Günther Oettinger dopytuje o szczegóły polsko-rosyjskiej umowy
Nowe warunki tranzytu rosyjskiego gazu przez Polskę mogą zmienić układ sił w naszym regionie. Nie wszystkim się to podoba.
Dzisiaj Polskę odwiedzi Günther Oettinger, niemiecki komisarz Unii Europejskiej do spraw energii. Trudno jego wizyty nie wiązać z nagłym zainteresowaniem Komisji Europejskiej sprawą renegocjowanej już umowy między Polską a Rosją, dotyczącej dostaw rosyjskiego paliwa do Polski i jego tranzytu przez nasz kraj gazociągiem jamalskim.
— W planie wizyty pana Oettingera ten temat nie jest uwzględniony. Niewykluczone jednak, że o tę kwestię komisarz zapyta — mówi Maciej Kaliski, dyrektor Departamentu Ropy i Gazu Ministerstwa Gospodarki.
Resort Waldemara Pawlaka został ostatnio zalany pytaniami Komisji Europejskiej w sprawie polsko-rosyjskiej umowy. Na wszystkie — bardzo obszernie — odpowiedział. Twierdzi, że umowa jest zgodna w każdym punkcie z unijnym prawem.
Jamał już jest
Komisję Europejską szczególnie interesuje stawka za tranzyt rosyjskiego gazu przez Polskę. Może ona niepokoić przede wszystkim same Niemcy, bo nowa taryfa przesyłowa EuRoPol Gazu sprawia, że tranzyt gazu przez nasz kraj staje się dla Rosjan atrakcyjny. Niedawno "Gazeta Wyborcza" podawała, że będzie tańszy niż przez Ukrainę. Można zaryzykować twierdzenie, że będzie znacznie tańszy niż przesył gazu przez mający powstać podmorski gazociąg Nord Stream, łączący Rosję z Niemcami. Koszty jego realizacji oceniane są na 8 mld EUR. Miałby on powstać w maju 2011 r. W konsorcjum, które buduje gazociąg północny, wchodzą dwa czołowe koncerny niemieckie E. ON Ruhrgas i BASF. Obie firmy są dużymi odbiorcami gazu, liczyły też na kontrolę nad jego przesyłem. Gazociąg Nord Stream i rozbudowa jego lądowych odgałęzień na południe Europy, np. gazociąg Opal, mogłaby skłonić Gazprom do rezygnacji lub ograniczenia tranzytu gazu do Niemiec przez Polskę. Wówczas nasz kraj byłby skazany na odbiór paliwa z Niemiec w cenie odzwierciedlającej koszty budowy Nord Streamu. Zarobiliby na tym niemieccy dystrybutorzy gazu, np. Wingas, który należy do Gazpromu i firmy Wintershall założonej przez Gazprom i koncern BASF. Wingas w 2007 r. proponował Polsce połączenie z gazociągiem Opal. Odmówiliśmy.
Niedomknięta furtka
Kompromis z PGNiG zapewnia Gazpromowi niższe opłaty za tranzyt gazu przez Polskę. W zamian EuRoPol Gaz, spółka, która się nim zajmuje ma zagwarantowane źródło przychodów z tranzytu rosyjskiego gazu do 2045 r. i stały zysk netto w długim horyzoncie czasowym w wysokości 21 mln zł. Będzie on co roku waloryzowany o wartość inflacji. Z tytułu taryfy przesyłowej EuRoPol Gaz do 2045 r. ma zarobić na czysto 756 mln zł, a dodatkowe 4,5 mld zł w formie różnych opłat zasilą budżet państwa i samorządów. W EuRoPol Gazie po 48 proc. akcji mają Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo oraz Gazprom. Zgodnie z wynegocjowanym porozumieniem Gazprom i PGNiG zwiększą swoje udziały w EuRoPol Gazie z 48 do 50 proc. Problem w tym, że polsko-rosyjska umowa czeka jeszcze na podpis stron. Jeśli zostanie podpisana (a ma to nastąpi do końca marca), niemieckie firmy mogą raczej zapomnieć o ekspansji na polski rynek.
— Przez 35 kolejnych lat moce przesyłowe Jamału będą wykorzystywane w 100 proc., a to oznacza, że polskie firmy mogą śmiało myśleć o reeksporcie rosyjskiego gazu do innych europejskich krajów. Warunkiem jest zgoda Rosjan. Inne unijne kraje już ją mają — mówi ekspert z branży.
Dziwny wyjątek
Tuż przed przyjazdem do Polski Günther Oettinger powiedział "Rzeczpospolitej":
,,Nord Stream jest potrzebny, ale został popełniony dyplomatyczny błąd w sposobie dochodzenia do niego. Powinno się było włączyć w ten projekt Polskę i państwa bałtyckie. Stanowisko Komisji Europejskiej w tej sprawie jest jasne. Nigdy więcej kontraktu na dostawy gazu z zewnątrz do UE bez zgody państw sąsiadujących".
— Ta wypowiedź wyraźnie pokazuje, że Niemcy mają świadomość, że byli zbyt pewni swego. Obawiam się, że mogą chcieć wykorzystać unijne regulacje, by postawić na swoim. Nie możemy im na to pozwolić — twierdzi inny z naszych rozmówców związanych z PO.
PGNiG stawia sprawę jasno.
— Niemcy twierdzą, że Nord Stream nie zagraża Polsce. Renegocjowana umowa dotycząca tranzytu gazu przez Polskę także nie zagraża bezpieczeństwu niemieckich odbiorców rosyjskiego gazu. Wręcz przeciwnie, jest gwarancją stabilności jego dostaw do tego kraju — podkreśla Mirosław Dobrut, wiceprezes PGNiG.
PGNiG, podobnie jak Waldemar Pawlak, zapewnia, że umowa z Gazpromem nie narusza unijnych regulacji.