Walka o prawa menedżera
Emilian Wojda współpracował z firmą, która później próbowała go wyeliminować z rynku. Sąd orzekł, że to bezprawie.
Taka historia może się przytrafić każdemu menedżerowi. Emilian Wojda, prowadzący samodzielną działalność gospodarczą, zajmował się —od a do z — organizacją szkoleń dla różnych firm. Kilka lat temu zawarł w dobrej wierze restrykcyjną umowę o współpracę z dużą spółką szkoleniową. Podpisał umowę franczyzy. W jej ramach zobowiązał się do samodzielnego prowadzenia i przygotowywania szkoleń na rzecz spółki, a ta do przekazywania mu wiedzy i wypłacania wynagrodzenia.
— Po jakimś czasie postanowiłem zerwać z nią współpracę. Uważałem, że się tam nie rozwijam. Rozwiązałem umowę i ponad rok przepracowałem poza branżą. Zacząłem jednak odbierać z rynku sygnały, że powinienem wrócić do szkoleń. Sam też tego chciałem. I wtedy zaczęły się moje kłopoty — opowiada Emilian Wojda.
W rozwiązanej umowie o współpracę między nim a spółką był zapis o zakazie konkurencji. Wynikało z niego, że przez dwa lata od zerwania umowy Wojda powstrzyma się od prowadzenia jakiejkolwiek działalności gospodarczej związanej z organizacją szkoleń. Na dodatek zakaz został zabezpieczony wekslem.
— Z umowy wynikało, że pan Wojda nie miał prawa do odszkodowania za wstrzymanie się od prowadzenia dotychczasowej działalności gospodarczej. Czas zakazu ustalono na dwa lata, co na dynamicznym rynku usług może oznaczać zupełną utratę kontaktów z klientami i niemożność odbudowania pozycji w branży — komentuje Dorota Bryndal, wspólnik w kancelarii Gessel i pełnomocnik Emiliana Wojdy.
Próba ugody
Menedżer próbował zawrzeć ugodę ze spółką szkoleniową. Wskazywał jej przedstawicielom, że taka formuła zakazu konkurencji jest dla niego bardzo uciążliwa.
— Spółka nie chciała zmienić formuły. Ponieważ zostałem potraktowany nieelegancko, postanowiłem nie dać za wygraną i skierowałem pozew do sądu — mówi Emilian Wojda.
W pozwie do Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej wniósł o uznanie, że umowa o zakazie konkurencji po roku obowiązywania utraciła moc, zażądał zapłaty 100 tys. zł odszkodowania i zwrotu weksli zabezpieczających roszczenia spółki na wypadek naruszenia zakazu konkurencji.
— Treść zakazu konkurencji była bardzo restrykcyjna, w istocie nakierowana na wyeliminowanie pana Wojdy jako konkurenta z rynku, na którym pozwana spółka prowadziła działalność. Co więcej, zakaz konkurencji rozciągał się także na bliższych i dalszych członków rodziny menedżera. Poważne wątpliwości budziło także ustanowienie zakazu konkurencji na dwa lata bez jakiegokolwiek odszkodowania — stwierdza Dorota Bryndal.
Spółka kontrargumentowała, że strony nie zawarły umowy franczyzy, lecz agencyjną. Wówczas można wprowadzić do umowy bezpłatny zakaz konkurencji.
Argumenty sądu
Co na to sąd? Przyznał rację Emilianowi Wojdzie. W uzasadnieniu wyroku sędziowie uznali, że w stosunkach między przedsiębiorcami swoboda zawierania umów nie jest nieograniczona i nie zmienia tego godzenie się na uciążliwe zobowiązanie.
— Sprawa dobrze się dla mnie skończyła. Pracuję znowu w zawodzie, który lubię i w którym się sprawdzam. Uważam, że warto było podjąć ryzyko i wyegzekwować od spółki należne mi prawa —podsumowuje Emilian Wojda.
I radzi innym poszkodowanym przez kontrahentów czy byłych pracodawców, by się nie poddawali i dochodzili swoich praw, kiedy są pewni, że obiektywnie racja jest po ich stronie.