Niepubliczni operatorzy pocztowi cieszą się z decyzji KIO

Izba uznała część argumentów InPostu, walczącego o kontrakt z sądami i prokuraturami. Przetarg trzeba przesunąć.

Zliberalizowany od 1 stycznia rynek pocztowy będzie ciut bardziej wolny — Krajowa Izba Odwoławcza (KIO) uznała, że stawianie w przetargach operatorom pocztowym wymogu wystawiania dowodu nadania przesyłek poleconych „z mocą dokumentu urzędowego” nie znajduje uzasadnienia w świetle obowiązującego prawa. A taki warunek — który jako jedyna na rynku może spełnić Poczta Polska — zapisano m.in. w ogłoszonym przez Centrum Zakupów dla Sądownictwa przetargu na świadczenie usług pocztowych sądom i prokuraturze w latach 2014-15. Warunki przetargu, którego wartość szacuje się na 600-700 mln zł, oprotestował InPost.

— Dla nas od dawna było oczywiste, że taki wymóg jest absurdalny, ale wyrok KIO to w mojej ocenie przewrót kopernikański w branży. Mam nadzieję, że już żadna instytucja publiczna nie będzie próbowała wprowadzać takiego warunku w specyfikacji zamówień. Otworzy to operatorom niepublicznym pole do udziału w wielu mniejszych przetargach, organizowanych przez miasta czy gminy — mówi Rafał Zgorzelski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Niepublicznych Operatorów Pocztowych.

W przetargu na obsługę sądów i prokurator niepubliczni operatorzy prawdopodobnie jednak nie wystartują. KIO — pod przewodnictwem prezesa Pawła Trojana — nie przychyliła się bowiem do argumentacji InPostu w innej drażliwej sprawie. Prywatny operator chciał, by z warunków przetargu zniknął także zapis o gęstości sieci placówek. Centrum Zakupów dla Sądownictwa domaga się, by startujący w przetargu doręczycielemieli m.in. jedną placówkę na średnio 6 tys. Polaków i co najmniej jedną placówkę w każdej gminie. Taką siecią dziś nie może się pochwalić nikt — Poczcie Polskiej brakuje placówek w 11 gminach, co może jednak szybko uzupełnić. Wszyscy niepubliczni operatorzy — wśród których zdecydowanie największy jest InPost — mają natomiast na terenach wiejskich tylko kilkaset placówek. Choć rozwijają sieci — m.in. InPost podpisał ostatnio umowę ze Stefczyk Finanse, na mocy której ma docelowo uruchomić 400 punktów w placówkach Kas Stefczyka — do gęstości placówek Poczty Polskiej nie mają startu. Dlatego niepubliczni operatorzy postulują rozbijanie przetargów na dwie części.

— Skarb państwa mógłby oszczędzić sporo pieniędzy, gdyby przetarg podzielono na dwie części: miejską i wiejską, tym bardziej że po czerwcowym sprzeciwie prezes UKE Poczta Polska nie może udzielać rabatów na świadczenie usług powszechnych. W przypadku tego przetargu będzie oznaczać cenę wyższą o 40 proc., czyli ok. 153 mln zł tylko na jednej frakcji ruchu, od dotychczas oferowanej przez państwowego operatora — mówi Rafał Zgorzelski.

Pierwotny termin składania ofert w przetargu mija w czwartek — teraz jednak procedura się przeciągnie, bo Centrum Zakupów dla Sądownictwa będzie musiało zmienić warunki zamówienia.

— Niejednokrotnie podkreślaliśmy, że znowelizowana ustawa Prawo pocztowe wymaga pilnego doprecyzowania. Kuriozalna wydaje się być dotychczasowa sytuacja, w której instytucje publiczne — zgodnie z literą prawa — wykluczały z przetargu prywatnych operatorów, jednocześnie łamiąc kluczowe założenia liberalizacji rynku wspólnotowego — komentuje Rafał Brzoska, prezes InPostu i giełdowego Integera.pl.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Niepubliczni operatorzy pocztowi cieszą się z decyzji KIO