Polityczno-inwestycyjna inicjatywa zbliżenia trzech mórz – Bałtyckiego, Czarnego i Adriatyckiego – zawiązana została w 2016 r. na szczycie w Dubrowniku, zaś na kolejnym warszawskim w 2017 r. gościł nawet prezydent Donald Trump. Rozpięcie infrastrukturalnego mostu nad sporą połacią Europy wymyślili wybrani w 2015 r. prezydenci Andrzej Duda i Kolinda Grabar-Kitarović z Chorwacji. W 2020 r. Duda starcie o reelekcję o włos wygrał, natomiast jego centroprawicowa koleżanka pewnie przegrała. Jej socjaldemokratyczny następca Zoran Milanović (niegdyś premier) nie tylko nie czuje się współpatronem, lecz wyraża się bez ogródek tak: „Inicjatywa jest nam niepotrzebna, a nawet potencjalnie szkodliwa. Jestem przeciwko przeznaczaniu przez Chorwację choćby centa, jeśli nie wiemy dokładnie, jak, co i kiedy”. Tak widzi Trójmorze urzędująca głowa państwa, ale dla pomysłodawców pomostu czas się zatrzymał – Andrzej Duda we wtorek w Davos na pamiątkę odznaczył byłą partnerkę Orderem Orła Białego…
Siódmy już prezydencki szczyt Trójmorza odbędzie się 20-21 czerwca 2022 r. w Rydze. Potwierdził to łotewski gospodarz, także uczestniczący w Davos w panelu prezydent Egils Levits. Nie jest jeszcze jasne, kto dotrze osobiście, kto zaś tylko na ekranie, w każdym razie Zoran Milanović takiego eventu nie uznaje. Nie znaczy to, że filar mostu od strony Chorwacji został wysadzony – do podtrzymywania inicjatywy Trójmorza poczuwa się chadecko-konserwatywny premier Andrej Plenković, ale bardziej z obowiązku niż z przekonania. W każdym razie będący jednym z trzech filarów nazwy Adriatyk staje się trochę abstrakcją, ponieważ może ograniczyć się tylko do króciutkiego odcinka wybrzeża Słowenii. Niespodziewanie natomiast od 24 lutego radykalnie zwiększyło się znaczenie Morza Czarnego. Sztandarowym założeniem Trójmorza od początku było objęcie tą inicjatywą państw członkowskich Unii Europejskiej. Dlatego Ukraina czy Mołdawia dotychczas nie były zapraszane, co najwyżej przyglądały się zza płotu. Wojna napastnicza Rosji, powodująca bardzo realne zagrożenie utraty przez Ukrainę wschodniej części dostępu do Morza Czarnego, radykalnie zmieniła sytuację. Oba wspomniane państwa na uzyskanie statusu kandydatów do UE mogą czekać długo, wynik czerwcowego szczytu Rady Europejskiej w odniesieniu do Ukrainy jest niepewny. Natomiast niesformalizowane Trójmorze, które nie opiera się na żadnym ratyfikowanym traktacie, może zdecydować o przyjęciu Ukrainy i Mołdawii od ręki, czyli już za miesiąc w Rydze.

Gospodarczym ramieniem inicjatywy politycznej jest założony w 2019 r. Fundusz Trójmorza. Ma inwestować w trzech obszarach – transporcie, energetyce oraz technologiach cyfrowych. Inicjatorem, współzałożycielem i wciąż dominującym głównym inwestorem – ba, wręcz właścicielem – funduszu jest Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK). Jego prezes, Beata Daszyńska-Muzyczka, oszacowała potrzeby regionu do 2030 r. (dla wyrównania poziomu infrastruktury z Europą Zachodnią) na niewyobrażalną kwotę… 600 mld EUR. Fundusz realnie ocenia pułap zasobów własnych na 3–5 mld EUR, ale na razie nawet taka kwota pozostaje iluzją. Przez trzy lata uzbierano niecały miliard, z czego trzy czwarte wniósł BGK. Naprawdę trzeba być ogromnym optymistą, by po sześciu latach od szczytu w Dubrowniku wierzyć choćby w rozpoczęcie nadrabiania wspomnianej astronomicznej zaległości. Ale podebatować zawsze wolno…
