Niejasne przepisy prawne pogrążają sprzedawców oleju

Katarzyna Latek
opublikowano: 02-11-2011, 00:00

Firmę, sprzedającą olej opałowy, obciążono za nieuczciwość klientów

Anna Kubis od lat walczy z urzędnikami, którzy zarzucają jej przestępstwo akcyzowe. Według nich, właścicielka firmy handlującej olejem opałowym sprzedawała go kierowcom, którzy używali go jako oleju napędowego (na ten jest wyższa akcyza).

A wszystko dlatego, że… nalewała olej z dystrybutora, zakończonego wężem z pistoletem. Ponadto okazało się, że jej klienci poświadczyli nieprawdę, za co obciążono sprzedawcę.

Zdesperowana Anna Kubis opowiadała o swoich zmaganiach z urzędami w niedzielnym programie „Państwo w państwie”, emitowanym na antenie Polsatu. Celnicy odmówili jej prawa do niższej akcyzy i nałożyli domiar podatkowy za lata 2004-05 sięgający niemal 400 tys. zł.

Ministerstwo Finansów (MF) wydało dwie odmienne interpretacje podatkowe w jej sprawie. Sprzeczne wyroki wydawały sądy. Rodzina Anny Kubis nadal prowadzi firmę, jednak ona sama się poddała. Teraz zależy jej już tylko na sprawiedliwości. — Musiałam sprzedawać olej opałowy tylko odpowiednio barwiony i znaczony. Sprzedawać go na cel grzewczy, na oświadczenia wymagane prawem. Wszystkie warunki spełniałam — mówi Anna Kubis.

Fałszywi klienci

Pracownicy Urzędu Celnego zakwestionowali uczciwość dwudziestu czterech klientów Anny Kubis. Zidentyfikowali osoby, które kupowały w firmie olej grzewczy, ale składały fałszywe oświadczenia. Pisma kierowane do nich wracały z adnotacją, że odbiorca nie mieszka pod tym adresem. Odpowiedzialnością za to celnicy obciążyli jednak sprzedawcę.

— Obciążenie mnie tym to najgłupsze, co może być. Klient wypisywał oświadczenia, w których było wszystko, co powinno. Spotykałam tych klientów po kilka razy, znałam ich z imienia, z twarzy — zapewnia Anna Kubis. — Ustawa nakłada obowiązki także na sprzedawców. Pani zaufała ludziom, którzy podawali nieprawdę — tłumaczył Sławomir Neumann, poseł-elekt PO. Andrzej Dera, poseł-elekt PIS krytykował istniejące przepisy.

— Państwo nie może zrzucać na obywatela obowiązku legitymowania klientów. Oświadczenie ma to do siebie, że może być nieprawdziwe. W ten sposób odpowiedzialność ponosi ten, który nie ma instrumentów, żeby zweryfikować oświadczenie — podkreślał. Sprawę komplikuje fakt, że w czasie, którego dotyczy sprawa, właściciele firm nie mieli jeszcze uprawnień, by legitymować swoich klientów.

— Dopiero w 2009 roku ustawodawca dał przedsiębiorcy możliwość sprawdzania dowodów klientów i odmowy sprzedaży. Do tego czasu nie mieliśmy takiego prawa — mówił Mirosław Kulak, szef Komitetu Koordynacyjnego Dystrybutorów Lekkiego Oleju Opałowego.

Sporny wąż z pistoletem

Wróciła sprawa dystrybutora, z którego nalewano olej. Przedsiębiorcy zwracali się do urzędników, by wyjaśnili, jakie normy powinno spełnić takie urządzenie. Nie doczekali się wyjaśnienia. W ramach legalizacji wymieniono jedynie plakietkę na dystrybutorze, co miało rozwiązać spór. Sprawa trafiła do sądu, jednak wszystko wskazywało na to, że również sędziowie nie wiedzieli, jak rozwiązać tę sprawę. Wydali dwa sprzeczne ze sobą wyroki. — Nie rozumiem, jak ten sam sąd może w tej samej sprawie podjąć dwie różne decyzje. To był dla mnie szok — mówiła płacząc właścicielka firmy. Piotr Ikonowicz z Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej zarzucił państwu złą wolę.

— Miałem wrażenie, że także sąd się w tym gubi. Jednak nawet, jeśli prawo jest niejasne, to nie można postawić przedsiębiorcyw roli policjanta. Przecież ktoś inny korzysta na tym procederze. Pieniądze nie poszły do kieszeni pani Kubis, bo ona sprzedawała ten olej po cenie oleju opałowego. W takiej sytuacji rodzi się podejrzenie, że przepisy specjalnie mają luki, żeby urzędnik mógł wyrobić plan ściągania podatków — podkreślał.

Poseł PO jednak zdecydowanie protestował przeciwko takiej spiskowej teorii. — Państwu nie zależy, żeby gmatwać przepisy dla przedsiębiorców. Budowanie takich przepisów nie rozwija przedsiębiorczości. Wpływy z takich kar nie są większe, niż pieniądze z rozwoju przedsiębiorczości. To upraszczanie przepisów daje większe podatki w przyszłości — przekonywał Sławomir Neumann. W czasie emisji programu pod siedzibą Polsatu trwała manifestacja wsparcia dla Anny Kubis, zorganizowana przez innych sprzedawców oleju grzewczego, których również dotyczy ten problem.

— Nie może być tak, że obywatel jest bezradny wobec państwa i nic nie może zrobić, bo urzędnik ma rację. Przepisy też powinny zostać zmienione. Jedna rzecz wymaga uregulowania. Musi powstać prawny zakaz tankowania oleju opałowego do samochodów — postulował Andrzej Dera z PIS.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Latek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu