Niemiecki plan to polski kłopot

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-11-04 22:00

Zamiar wyłączania najbrudniejszych elektrowni węglowych za Odrą jest nam nie na rękę. Wróży problemy w rozmowach o CO 2, imporcie z Rosji i klimacie.

 

PLAN JEST JASNY:
PLAN JEST JASNY:
Niemiecki rząd, któremu szefuje Angela Merkel, realizuje plan maksymalnego uodpornienia energetyki na zmiany na rynku uprawnień do emisji CO 2. Dlategoogranicza rolę węgla. Dla polskiej energetyki, opartej na tym surowcu, to złe wieści.
Bloomberg

Niemcy nie odpuszczają węglowi. Rząd Angeli Merkel porozumiał się z wielką niemiecką energetyką, która zgodziła się wyłączyć największe bloki (o łącznej mocy 2,7 GW) opalane węglem brunatnym, czyli najbrudniejsze pod względem emisji gazów cieplarnianych. Nie za darmo — za 1,6 mld EUR RWE, Vattenfall i Minrag zgodziły się trzymać te bloki jeszcze przez cztery lata w rezerwie, czyli włączać je tylko w razie niedoborów prądu. Dla Polski oznacza to bolesne konsekwencje.

Dyktatura CO 2

Po pierwsze, źle to wróży polskim interesom na rynku praw do emisji dwutlenku węgla.

— Jest jasne, że niemiecki rząd dąży do maksymalnego uodpornienia energetyki na zmiany na tym rynku — zauważa Dorota Dębińska-Pokorska, szefowa pionu energetycznego w PwC. Niemieccy politycy są największymi orędownikami reformy rynku CO

2, która ma zaowocować wzrostem cen uprawnień. W interesie polskiego przemysłu, a zwłaszcza energetyki opartej na węglu, leży natomiast, by ich ceny były jak najniższe, bo wysokoemisyjne przemysły muszą kupować limity dwutlenku węgla na rynku. Dotychczas polskie oczekiwania były zbieżne z interesami niemieckiego przemysłu, stojącego w opozycji wobec rządu. Dla przykładu, europejską organizację Euracoal tworzą głównie firmy polskie i niemieckie. Porozumienie przemysłowców zza Odry z politykami zburzy ten sojusz. Niemieckie firmy na otarcie łez dostaną pieniądze.

— Tamtejszy rząd jest w stanie dużo zapłacić, aby zmniejszyć udział węgla w wytwarzaniu energii. Wybrał przecież rozwiązanie droższe od pierwotnie planowanego podatku węglowego — zauważa Joanna Maćkowiak-Pandera, szefowa think tanku Forum Analiz Energetycznych. Po drugie, Niemcy pokazują, że w obszarze surowcowym mają priorytety odmienne od polskich.

— Odchodzenie od węgla, który jest surowcem lokalnym i wzmacnia niezależność energetyczną kraju, oznaczać będzie większy popyt na import surowców energetycznych, czyli głównie gazu — zauważa, anonimowo, menedżer w jednej z wielkich polskich grup energetycznych. Tymczasem Polska od dawna stara się przekonać partnerów w Unii Europejskiej do polityki ograniczania importu, który w praktyce oznacza sprowadzanie surowców z Rosji. Na razie nie mamy sukcesów na tym polu: o promowanym przez Donalda Tuska projekcie Unii Energetycznej jest cicho, a niemieckie firmy mają plan zaangażowania się w budowę zupełnie nowego gazociągu Nordstream 2, łączącego Rosję bezpośrednio z Europą Zachodnią.

Samotność w Paryżu

Po trzecie, determinacja Niemiec wskazuje, że na zbliżającym się światowym szczycie klimatycznym w Paryżu Polska może być bardzo osamotniona. — Pierwsze kwartały tego roku pokazały, jak poważnie świat podchodzi do węgla. Plan ograniczenia wykorzystania tego surowca ogłosiły już nawet Chiny, po których spodziewano się największych oporów — zauważa Paweł Smoleń, były wiceprezes PGE i członek zarządu Erbudu.

Podobnego zdania jest Joanna Maćkowiak-Pandera. Przypomina, że kolejno zamykane są ostatnie kopalnie węgla kamiennego w Europie.

— Wiele krajów przebudowuje swój miks energetyczny — Wielka Brytania i Francja, ale też mniejsze: Dania, Hiszpania. Strategię stopniowego ograniczania zużycia węgla realizują też od ubiegłego roku podobne do nas Czechy — zauważa szefowa Forum Analiz Energetycznych.

Jej zdaniem, polski rząd powinien z tego wyciągnąć wnioski i opracować kompletną wizję „smart retirement”, czyli zasłużonej emerytury dla najmniej efektywnych bloków, które muszą być zastępowane nowymi, elastycznymi źródłami energii.

Polska nadal brunatna

— Decyzję Niemiec można odnieść do Polski, ale w perspektywie dwudziestoletniej — stwierdza Krzysztof Kubiszewski, analityk biura maklerskiego Trigon. Dziś Polska nie byłaby w stanie odejść od węgla brunatnego, bo chodziłoby o moc niemal 7000 MW (relatywnie nowa elektrownia PGE w Bełchatowie i w Turowie), których nie ma czym szybko zastąpić. Jedyną zmianą w polskiej polityce energetycznej jest coraz mniejsze prawdopodobieństwo budowy nowych kopalni odkrywkowych węgla brunatnego. Nie ze względu na emisje CO 2, ale protesty społeczne. Borykała się z nimi PGE, która myślała o budowie kopalni w Gubinie, problem ma też grupa ZE PAK ze swoim projektem w południowej Wielkopolsce.