Niedziela nie dla szaf

opublikowano: 02-12-2018, 22:00

O tym, że zakaz handlu w niedzielę „podetnie nogi meblom”, pisaliśmy rok temu. Przedstawiciele sieci z wyposażeniem wnętrz potwierdzają dziś te obawy.

Jesienią zeszłego roku Robert Krzak, prezes Forum Polskiego Handlu przewidywał, że — ze względu na specyfikę branży — niedzielny zakaz handlu w większym stopniu uderzy w sklepy z wyposażeniem wnętrz niż w spożywcze. Negatywnych skutków ówczesnej legislacyjnej nowinki bali się również przedstawiciele największych firm handlujących meblami. Życie pokazało, że ich obawy były uzasadnione. Zakaz uderzył w przychody, wymusił podniesienie wydatków i spowodował kłopoty organizacyjne.

Przed wprowadzeniem zakazu handlu w niedzielę weekendy przynosiły
galeriom handlowym nawet jedną czwartą tygodniowych obrotów. Teraz w niedziele,
poza pierwszymi i ostatnimi w miesiącu, ruch całkowicie zamiera.
Zobacz więcej

WOLNA NIEDZIELA:

Przed wprowadzeniem zakazu handlu w niedzielę weekendy przynosiły galeriom handlowym nawet jedną czwartą tygodniowych obrotów. Teraz w niedziele, poza pierwszymi i ostatnimi w miesiącu, ruch całkowicie zamiera. Fot. M. Lasyk

— Musieliśmy, podobnie jak inne marki walczyć o utrzymanie dynamiki i poziomu obrotów, co skutkowało m.in. większymi wydatkami na działania marketingowe — przyznaje Przemysław Gurban, dyrektor operacyjny firmy Agata (dawniej Agata Meble).

To jedna z trzech największych sieci handlujących meblami w Polsce. Obecnie ma 25 salonów, a za kilka dni otwiera oficjalnie kolejny — w Lublinie.

Dyrektor sieci dodaje, że pierwsze miesiące po wprowadzeniu nowych regulacji oznaczały dla niej wahania przychodów, które wynikały z dostosowywania się społeczeństwa do zmian. Nie mówi jednak ani jak duże i dotkliwe było to rozchwianie sprzedaży, ani czy później obroty sieci wróciły do wcześniejszego poziomu.

Przemysław Gurban zapewnia za to, że chociaż zakaz wymusił zmiany w funkcjonowaniu firmy, to zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, nie przeprowadzono żadnych redukcji personelu.

Także IKEA — kolejny rynkowy tuz — deklarowała przed rokiem, że w związku z wolnymi niedzielami nie będzie zwalniać pracowników i słowa dotrzymała. Marta Marczewska z biura prasowego sieci przyznaje, że zmiana regulacji stanowiła kłopot dla wielu osób, w tym studentów, którzy pracują głównie w weekendy. Tacy pracownicy mieli mniej możliwości wyboru dogodnych dla siebie terminów zmian. W zakończonym 31 sierpnia roku obrachunkowym 2017/18 sprzedaż sieci IKEA Retail w Polsce wzrosła o 11 proc. i sięgnęła 4,03 mld zł. Wynik mógłby cieszyć, gdyby nie pewien szczegół.

— Odnotowaliśmy mocny wzrost, jednak przyznajemy, że wskutek ograniczeń w handlu w niedziele nasze wyniki są niższe niż zakładane — wyjaśnia Marta Marczewska.

Dodaje, że bez względu na ograniczenia wynikające z wolnych niedziel, IKEA Retail stara się zapewnić jak najlepszą dostępność produktów i usług, m.in. dlatego rozwija sprzedaż internetową i uruchamia nowe punkty odbioru zamówień.

Rok temu zmian najmniej obawiała się sieć Black Red White (BRW), która pod względem powierzchni handlowej (ponad 500 tys. mkw.) jest liderem rynku mebli. Jej ówczesny prezes Filip Wojciechowski mówił, że niezbędne zmiany organizacyjne pociągną za sobą pewne jednorazowe koszty, ale uważał, że w dłuższym okresie należy spodziewać się negatywnych skutków. Właśnie dlatego przygotowując jesienią 2017 r. plany sprzedaży na kolejny rok, nie zakładał, że wyniki firmy spadną.

Na kilka tygodni przed końcem roku chcieliśmy sprawdzić, czy ten optymistyczny scenariusz dla BRW się spełnił. Jednak przedstawiciele firmy nie chcieli odpowiedzieć na żadne z zadanych przez nas pytań dotyczących skutków wprowadzenia niedzielnego zakazu handlu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Niedziela nie dla szaf