Nieśmiertelny urok ceramiki

Anna Dermont
opublikowano: 2006-02-14 00:00

Dzieje firmy sięgają 1860 r. Wtedy w Königszelt — obecnie Jaworzynie Śląskiej — powstał niewielki zakład wytwarzający porcelanę.

Pierwsze luksusowe wyroby sygnowane znakiem Königszelt powstawały w trzech piecach okresowych i pięciu do wypalania dekoracji. Produkty cieszyły się wielką popularnością, więc zakład wkrótce wytwarzał rocznie do 500 ton wyrobów i zatrudniał około 840 osób.

W 1951 r. firma przyjęła nazwę Zakłady Porcelany Stołowej Jaworzyna, a w 1954 r. — obecną: Zakłady Porcelany Stołowej Karolina.

— Przełomowa była rozbudowa i modernizacja firmy w latach 1956-61. Stare piece opalane węglem wymieniono na nowoczesne, gazowe. Zakład zyskał też elektryczne piece tunelowe do wypalania dekoracji — wspomina Bożena Mechla, prezes Karoliny.

Zmiany przynosiły zyski, dlatego priorytetem stało się zastąpienie formowania ręcznego techniką mechaniczną, a stalodruku — sitodrukiem. Rozpoczęła się również produkcja porcelany kremowej. W latach 70. zakład zyskał m.in. automatyczne linie formierskie do wyrobu filiżanek, kubków i talerzy oraz nowe piece pracujące w ruchu ciągłym do wypalania dekoracji wtapianych.

Ryzyko się opłaciło

Początki gospodarki rynkowej przysporzyły firmie sporo kłopotów. W latach 1990-92 okazało się, że nie opłaca się eksport przez pośredników. Na domiar złego skokowa inflacja doprowadziła do załamania się rynków zbytu i trzeba było wyłożyć więcej pieniędzy na spłatę kredytów. Los firmy i jej 900 pracowników był zagrożony. Szefująca Karolinie od 1991 r. Bożena Mechla, wówczas dyrektor naczelny, a obecnie prezes spółki, podjęła przełomową decyzję.

— Zrezygnowaliśmy z usług pośredników i zbudowaliśmy własną sieć sprzedaży eksportowej przy pomocy zagranicznych agentów. Promowaliśmy się też na największych targach branżowych w Europie — wspomina Bożena Mechla.

W 1990 r. firma eksportowała 60 proc. produkcji, cztery lata później już 76 proc., a w 2005 aż 85 proc. Ze względu na mało chłonny krajowy rynek, to właśnie eksport zapewnił firmie stabilizację i maksymalne wykorzystanie zdolności produkcyjnych. Odbiorcami marki Karolina są kraje europejskie, Japonia, RPA, Egipt i Meksyk.

Razem lepiej

W 1993 r. ponad 700 pracowników wzięło przedsiębiorstwo w swoje ręce. Utworzyli spółkę pracowniczą.

— Musieliśmy wybrać ścieżkę prywatyzacyjną. Analizowaliśmy różne formy przekształcenia, m.in. wejście inwestora strategicznego, akcjonariat pracowniczy, udział w programie Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, do którego zostaliśmy zaproszeni przez ministra przekształceń własnościowych. Ostatecznie kierownictwo, rada pracownicza i związki zawodowe zdecydowały, że wezmą firmę i jej pracowników pod swoje skrzydła — mówi prezes Mechla.

Właściciele zainwestowali swój kapitał w spłatę przedsiębiorstwa i kosztowne inwestycje. Interes się kręcił. W 1994 r. firma produkowała miesięcznie 350 ton wyrobów w pięciu fasonach, a w 2005 r. już 500 ton porcelany w kilkunastu wzorach z dwóch tworzyw.

Strategia Karoliny może wydawać się banalna, oklepana, ale działa. Tutejszy przepis na sukces to: odpowiednie systemy kierowania, zgrana załoga, wiedza, umiejętności i kultura organizacyjna.

— Żeby dziś produkować i sprzedawać, trzeba liczyć się z masowym napływem porcelany z Dalekiego Wschodu. Musimy wyprzedzać konkurencję — głównie w wymyślaniu fasonów i wzornictwa, bo żyją o wiele krócej niż kilka lat temu. Poza tym model, który się podoba, szybko znajduje naśladowców, więc jest tańszy — mówi Bożena Mechla.

Takie trudności nie zmniejszają jednak zapału akcjonariuszy. W latach 1994-2005 na przedsięwzięcia technologiczne wydali około 32,5 mln zł. Szczególnie trafiony był zakup pieców do wypalania porcelany ze szkliwem. Zużywają one dużo mniej gazu ziemnego niż poprzednie, co łagodzi skutki podwyżek cen tego surowca. Mają też inną zaletę — produkowanej w nich porcelanie nie straszne są kuchenki mikrofalowe i zmywarki.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót