudnej sytuacji mogło się znaleźć nawet 1,5 mln obywateli, czyli 10 proc. głosujących, co sprowadza już frankowy problem do kategorii ryzyka politycznego. Nie ma rzeczywistych podstaw do zmian systemowych i nie sądzimy, że one nastąpią — uważają natomiast analitycy mBanku.

— Tak naprawdę nie mamy instrumentów, których moglibyśmy użyć, a które nie byłyby antyrynkowe i zgodne z prawem Unii Europejskiej — mówi jeden z wiceministrów finansów.
W przyszłym tygodniu sytuację na polskim rynku walutowym omówią członkowie Komitetu Stabilności Finansowej, czyli prezes NBP, minister finansów, przewodniczący KNF i BFG. Trudno oczekiwać, aby z ich strony padły pomysły rozwiązań negatywnie ocenianych przez rynki finansowe. Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki, uważa, że politycy nie powinni działać pochopnie i zapowiada jedynie spotkanie z szefem resortu finansów i przedstawicielami NBP.
— Nie pogarszajmy sytuacji, wprowadzając niepewność polityczną i społeczną — apelował w piątek wicepremier. Brak potrzeby pomocy państwa, zdaniem ekonomistów, wynika także z tego, że kredytobiorcy przez wiele lat korzystali na niskim oprocentowaniu kredytów. — Rozwiązania w stylu węgierskim w Polsce nie są potrzebne. Gdybyśmy widzieli zagrożenie dla sektora bankowego, to wówczas należałoby pomyśleć o jakichś zmianach ustawowych. KNF i NBP uspokajają jednak, że nie ma takiej potrzeby — mówi Marcin Luziński, ekonomista z BZ WBK.
Obecną sytuację chętnie natomiast wykorzysta opozycja.
— PiS zapewne wpisze to w trzon kampanii, widząc w tym szansę na przebicie szklanego sufitu w sondażach. Natomiast nie wydaje mi się, żeby rząd coś chciał i musiał robić, tym bardziej że zdecydował się porządkować górnictwo — uważa Grzegorz Ogonek, ekonomista z ING BSK.
W piątek największa partia opozycyjna postanowiła wezwać premier Ewę Kopacz do deklaracji, co zamierza zrobić rząd, aby pomóc zadłużonym we franku. Politycy PiS przedstawili też własny pomysł, którego osią jest to, żeby zadłużeni za pośrednictwem oświadczenia woli mogli spłacać kredyt po kursie z 14 stycznia, czyli sprzed dnia uwolnienia kursu franka.
W ubiegłym roku węgierski parlament przyjął ustawę, dzięki której wszystkie kredyty hipoteczne denominowane we franku szwajcarskim, euro i jenie zostały automatycznie przewalutowane na forinty. Zgodnie z porozumieniem, jakie rząd zawarł z bankami, do kursu konwersji przyjęto ten z 7 listopada, co dało przelicznik 256 forintów za franka i 309 za euro. Gabinet premiera Viktora Orbana zdecydował się przeforsować takie rozwiązanie, żeby pomóc osobom, które wzięły kredyt przed wybuchem kryzysu w 2008 r. Operacja dotyczyła około 350 tys. rodzin mających hipoteki w obcych walutach, z czego 70 proc. to były kredyty frankowe. Na koniec III kw. ubiegłego roku wartość walutowych kredytów hipotecznych wynosiła ponad 3,4 bln forintów, czyli około 47 mld zł. Po konwersji ich wartość spadła do niespełna 36 mld zł.
W ubiegłym roku węgierski parlament przyjął ustawę, dzięki której wszystkie kredyty hipoteczne denominowane we franku szwajcarskim, euro i jenie zostały automatycznie przewalutowane na forinty. Zgodnie z porozumieniem, jakie rząd zawarł z bankami, do kursu konwersji przyjęto ten z 7 listopada, co dało przelicznik 256 forintów za franka i 309 za euro. Gabinet premiera Viktora Orbana zdecydował się przeforsować takie rozwiązanie, żeby pomóc osobom, które wzięły kredyt przed wybuchem kryzysu w 2008 r. Operacja dotyczyła około 350 tys. rodzin mających hipoteki w obcych walutach, z czego 70 proc. to były kredyty frankowe. Na koniec III kw. ubiegłego roku wartość walutowych kredytów hipotecznych wynosiła ponad 3,4 bln forintów, czyli około 47 mld zł. Po konwersji ich wartość spadła do niespełna 36 mld zł.