Niezgoda pogłębia legislacyjny paraliż

opublikowano: 01-03-2021, 20:00

Polityczne pęknięcie tzw. Zjednoczonej Prawicy, czyli nieformalnego bytu tworzonego przez PiS z dwoma krnąbrnymi przystawkami, wciąż trwa.

Dla uspokojenia skołowanego elektoratu władcy rozpuszczają informacje, że wszystko pozostaje pod kontrolą, ale najwyższy prezes Jarosław Kaczyński nie wie, jak w drażliwych kwestiach zagrają partyjki, które wwiózł do Sejmu. Zbigniew Ziobro dysponuje 19 szablami Solidarnej Polski, zaś w Porozumieniu Jarosława Gowina pozostało ich 13 (z pierwotnej liczby 18), piątkę dysydentów główne danie już przygarnęło. Paranoja sytuacji polega na tym, że bez obu przystawek partia prezesa niczego nie uchwali, natomiast ich niezgoda dotyczy… różnych tematów, co w sumie wydłuża listę projektów sparaliżowanych. Należą do nich choćby głośne mandaty za wykroczenia oraz podatek reklamowy. Dla sprawności kierowania państwem największe znaczenie ma jednak zatrzymanie w Sejmie nowelizacji ustawy o działach administracji rządowej oraz 66 ustaw pokrewnych, w fazie już po sprawozdaniu komisji. Jest ona pilnie potrzebna, przecież miała wejść w życie 1 stycznia 2021 r., ale Andrzej Duda ją zawetował, zaś szybko wniesiona przez rząd wersja poprawiona właśnie utknęła. Efekt jest taki, że od dokonanej 6 października 2020 r. rekonstrukcji gabinetu centralna administracja już pięć miesięcy funkcjonuje częściowo niezgodnie z ustawami, co jest kompromitacją konstytucyjnego „demokratycznego państwa prawnego”.

Większość głosowań klub PiS wygrywa, ale już kilka ważnych projektów władcy sami wstrzymali ze względu na ich starcia wewnętrzne. Fot. KS / Łukasz Błasikiewicz

Wyjątkowo szkodliwym następstwem pęknięcia w obozie władców jest zatrzymanie implementacji prawa unijnego. W tej chwili bardzo zagrożone kalendarzowo są dwie ważne dyrektywy. O ciut późniejszą chronologicznie upomniała się Rada Przedsiębiorczości. Chodzi o dyrektywę nr 2019/1023 z 20 czerwca 2019 r. w sprawie ram restrukturyzacji zapobiegawczej, umorzenia długów i zakazów prowadzenia działalności oraz w sprawie środków zwiększających skuteczność postępowań dotyczących restrukturyzacji, niewypłacalności i umorzenia długów. Obligatoryjny termin wejścia w życie kompletu przepisów ustawowych, wykonawczych i administracyjnych niezbędnych do wykonania dyrektywy to 17 lipca 2021 r. Szokuje, że po dwóch latach rząd PiS wystąpił do Komisji Europejskiej o… przedłużenie dla Polski terminu wdrożenia. To oczywiste szkodnictwo, szczególnie przy uwzględnieniu spustoszenia, jakie w obrocie gospodarczym wywołuje COVID-19.

Wcześniej, już 7 czerwca, upływa termin pełnej implementacji do krajowego prawa innych przepisów. Chodzi o głośną dyrektywę nr 2019/790 z 17 kwietnia 2019 r. w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym. Jej generalnym przesłaniem jest ochrona treści wytwarzanych oryginalnie przed rabunkowym wykorzystywaniem. Dlatego dyrektywę w pełni popiera np. prasa drukowana, natomiast sprzeciwia się cały sektor mediów elektronicznych. Rząd PiS w 2019 r. rozpętał przeciwko dyrektywie histerię, bardzo nieuczciwie nazywając ją ACTA 2. Mimo jej wejścia w życie i obowiązywania w UE, najchętniej by w ogóle jej nie wdrożył, ewentualnie wypaczył sens. Zegar tyka, ścieżka ustawowa w parlamencie powinna zakończyć się najpóźniej na początku maja, a tu nawet nie słychać o rządowym projekcie. Tej ciszy oczywiście nie da się absolutnie uzasadnić epidemią. Generalny wniosek brzmi: losy implementacji obu dyrektyw, a zwłaszcza medialnej, będą całkowicie zobiektywizowanym pomiarem praworządności w państwie tzw. dobrej zmiany.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane