Niekonstytucyjnie po pieniądze z UE

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-02-08 20:00

Ukończenie w środę przez Sejm nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym i kilku z nią powiązanych to teoretycznie jeszcze nie koniec ścieżki legislacyjnej.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Podpis Andrzeja Dudy w zasadzie wydaje się oczywistością ze względu na kontekst finansowy – jest to tzw. kamień milowy powiązany z unijnym finansowaniem Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO). Z drugiej jednak strony – prezydent jest bardzo wyczulony na jakiekolwiek uszczuplanie jego uprawnień i nie daruje tego nawet pobratymcom z macierzystej partii. Taki przecież był główny motyw pamiętnego zawetowania, jeszcze w poprzedniej kadencji, dwóch ustaw sądowych w 2017 r. A zatem jeśli doszedłby do wniosku, że jego władztwo nad powoływaniem sędziów zostało najnowszą ustawą opiłowane – może postawić weto. Osobiście jednak obstawiam, że perspektywa pieniędzy z UE przeważy.

Rozgrywka między Sejmem a Senatem o kształt ustawy podtrzymała tradycję kadencji parlamentu 2019-23. Utrzymująca w drugiej izbie większość opozycja, pod przewodem Platformy/Koalicji Obywatelskiej, wobec rządów Prawa i Sprawiedliwości wprowadziła 14 poprawek. Głosowane były zasadnie łącznie, albowiem ich pakiet realnie stanowił… inną ustawę. W związku z tym również w Sejmie potraktowane zostały jako spójny pakiet i ich odrzucenie w środę także głosowano łącznie. To niezwykła rzadkość, PiS wobec poprawek Senatu na takie hurtowe gwałcenie procedury jednak się nie waży, ale akurat w tym wypadku zgrupowanie 14 poprawek w jedno głosowanie było całkowicie zasadne, to chwyt symetryczny wobec zastosowanego w Senacie.

Dla odrzucania w Sejmie poprawek senackich postawiony jest konstytucyjnie próg znacznie wyższy, niż dla uchwalania pierwotnych wersji ustaw. Przy warunku większości bezwzględnej głosy wstrzymujące się sprzyjają arytmetycznie Senatowi, zatem wszystkie głosowania wymagają pełnej mobilizacji ekipy władców oraz przyklejonego do nich planktonu. PiS cały czas udaje się wygrywać, chociaż arytmetycznie nieznacznie. W przypadku ustawy o Sądzie Najwyższym najbardziej rozdarta była Solidarna Polska – a przy okazji trochę Konfederacja – ponieważ w znacznym stopniu oznacza ona wyrzucenie do kosza systemu dyscyplinowania sędziów, który Zbigniew Ziobro za przyzwoleniem PiS wprowadzał przez dwie kadencje. Dlatego doszło do pewnej schizofrenii politycznej – ziobryści 13 stycznia głosowali przeciwko strasznej dla nich ustawie, podobnie zresztą jak konfederaci, natomiast 8 lutego na posiedzeniu Sejmu musieli się dołożyć do odrzucenia poprawek Senatu, czyli… zatwierdzić wersję z 13 stycznia! Zbigniew Ziobro po prostu wybrał mniejsze zło, już woli zaprzedanie się kraju Unii Europejskiej – niezmiennie tak przecież ocenia całą konstrukcję finansową KPO oraz tzw. miękiszonizm premiera Mateusza Morawieckiego – niż wesprzeć wrażą opozycję, która w obecnej kadencji już cztery razy usiłowała go wyrzucić w procedurze wotum nieufności. Wynik głosowania za odrzuceniem brzmiał 233:207, przy 12 posłach wstrzymujących się (Konfederacja) oraz 8 nieobecnych.

Ustawa przenosi odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Jest to oczywiście niezgodne z art. 184 Konstytucji RP, który precyzyjnie i bez niedomówień ustala, że NSA i inne sądy administracyjne „sprawują, w zakresie określonym w ustawie, kontrolę działalności administracji publicznej”. Żeby dokonywać nie wiadomo jakich wygibasów interpretacyjnych, nie da się do tego zapisu wcisnąć odpowiedzialności personalnej wszystkich sędziów, z definicji dotyczącej głównie obszaru prawa karnego. W praktyce zatem ustawa będzie oczywiście niekonstytucyjna, ale przecież w Polsce nie istnieje organ, który w niezależnej i uczciwej procedurze mógłby to stwierdzić.

Posiedzenie Sejmu zdominowały głośne starcia opozycji z ministrem edukacji i nauki Przemysławem Czarnkiem, objętym wnioskiem o wotum nieufności. Fot. KS / Łukasz Błasikiewicz