Niedostatki globalizacji

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-12-31 00:00

Jak zwykle przy okazji wielkich tragedii, statystyka ofiar uderzenia Oceanu Indyjskiego w azjatyckie i afrykańskie wybrzeża rośnie lawinowo. Najpierw donoszono o 10 tysiącach, potem o 23, a później szacunkowe dorzucanie następnych tysięcy postępowało niemal mechanicznie. Według stanu na wczoraj, suma ofiar doszła do niemal 130 tysięcy — i na tym nie koniec.

W rajskich ośrodkach wypoczynkowych pierwszy świat spotkał się w piekielnych okolicznościach z trzecim światem. W pewnym sensie przypomina to katastrofę „Titanica”, gdy trzecia klasa podróżnych została skazana na zagładę, ale liczne ofiary zanotowano także wśród bogaczy z klasy pierwszej. Media współczesnego pierwszego świata ze zrozumiałych względów zajmują się dramatami swoich obywateli, ale przecież liczonych na dziesiątki, najwyżej na setki. Tymczasem rejon Zatoki Bengalskiej utracił dziesiątki tysięcy ludzi oraz infrastru- kturę wartą... Nikt tego na razie nie spróbował policzyć, ale są to kwoty przekraczające budżetową wyobraźnię państw dotkniętych tragedią.

Nie zabrzmią zbyt patetycznie słowa, iż gigantyczny kataklizm na styku lądu i oceanu stanowi globalne wyzwanie dla ludzkiej solidarności. Na światowych czy międzykontynentalnych szczytach wylano morza słów na temat wyrównywania poziomów rozwoju cywilizacyjnego, etc. Sygnatariusze układów o liberalizowaniu handlu i globalizacji gospodarki nie są jednak przygotowani do stawienia czoła globalnej katastrofie. Europa na razie wysyła samoloty z pomocą, a gdzieś bardzo nieśmiało pojawiają się inicjatywy zwołania szczytu G8 czy Rady Europejskiej. Po finansowych owocach poznamy czystość owych intencji.