NIETYPOWY BIZNES NAPOTYKA TRUDNOŚCI

Małgorzata Zgutka
opublikowano: 1999-01-06 00:00

NIETYPOWY BIZNES NAPOTYKA TRUDNOŚCI

Zdzisław Kaszta, właściciel firmy Elektronika Nietypowa, do końca wieku chciałby ożywić wszystkie zabytkowe zegary na wieżach i ratuszach w Polsce. Posługuje się metodą elektroniczną. Czasomierze zaczęłyby spełniać swoją funkcję, a jego firma nie narzekałaby na brak pracy. Pojawił się jednak jeden problem — brak funduszy.

Zdzisław Kaszta jadąc codziennie do pracy spogląda na ratusz w Dzierżoniowie. Rzut oka wystarczy, by stwierdzić, że wszystko jest w porządku.

— To jest mój obowiązek. Na początku zawsze z drżącym sercem dojeżdżałem do ratusza. Gdyby zegar stanął, okazałoby się, że moja elektroniczna metoda nie jest dobra. Na razie, odpukać, zegar chodzi już 1,5 roku — wyjaśnia Zdzisław Kaszta.

Naprawa ponad 100-letniego zegara na dzierżoniowskim ratuszu była pierwszym zleceniem, jakie otrzymał wynalazca. Nie ingeruje on w antyczne mechanizmy. Uruchamia je stosując mikroprocesor. Do starych czasomierzy podłącza elektroniczne urządzenia.

— Nie było to trudne. Zawsze drażniły mnie nieruchome wskazówki na wieżach i kościołach. Zacząłem od swojej miejscowości. Początkowo władze Dzierżoniowa nie chciały się zgodzić. Obawiały się, że na grzebanie w starym mechanizmie nie pozwoli konserwator zabytków. Jednak ja w ogóle nie ruszam starych części — przyznaje Zdzisław Kaszta.

Za realizację pierwszego zlecenia pobrał symboliczną opłatę. Twierdzi, że jego sposób i tak jest kilkakrotnie tańszy od tradycyjnego. Kosztuje 2,5 tys. zł. Połowa tego to cena części, reszta — honorarium dla wynalazcy. Wynalazca nie opatentował metody, bo, jak sam twierdzi, to za drogo kosztuje (1,5 tys.). Skrzętnie pilnuje jednak tajemnicy.

Tańsze i nie męczące

— Chcąc naprawić stary mechanizm, tylko na jedną zębatkę trzeba wydać 1 tys. zł. Nie chodzi wyłącznie o koszty. Stare mechanizmy są niedokładne. Poza tym codziennie trzeba wspinać się na wieżę i je nakręcać. Elektroniczny mechanizm tego nie wymaga. Co rano wystarczy spojrzeć i sprawdzić, czy chodzi — tłumaczy Zdzisław Kaszta.

Mimo tylu plusów wynalazku, jego twórca nie ma nadmiaru pracy. Pojawił się prozaiczny problem.

— Większość starych zegarów w Polsce wisi na wieżach kościelnych. Księża bardzo chcieliby, by zostały one naprawione, ale za darmo. Twierdzą, że nie mają pieniędzy, by mi zapłacić. Natomiast moja firma nie jest organizacją charytatywną — zauważa Zdzisław Kaszta.

Do tej pory otrzymał on kilka zleceń. Naprawił zegar na budynku ratusza w Niemczy. Na wiosnę wybiera się do Wałbrzycha. Tam na wieży kościoła augsbursko-ewangelickiego od lat stoją wskazówki antycznego zegara.

Centralnie sterowane

W latach 50. władze Wałbrzycha postanowiły, że wszystkie zegary wieżowe w mieście będą zastąpione elektronicznymi, centralnie sterowanymi z budynku straży pożarnej. Z kościelnej wieży wymontowano wahadło i mechanizm. Tymczasem straż pożarna szybko przestała się tym zajmować. Po starych częściach słuch zaginął. Z zegarów nie było żadnego pożytku. Dopiero teraz księża, otrzymawszy propozycję od firmy Elektronika Nietypowa, zaczęli myśleć o uruchomieniu zegara.

— Tarcze są z czterech stron wieży. To będzie nas kosztowało ponad 8 tys. Mimo że to dziesięciokrotnie taniej od tego, co musielibyśmy zapłacić chcąc skompletować stary mechanizm, to i tak na razie nie mamy pieniędzy. Może znajdzie się jakiś sponsor — wyjaśnia ksiądz Waldemar Szangieł.

Na sponsorów liczy również szef firmy Elektronika Nietypowa. Policzył, że w Polsce jest do naprawienia ponad 3 tys. zegarów. Tak więc ich uruchamianie mogłoby być całkiem intratnym zajęciem.

Kukła zamiast tradycji

Na razie jednak sponsorów nie widać. Mimo to Zdzisław Kaszta nie próżnuje. Wykorzystuje wszystkie okazje, by rozwijać swoją działalność. Ostatnio władzom Krakowa przedstawił projekt elektronicznego trębacza.

— Słyszałem, że w Krakowie nie ma ludzi, którzy chcieliby wykonywać to zajęcie. Elektroniczna kukła, która co godzinę odgrywałaby hejnał z wieży Kościoła Mariackiego, rozwiązałaby problem. Poza tym byłaby ona o wiele tańsza — dodaje Zdzisław Kaszta.

Do jego oferty władze Krakowa podeszły bez entuzjazmu.

— Nie ukrywam, że brakuje nam strażaków, którzy chcieliby przez 24 godziny siedzieć na wieży i co godzinę odgrywać hejnał. Zajęcie nie jest ciekawe, a do tego kiepsko płatne. Jednak, nie możemy pozwolić, by miejsce tradycji zajęła jakaś elektroniczna kukła — oburza się kapitan Piotr Zmarz z Wojewódzkiej Komendy Straży Pożarnej w Krakowie.

Jego zdaniem, strażacy pełnią ważną rolę w mieście.

— Obsługują ważne uroczystości. Towarzyszą strażakom w ostatniej drodze, w takiej roli kukła na pewno by się nie sprawdziła — wylicza kapitan Zmarz.

Ostatnio strażak siedzący na wieży Kościoła Mariackiego jako pierwszy zauważył pożar i o nim powiadomił.

— Może byłyby to tańsze, ale maszyna może się popsuć. Nie wszędzie przecież musi wkraczać biznes. Zostawmy trochę tradycji — apeluje Piotr Zmarz.

PUSTE KASY GMIN: Wynalazca nie ma łatwego życia. Najpoważniejszym problemem jest brak pieniędzy. W Niemczech naprawę starych zegarów sfinansowały lokalne społeczności — wyjaśnia Zdzisław Kaszta. fot. Tomasz Zieliński