O podobnych warunkach pracy już słyszeliśmy. Skandaliczne w swojej treści są jednak oświadczenia, jakie kobiety musiały podpisać, by dostać pracę - ocenia Trybuna Robotnicza.
Czytamy w nich: "Mam świadomość faktu, że: 1.Zawarta ze mną umowa jest umową cywilnoprawną, do której zastosowanie mają przepisy Kodeksu Cywilnego. 2.Zgodną wolą obu stron było zatrudnienie mnie właśnie w takiej formie, tj. umowy zlecenia. 3.Zawarta umowa nie rodzi żadnych skutków w zakresie uprawnień pracowniczych, wynikających ze stosunku pracy, a w szczególności: a) prawa do urlopu, b) prawa do wynagradzania za czas niezdolności do pracy, c) prawa do świadczeń z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych".
Jednym, zdaniem: aby pracować kobiety, musiały się zrzec praw pracowniczych! Czy na to pozwala polskie prawo? "Oświadczenie to nie ma mocy prawnej, ma jedynie moc pogłębienia rezygnacji osób, które pod wpływem przymusu ekonomicznego podpiszą co się im podsunie, uwierzą w znaczenie podpisanej klauzuli i w efekcie nie podejmą walki o swoje prawa w sądzie", twierdzi Monika Maj, specjalistka prawa pracy.
To nie koniec skandalu - większość kobiet pracujących w Hucie Miedzi Głogów, a zatrudnionych przez firmy grupy Impel posiada orzeczony stopień niepełnosprawności. Na tworzenie miejsc pracy Impel otrzymał środki z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. PFRON finansuje jednak tylko te miejsca pracy, których podstawą prawną jest umowa o pracę, a nie cywilnoprawna.
"W przypadku, jeśli pracodawca zmienił charakter stosunku prawnego z osobą niepełnosprawną poprzez wypowiedzenie umów o pracę i podpisanie umów cywilnoprawnych nie może ubiegać się o pomoc finansową ze środków Funduszu, a uzyskaną pomoc, np. na dostosowanie stanowiska pracy osoby niepełnosprawnej powinien zwrócić", poinformował gazetę Szczepan Wroński, zastępca dyrektora wydziału finansowego Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w Warszawie.
(PAP)