Niemcy rzucili się na T-Online

Tomasz Krzyżanowski
opublikowano: 2000-04-14 00:00

Niemcy rzucili się na T-Online

Spółka-córka Deutsche Telekom idzie na Neuer Markt

Publiczna oferta akcji niemieckiego T-Online, jednego z największych providerów internetowych w Europie, spotkała się z ogromnym zainteresowaniem. Entuzjazmu inwestorów nie powstrzymała nawet wiadomość, że po pierwszych dwóch miesiącach roku spółka miała 6 mln DEM (12 mln zł) strat. Deutsche Telekom, właściciel T-Online, zarobi jednak mniej, niż się pierwotnie spodziewał.

Liczba chętnych na 10-proc. pakiet T-Online była dwudziestokrotnie większa od oferty. Chęć kupienia akcji T-Online wyraziło 22 proc. Niemców. Nie odstraszył ich fakt, że firma poniosła w ubiegłym roku 6 mln DEM (12 mln zł) strat. Takie zainteresowanie oznacza, że internetowa spółka pobije niedawny rekord producenta mikroprocesorów — Infineonu, którego akcje zamówiło ponad 5 mln osób.

Trafieni bessą

Mimo że sukces można było przewidzieć, zarząd Deutsche Telekom zdecydował się ustalić cenę akcji w ofercie publicznej na poziomie prawie o połowę niższym niż sądzono jeszcze kilka tygodni temu. Publiczna oferta sprzedaży akcji T-Online zbiegła się w czasie ze znaczącym spadkiem kursów spółek internetowych w Europie. Inwestorzy finansowi, na których najbardziej zależy DT, dawali jasno do zrozumienia, że nie będą skłonni zapłacić 50 EUR (200 zł) za jedną akcję T-Online. Tymczasem DT bardzo potrzebuje nowych funduszy, z których mogłoby sfinansować dalszą międzynarodową ekspansję. W tym roku będzie sprzedawana również trzecia transza akcji samego DT. Nieudana sprzedaż T-Online mogłaby negatywnie zaważyć na cenie akcji niemieckiego telekomu. W sumie widełki cenowe dla walorów T-Online ustalono na 26-32 EUR (100-125 zł).

W ostatnim czasie gwałtownie spadły kursy kilku głośnych spó-łek internetowych. Akcje holenderskiego providera World-Online są dzisiaj o połowę tańsze niż w publicznej ofercie, a giełdowa wartość spółki spadła z 12 do 5 mld USD (49,6-20,7 mld zł). Równie gwałtowny był spadek akcji brytyjskiego Lastminute. com, internetowej spółki zajmującej się sprzedażą w sieci biletów lotniczych i usług turystycznych. Początkowo cena za jedną akcję wzrosła z 2,5 do 3,3 GBP (16,5-21,7 zł), a indywidualni inwestorzy mogli kupić nie więcej niż 35 walorów. Dzisiaj, kiedy cena papierów Lastminute. com jest niższa niż w ofercie publicznej i cały czas spada, drobni gracze mogą się jedynie cieszyć, że nie pozwolono im stracić więcej pieniędzy. Spada również kurs niemieckiej spółki internetowej Lycos Europe, notowanej na rynku Neuer Markt, przeznaczonym głównie dla spółek hi-tech.

Aż do dna

Niektórzy analitycy (w tym również ci, którzy wcześniej wykreowali boom na internetowe spółki) uważają ponadto, że kursy akcji w sektorze internetowym mogą stracić nawet 90 proc. wartości. Wskazują przy tym, że europejski rynek sieciowy jest znacznie mniej rozwinięty od amerykańskiego i trudniej przewidzieć tempo jego rozwoju. Do tego dochodzą jeszcze bariery językowe w Europie i wysokie — w porównaniu z USA — ceny korzystania z Internetu.