Nietypowa kampania wyborcza w Grecji

DI, PAP
05-05-2012, 17:03

Zakończona w piątek kampania wyborcza przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi w Grecji była najbardziej nietypowa w historii tego kraju.

"Nigdy wcześniej politycy tak bardzo nie obawiali się pokazać publicznie. Wystarczy przejść się po Paneptistimiu (jedna z głównych ulic Aten), żeby zobaczyć, że żadna z partii należąca do głównego nurtu politycznego Grecji, oprócz komunistów, nie miała tam swojego kiosku. Boją się, że ludzie obrzucą ich jogurtem albo jeszcze gorzej” - powiedział PAP Andreas Stergiu, politolog z Uniwersytetu na Krecie.

Antonis Samaras, lider ugrupowania Nowa Demokracja podczas jednego z wieców (fot. Bloomberg)
Zobacz więcej

Antonis Samaras, lider ugrupowania Nowa Demokracja podczas jednego z wieców (fot. Bloomberg)

Obawa przed konfrontacją sprawiła, że zarówno socjalistyczny PASOK jak i konserwatywna Nowa Demokracja - dwie największe partie, powszechnie obwiniane przez społeczeństwo greckie za kryzys finansowy - w swojej kampanii wyborczej bardziej skupiły się na kameralnych spotkaniach w niewielkich salach, lub wręcz na wizytach domowych.

Popularnych kiedyś, wielkich wieców politycznych, na które w czasach swojej świetności obie partie potrafiły ściągnąć i po kilkaset tysięcy osób, tym razem było niewiele, a te, które się odbyły, miały rekordowo niską frekwencję.

Na ostatni piątkowy wiec PASOK na ateńskim placu Syntagma przyszło 3 tys. ludzi. W czwartek, kiedy przywódca Nowej Demokracji Antonis Samaras pojawił się przed centrum konferencyjnym Zapeio, także w centrum Aten - mniej więcej tyle samo.

"Jedyna różnica polegała na tym, że Samaras był mądrzejszy i zorganizował swój wiec w nietypowym miejscu, więc mała liczba ludzi była mniej zauważalna" – komentuje to Stergiu.

W ciągu ostatniego tygodnia przed wyborami w Atenach panował spokój. Na mieście prawie nie było plakatów wyborczych, flag czy ulotek różnych partii.

Ciekawym zjawiskiem był także fakt, że po raz pierwszy w Grecji partie znajdujące się w głównym nurcie politycznym porzuciły tradycyjne metody, takie właśnie jak wiece i spotkania publiczne, a zaczęły używać internetu, głównie portali społecznościowych, takich jak Facebook, i Twitter.

Dobrym przykładem tego, jak dzięki tym metodom można było odnieść sukces, okazała się partia Niezależnych Greków, która całą kampanię wyborczą zaczęła od utworzenia na Facebooku swojego profilu, na którym szybko zarejestrowało się 67 tys. fanów.

Według doktora Tanosa Dokosa, dyrektora międzynarodowego think tanku ELIAMEP inną nietypową cechą tej wyjątkowo spokojnej kampanii wyborczej był fakt, że w zasadzie żadna z partii nie przedstawiła poważnego programu naprawy kraju.

"Debata wyborcza tak naprawdę dotyczyła tylko tego, czy partie są za programem oszczędnościowym, czy przeciw. Niepokojący był fakt, że choć mamy w Grecji tyle różnych problemów, nikt nie przedstawił żadnego merytorycznego programu reform. Nikt nie powiedział ani słowa o edukacji, systemie opieki zdrowotnej, czy jak naprawdę pomóc prywatnemu biznesowi" – wskazał Dokos.

Wzrost znaczenia partii prawicowych i nacjonalistycznych, takich jak Niezależni Grecy czy Złota Jutrzenka, które za jeden z głównych punktów swojego programu przyjęły kwestię rozwiązania problemu nielegalnych imigrantów, sprawił, że inne partie, nawet te o znacznie bardziej umiarkowanych poglądach, w poszukiwaniu głosów także skupiły się na tej kwestii.

Przykładem jest tu przemówienie Samarasa na czwartkowym wiecu. Przywódca Nowej Demokracji posunął się do nazwania imigrantów "tyranem narodu greckiego".

Przywódca PASOK Ewangelos Wenizelos z kolei skupił się głównie na przestrzeganiu wyborców przed powierzeniem rządów zwolennikom wyjścia ze strefy euro.

Konkurenci PASOK i Nowej Demokracji nie pozostawali dłużni i nagminnie nazywali dwie główne partie "złodziejami" i "zdrajcami narodu greckiego".

Według Stergiu interesującym elementem tzw. pośredniej kampanii wyborczej była też wzmożona aktywność policji w centrum Aten, przez wielu uważanym za getto nielegalnych imigrantów, prostytutek, narkomanów.

"Do tej pory policja wydawała się nie zwracać na to żadnej uwagi - powiedział Stergiu. - A w ostatnim tygodniu - bum – nagle zaczęli łapać nielegalnych imigrantów i odsyłać ich do nowo powstałego ośrodka zatrzymań, zaczęli też sprawdzać prostytutki i odkryli, że kilkanaście z nich jest nosicielkami HIV, mało tego, wygląda na to, że policjanci regularnie chodzą na patrole. Bardzo mi się to wszystko podoba, tylko mam jedno pytanie: dlaczego dopiero teraz?”.

Na to pytanie odpowiada w jednym ze swoich politycznych komentarzy redaktor naczelna "Wiadomości Ateńskich" Joanna Papadimitriu: "Przesłanie, zawarte w tych akcjach jest proste – obywatelu, potrzebujesz naszej opieki".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Nietypowa kampania wyborcza w Grecji