Niemcy klękają przed pomnikiem Getta

Marcin Dobrowolski
opublikowano: 2015-12-07 11:33

Przebywający w Warszawie 7 grudnia 1970 r. Willy Brandt, kanclerz Republiki Federalnej Niemiec, uczynił z tej pierwszej wizyty zachodnioniemieckiego przywódcy wydarzenie historyczne. W jej trakcie odbyło się podpisanie traktatu o normalizacji stosunków między dwoma krajami, ale krokiem milowym okazał się spontaniczny gest szefa rządu.

Wizyta ta była interesująca z wielu względów. Jej głównym punktem było podpisanie Układu między Polską Rzecząpospolitą Ludową a Republiką Federalną Niemiec o podstawach normalizacji ich wzajemnych stosunków, który to dokument stał się w ostatnich latach rządów Gomułki jego oczkiem w głowie. Co więcej, propaganda Polski Ludowej od początku istnienia RFN przedstawiała to państwo jako "pogrobowców nazistów", imperialistów dążących do rozpętania kolejnego konfliktu. Pamięć po wojnie w obu krajach była świeża - konflikt zakończył się zaledwie 25 lat wcześniej, Niemcy nosili w sobie świeży żal za wypędzenia, a Polacy cierpienia lat okupacji. 

Pomnik Willego Brandta w Warszawie
Pomnik Willego Brandta w Warszawie

Po przylocie do Warszawy i złożeniu wieńca na Grobie Nieznanego Żołnierza Brandt udał się z delegacją na Muranów, by uczcić zamordowanych i poległych warszawskich Żydów. Tam, pod Pomnikiem Bohaterów Getta, po złożeniu wieńca i protokolarnym poprawieniu wstęgi Brandt ukląkł na oba kolana na stopniu monumentu i w tej postawie trwał przez chwilę w milczeniu.

Towarzyszący niemieckiej delegacji dziennikarz magazynu Der Spiegel, Hermann Schreiber napisał później obszerny komentarz, w którym zwrócił uwagę, że Brandt był działaczem antynazistowskim, przebywającym od 1933 r. na emigracji i prowadzącym z zagranicy walkę z hitlerowskim rządem. Trudno więc, aby czuł się odpowiedzialny za zbrodnie dokonane przez władze III Rzeszy: "Przyznaje się zatem do winy, która go nie obciąża, i prosi o przebaczenie, którego sam nie potrzebuje. Klęczy więc za Niemcy". (Hermann Schreiber: Ein Stück Heimkehr. Der Spiegel, 14 grudnia 1970, s. 29.)

Z kolei Willy Brandt po latach wspominał: "Nad otchłanią niemieckiej historii, pod ciężarem milionów zamordowanych, uczyniłem to, co robią ludzie, kiedy brakuje im słów." ( Willy Brandt: Erinnerungen. Propyläen-Verlag, Frankfurt am Main 1989, s. 214.)

Jak to często w przypadku historycznych gestów bywa, został on źle przyjęty przez wszystkie zainteresowane strony. Władze komunistyczne w Polsce uznały, że Brandt wykonał go przed niewłaściwym pomnikiem (wobec działań antysemickich sprzed dwóch lat niechętnie podkreślały uczestnictwo Żydów w walce narodowowyzwoleńczej). Niemieccy konserwatyści oburzyli się oskarżając kanclerza o próbę zatarcia cierpień wypędzonych oraz uznanie granicy zachodniej Polski. Z kolei w Izraelu potraktowano gest jako próbę ocieplenia relacji z blokiem wschodnim jawnie wspierającym walczących z Izraelem Arabów. Podobne obawy wyrażali przedstawiciele USA, a Francuzi zaniepokojeni byli wizję przejęcia pałeczki w procesie rozprzężenia stosunków z ZSRR.

Z czasem jednak nastawienie państw zachodnich zaczęło się zmieniać, a za próbę ocieplenia kontaktów z państwami bloku wschodniego Willy Brandt otrzymał w 1971 r. pokojową Nagrodę Nobla. W Polsce zdjęcie gestu kanclerza zaczęło być publikowane dopiero po 1989 r. 

Obecnie symboliczne uklęknięcie kanclerza Republiki Federalnej Niemiec przedstawiano jest jako jeden z fundamentów powojennej polityki zagranicznej tego kraju oraz, obok listu biskupów polskich do niemieckich, kamień milowy w normalizacji stosunków między Berlinem a Warszawą.