Takiego niepokoju na rynkach finansowych nie było od lat. Na wczorajszej aukcji bonów skarbowych rząd Niemiec po raz pierwszy w historii osiągnął ujemne oprocentowanie. Rynek długu stanął na głowie — to nie minister finansów zapłaci odsetki inwestorom, ale oni jemu. Ten wyjątkowy przetarg jest znakiem czasów. Według części inwestorów, jakiekolwiek formy pomnażania kapitału w obecnych warunkach nie mają sensu.
Desperacja funduszy
— Doszliśmy do sytuacji, w której szuka się możliwości nie inwestowania pieniędzy, ale bezpiecznego ich ulokowania. Niemieckie papiery skarbowe spełniają tę funkcję — na tle innych aktywów są bezpieczną przystanią. Inwestorzy są skłonni nawet płacić za to, by mogli swój kapitał w tej przystani na jakiś czas zostawić — mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.
Niemiecki rząd sprzedał 6-miesięczne bony skarbowe za 3,9 mld EUR z oprocentowaniem -0,0122 proc. Czyli inwestorzy za każdy pożyczony rządowi 1 tys. EUR dostaną z powrotem 99,878 EUR. Pozostałe 0,122 EUR to cena, którą inwestorzy zgodzilisię płacić za przechowanie kapitału w rządowym „depozycie”.
— Jeśli dochodzi do takich kuriozalnych sytuacji, to znaczy, że strach na rynkach finansowych bije nowe rekordy. Celem części inwestorów nie jest już zarabianie pieniędzy, ale unikanie ich straty. Godzą się na niewielki uszczerbek w kapitale, byle tylko nie doświadczyć poważnego — tłumaczy diler obligacji w jednej z instytucji finansowych. W komfortowej sytuacji są banki. One znalazły już bezpieczną przystań — w Europejskim Banku Centralnym. Oferuje on bankom komercyjnym depozyty oprocentowane na nieznaczny — ale jednak dodatni — procent. Pozostałe instytucje finansowe nie mogą korzystać z tej oferty, dlatego rynek zaczyna szaleć. Fundusze inwestycyjne, hedgingowe, emerytalne i instytucje ubezpieczeniowe śrubują popyt na niemieckie papiery skarbowe.
Lepiej niż w skarbcu
Do września podobną funkcję co niemieckie bony i obligacje pełniły aktywa denominowane w szwajcarskiej walucie. Odkąd jednak bank centralny Szwajcarii powiązał franka z euro, inwestorzy muszą szukać nowych „strzeżonych parkingów” kapitału. Dlaczego inwestorzy nie chcą lokować pieniędzy w gotówce? Bo to zbyt skomplikowana operacja.
— Trzeba by fizycznie kupić ogromną liczbę banknotów, przewieźć je do jakiegoś skarbca i zapewnić im ochronę. To byłyby pewnie większe koszty niż 0,0122 proc. umówione z niemieckim rządem. W dodatku istnieje ryzyko rabunku, a więc pieniądze też nie byłyby w pełni bezpieczne — tłumaczy inny diler obligacji. Dlaczego nie ulokować pieniędzy w złocie, ropie naftowej, akcjach firm albo na koncie w banku?
— Bo dzisiaj żadne z tych aktywów czy instrumentów nie dają pewności, że zobaczymy nasze pieniądze z powrotem. Tak widzi dziś świat część inwestorów. Oby nie mieli racji — mówi diler walutowy. Eksperci przekonują jednak, że ujemne oprocentowanie niemieckich obligacji to po prostu chwilowa anomalia, a nie począteknowego porządku w światowych finansach.
— Po upadku banku Lehman Brothers na amerykańskich bonach też przez chwilę oprocentowanie spadło poniżej zera. Takie sytuacje sugerują, że niepokoje właśnie osiągają apogeum i wkrótce sytuacja zacznie się poprawiać. Jestem optymistą i wierzę, że to już ostatni kwartał zawirowań — mówi diler obligacji.
Według Piotra Kalisza, przetargi z ujemnym oprocentowaniem mogą się w najbliższych miesiącach jeszcze zdarzyć, ale na dłuższą metę rząd Niemiec nie będzie w stanie utrzymać takich komfortowych warunków pożyczania pieniędzy na rynku.