Szczytne jak zawsze motto tym razem brzmiało „Współpraca w podzielonym świecie”, a zatem rozsypka idei globalizacji uznana została za nieuchronną, natomiast wojna napastnicza Rosji z Ukrainą może kiedyś się skończy. Za miesiąc zaś, 17-19 lutego, odbędzie się 59. Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa, czyli event starszy od Davos. Termin poprzedza o kilka dni rocznicę agresji Rosji, zatem perspektywa zakończenia wojny będzie absolutną dominantą. Notabene rok temu 58. konferencja odbywała się w weekend 18-20 lutego, zaś w czwartek, 24 lutego, car Kremla wydał zbrodniczy rozkaz… Wtedy ubolewano, że Rosja nagle zerwała uczestnictwo – pierwszy raz od rozpadu Związku Radzieckiego – albowiem minister Siergiej Ławrow stwierdził, że „udział nie należy do przyjemności”. Lejtmotywem tamtego Monachium była deeskalacja, cztery dni później naiwne życzenie uleciało w niebyt…
Przypomnienie dorobku 58. konferencji potwierdza, jak miałkie są ustalenia instytucji bez jakiejkolwiek decyzyjności. Zupełnie inne znaczenie mają posiedzenia tzw. Grupy Kontaktowej ds. Obronności Ukrainy. To amerykańska inicjatywa znacznie szersza od Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, skupiająca około 50 państw – wśród nich nawet wieczyście neutralną Austrię czy półpaństwo Kosowo, antyserbskie, zatem z automatu także antyrosyjskie. Grupa zbiera się na poziomie ministrów obrony w bazie Ramstein, czyli geograficznie w niemieckim landzie Nadrenia-Palatynat, ale w wojskowej enklawie USA. Bardzo oczekiwanym przez umęczoną Ukrainę dorobkiem posiedzenia 20 stycznia ma być decyzja o zmontowaniu przeciw Rosji składkowej brygady pancernej, złożonej z czołgów Leopard 2. Ten niemiecki produkt wszedł do służby jeszcze w epoce konfrontacji NATO z Układem Warszawskim, znajduje się w armiach 20 państw – przy czym Wielka Brytania i Francja mają czołgi własnej produkcji. Standardowa kompania liczy, razem z sekcją dowodzenia, 14 wozów. Batalion ma strukturę czwórkową, czyli nominalnie 58 czołgów. Analogicznie skonstruowana jest NATO-wska brygada, 4x58 plus nieco więcej wozów dowodzenia. A zatem jeśli się znajdzie 16 państw, które zrobią zrzutkę choćby po jednej leopardowej kompanii – Ukraińcy dostaną naprawdę silną jednostkę. W naturalny sposób trudno mi uniknąć skojarzeń z… brygadami międzynarodowymi walczącymi w wojnie domowej w Hiszpanii 1936-39, tyle że tamte montował akurat Związek Radziecki.
Do składkowej brygady przypuszczalnie weszłyby najstarsze Leopardy 2A4. Polska otrzymała je jako zbędne Bundeswehrze w cenie 1 EUR plus VAT za sztukę. Niemiecki producent oczywiście zatrzymał w swoich rękach serwis, traktowany już bardzo komercyjnie. Nowocześniejszy typ 2A5 kupowaliśmy już normalnie. Szeroka publiczność mogła rozeznać się w różnicy na defiladach w Warszawie (raz w Katowicach), gdzie zawsze idzie kompania czwórek i kompania piątek. Ale zwykle defiluje również kompania PT-91 Twardych, czyli zmodyfikowanych i spolonizowanych radzieckich T-72. Bardzo możliwe, że na froncie ukraińskim zetrą się czołgi, które na naszych defiladach toczyły się zgodnie kompania za kompanią… Leopardy od pół wieku w otwartym boju nigdy nie wąchały jeszcze prochu, kiedyś tylko Turcja użyła ich w warunkach miejskich, z fatalnym zresztą skutkiem. Może perspektywa prawdziwego chrztu bojowego sztandarowego produktu militarnego RFN skłoni rząd Olafa Scholza do wyrażenia zgody na solidarnościową brygadę. A może nawet do dorzucenia kompanii z garaży Bundeswehry…

