Niemiecki fintech ciągnie do Polski

opublikowano: 12-09-2018, 22:00

Firma Naga, twórca ekosystemu dla traderów, zdobyła już polskich klientów. Teraz chce mieć również warszawski adres

Naga to niemiecka firma technologiczna, wokół której powstał wianuszek spółek zależnych. Ich pierwiastkiem wspólnym jest nagacoin — kryptowaluta, będąca środkiem płatniczym. Założyciele firmy, od lipca zeszłego roku notowanej na giełdzie papierów wartościowych we Frankfurcie, przyglądają się Polsce. Chcą otworzyć biuro nad Wisłą najpóźniej w pierwszej połowie przyszłego roku.

Benjamin Bilski ma szerokie spektrum zainteresowań — przez lata
był zawodowym pływakiem. Porzucił sport dla budowania start-upów. Zaczynał od
aplikacji modowych, przez wyszukiwarkę eBay, po foreksową platformę typu P2P.
Wyświetl galerię [1/3]

SERYJNY STARTUPOWIEC:

Benjamin Bilski ma szerokie spektrum zainteresowań — przez lata był zawodowym pływakiem. Porzucił sport dla budowania start-upów. Zaczynał od aplikacji modowych, przez wyszukiwarkę eBay, po foreksową platformę typu P2P. Fot. ARC

— Dynamicznie rośnie liczba klientów z Polski, obecnie mamy ich ponad 10 tys. Wszystkie nasze platformy, takie jak Naga Wallet, Naga Trader, Naga Virtual, Naga Markets czy Naga Academy, przetłumaczyliśmy na język polski. Udzielamy również wsparcia technicznego polskim użytkownikom w ich ojczystym języku — mówi Benjamin Jakub Bilski, niemiecki przedsiębiorca z polskimi korzeniami, członek zarządu w Naga Group, odpowiedzialny za rozwój technologii.

Amerykański magazyn „Forbes” nazwał go ojcem sukcesu kryptowaluty naga i umieścił na tegorocznej liście wpływowych ludzi „30 Under 30”.

Społecznościowy trading

Naga to trzylatek, który rośnie jak na drożdżach. Na rynku zadebiutował z dwoma platformami — portalem społecznościowym dla inwestorów (Naga Trader) i gamingową giełdą (Naga Virtual). Pierwsza to mieszanka Facebooka i Tindera — m.in. wykorzystano taki sam mechanizm do wydawania rekomendacji dla stylu gry inwestorów, jak w aplikacji randkowej: przesunięcie kciukiem po ekranie smartfona w prawo (pozytywna rekomendacja) bądź lewo (negatywna). Inwestorzy należący do społeczności mogą chwalić się swoim stylem gry. Jeśli ktoś skopiuje ich ruch, zarabiają pieniądze — nawet 20 tys. EUR miesięcznie.

Naga Virtual (wcześniej Switex) to giełda dla fanów gier wideo, gdzie handluje się wirtualnymi towarami. Platforma to owoc współpracy fintechu z Deutsche Börse. Oprócz dwóch flagowców fintech oferuje również takie narzędzia dla inwestorów, jak cyfrowy portfel do przechowywania walut, kantor internetowy i platformę szkoleniową. W ciągu miesiąca planowany jest start operacyjny giełdy kryptowalutowej, obsługującej również klasyczne waluty, czyli np. dolara i euro. Tego typu rynków jest na świecie niewiele. Dominują platformy, na których można grać na parach walutowych, składających się wyłącznie z kryptowalut.

Księga rekordów

Przez ekosystem Naga przepływa 5 mld USD miesięcznie. Z platform korzysta około 0,5 mln osób, a w serwisie społecznościowym zarejestrowało się 75 tys. użytkowników. Obecnie firma zatrudnia około 200 osób. Naga, twierdzi Benjamin Bilski, szybko stała się rentowną spółką. Jej zeszłoroczne przychody wyniosły około 14 mln EUR, a w tym roku prawdopodobnie przekroczą 20 mln EUR. Fintech wart jest 100 mln USD.

— W grudniu w ramach ICO (Initial Coin Offering), pozyskaliśmy od inwestorów 50 mln USD na projekt „Naga Coin”. Było to największe kryptofinansowanie w Niemczech — mówi Benjamin Bilski.

Oprócz tego, że kryptowaluta jest środkiem płatniczym w ekosystemie Naga, notowana jest na kryptogiełdach. Ponadto fintech pozyskał od inwestorów indywidualnych 30 mln USD na rozwój. W pierwszej rundzie finansowania zaufali mu m.in. prywatni inwestorzy, niemiecki bank Hauck & Aufhäuser i chiński dostawca rozwiązań informatycznych Fosun International. Obecnie przygotowuje się do kolejnej rundy.

 Nieczysta zagrywka brokerów

TRZY PYTANIA DO RAFAŁA ZAORSKIEGO, PREZESA FUNDACJI TRADING JAM

1. Dlaczego powstają serwisy społecznościwe dla inwestorów?

Brokerzy coraz chętniej budują serwisy społecznościowe obok swoich platform inwestycyjnych, bo jest to obecnie bardzo modne, ale przede wszystkim bardzo opłacalne. Dlaczego? Zarabiają na prowizji od obrotu i spreadzie, czyli różnicy pomiędzy kursem (ceną) kupna a sprzedaży aktywów, np. walut i akcji. W interesie pośrednika, którym jest broker, leży przyciąganie do swojego biznesu jak najwięcej inwestorów, a następnie przekonanie ich do zrobienia jak największej liczby transakcji. W tym celu wykorzystują mechanizm, który sprawdza się na Facebooku czy Instragramie — użytkownicy obserwują się nawzajem, inspirująi kopiują. To ostatnie to słowo klucz do sukcesu brokerów.

2. Dlaczego kopiowanie jest tak bardzo ważne z perspektywy brokera?

95 proc. inwestorów traci swój kapitał. Jednak im więcej transakcji zrobią, tym większe prawdopodobieństwo przegranej. Chęć szybkiego zysku budzi apetyt początkujących traderów. Kierują się strategią: skoro komuś się udało, to mnie również musi się udać, dlatego naśladują czyjś styl gry. Za którymś razem w końcu uda się im wygrać — to statystyka. Brokerzy wykorzystali trend kopiowania do stworzenia nowego modelu biznesowego. Dostarczając najpopularniejszymosobom ze środowiska narzędzi do zarabiania na swojej sławie, pozyskują w ten sposób influencerów. Co ważne — kopiowanie nie daje przewagi inwestorom, a tylko napędza obroty i zyski brokerom.

3. Tyle „dobrych” strategii, ilu trendsetterów wśród traderów…

Dokładnie tak. Dzięki temu powstaje więcej sprzecznych ze sobą koncepcji gry. Robi się informacyjny młyn, w którym łatwo się pogubić. Co więcej — dziś nie wiemy, czy gramy z botem czy człowiekiem. Niektórzy brokerzy coraz częściej wpuszczają na swoje platformy inwestycyjne sztuczną inteligencję, aby jeszcze bardziej napędzała im obroty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Wysota

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Niemiecki fintech ciągnie do Polski