Nikkei cofnął się o cztery miesiące

Adrian Boczkowski
15-03-2011, 00:00

Mocne spadki nastąpiły tylko w Japonii i dotyczyły tylko niektórych spółek. Inwestorzy liczą na zyski z odbudowy.

Straty związane z silnym trzęsieniem ziemi będą duże, ale Japonia już myśli o odbudowie. To może być impuls do wyjścia z 20-letniego marazmu

Mocne spadki nastąpiły tylko w Japonii i dotyczyły tylko niektórych spółek. Inwestorzy liczą na zyski z odbudowy.

Nikkei225 tąpnął wczoraj o 6,2 proc., najmocniej od grudnia 2008 r. Kursy wielu spółek z tokijskiej giełdy zawisły na dolnych widełkach (indeks szerokiego rynku Topix tracił w ciągu sesji nawet ponad 7,5 proc.). To reakcja inwestorów, którzy mieli cały weekend, by przyjrzeć się skali strat spowodowanych przez piątkowe trzęsienie ziemi na północ od Tokio (9 stopni w skali Richtera, najwięcej od 140 lat). W piątek po południu, zaraz po katastrofie, Nikkei zdążył zniżyć się o 1,7 proc.

— Ludzie sprzedają akcje w Japonii, ponieważ nikt nie zna obecnie skali zniszczeń, a koszty odbudowy będą raczej olbrzymie — komentuje dla Bloomberga Charles Diebiel, główny strateg Lloyds Banku w Londynie.

Prognozy w dół

Hiromichi Shirakawa, główny ekonomista Credit Suisse w Japonii, szacuje bezpośrednie skutki piątkowego trzęsienia ziemi i tsunami na 6-7 bln JPY (73-85 mld USD), a pośrednie — na kolejne 10 bln JPY (122 mld USD). Dla porównania trzęsienie ziemi w Kobe w 1995 r. wyrządziło bezpośrednie szkody na 10-13 bln JPY (120-160 mld USD), a pośrednie — na 30 bln JPY (370 mld USD). Rejon ostatniego kataklizmu jest bowiem znacznie mniej uprzemysłowiony. Jego efektem ma być jednak mniejszy o 0,2 pkt proc. wzrost japońskiego PKB w tym roku. Credit Suisse jako pierwszy ściął przy okazji prognozę wzrostu Nikkei225. Na koniec roku ma być przy 11, a nie jak wcześniej przy 13 tys. pkt (teraz ma 9,6 tys. pkt). Dzięki interwencji banku centralnego rynek pieniężny i walutowy pozostał relatywnie stabilny (czytaj obok).

Elektrownia taniała

Zmazanie czteromiesięcznych wzrostów Nikkei225 to zasługa mocnego spadku rynkowych wycen spółek, które najmocniej ucierpiały w wy-niku kataklizmu. Chodzi przy tym o rynkowe tuzy. Kurs Tokyo Electric Power (TEP) stracił 24 proc., bo to właśnie ta spółka jest właścicielem elektrowni nuklearnej Fukushima, gdzie trwa walka o niedopuszczenie do dalszych destrukcyjnych wybuchów wodoru. CDS, czyli ubezpieczenie od niewypłacalności TEP, podrożało o 220 proc., do 133 pkt baz. Koncern Toshiba, który oprócz znanego w Polsce sprzętu elektronicznego, produkuje również reaktory nuklearne, staniał o 16 proc. Wyraźnie tracili również producenci samochodów (Toyota, Nissan, Honda), którzy zostali zmuszeni do zawieszenia produkcji. Zniżka nie ominęła spółek spoza Japonii, dla których to ważny rynek, a ich produkty ustąpią raczej miejsca innym. Chodzi m.in. o Burberry, jednego z głównych dostawców dóbr luksusowych. Tracili również globalni ubezpieczyciele, m.in. najwięksi reasekuratorzy — Swiss Reinsurance i Munich Re. Areva, największy dostawca sprzętu dla elektrowni nuklearnych i usług z tym związanych, staniał 10 proc. Jeszcze mocniej (16 proc.) zniżkował w Sydney Paladyn Energy, dostawca paliwa nuklearnego.

Budownictwo w cenie

Zniszczone obszary trzeba odbudować, więc zyskują spółki budowlane.

— Inwestorzy mogą zyskać także na inwestycji w wytwórców metali i materiałów budowlanych, gdyż odbudowa zniszczonych terenów oznacza wzmożony popyt na ich produkty, nie tylko w krótkim terminie. Przeniesienie produkcji do innych regionów mocno wesprze przemysł maszynowy — uważa Shun Maruyama, strateg rynku akcji na Azję i rejon Pacyfiku w HSBC.

Zyskują również ci, dla których zniszczone w Japonii zakłady stanowiły konkurencję. Chodzi na przykład o koreańskiego Hyundaia czy rosyjski Severstal, który liczy zresztą na intratne kontrakty z odbudowywanej Japonii. Na fali populistycznych haseł o odwrocie od energii jądrowej Solarworld czy Renewable Energy zdrożały o około 10 proc. Ludzie boją się katastrofy nuklearnej, ale nie ma to racjonalnego uzasadnienia.

— Katastrofa jest tylko w mediach. (...) Amerykański CNN incydent w elektrowni w Fukushimie nazwał wybuchem jądrowym — mówił w TVN24 prof. Łukasz Turski z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN.

Własne sprawy Unii

Dla europejskich indeksów sprawy związane z Japonią mają niewielkie znaczenie. Na pierwszy plan wysuwa się rozszerzenie skali realnej wartości funduszu pomocowego dla państw peryferyjnych strefy euro (Europejski Fundusz Stabilności Finansowej) z 250 do 440 mld EUR.

— To powinno przynieść wzrosty wycen aktywów europejskich. Niemniej, pozytywny wpływ tej decyzji na rynki może być jedynie krótkoterminowy. Przyjęte rozwiązania nie zawierają panaceum na kryzys zadłużenia — argumentuje Charles Diebel z Lloydsa.

W piątek na plusie zamknęły się już giełdy amerykańskie. W poniedziałek wśród sąsiadów Japonii panował stoicki spokój. Co z Polską? Japonia nie jest ważnym partnerem handlowym dla naszych spółek, więc trudno byłoby oczekiwać większego wpływu wydarzeń z Dalekiego Wschodu na nasz rynek. Bardziej liczą się wieści ze strefy euro. Dzięki nim w poniedziałek WIG20 zyskał XXX proc. Euro nieznacznie umocniło się wobec dolara i jena, ale nadal rynek wycenia je powyżej 4 zł.

245

mld USD Takie mogą być straty, które przyniosło Japonii trzęsienie ziemi.

0,0045

proc. Tyle nominalnego PKB Japonii stanowi kwota 245 mld USD.

183

mld USD Tyle wpompował wczoraj w rynek bank centralny...

122

mld USD ...a taką wartość miał skup aktywów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nikkei cofnął się o cztery miesiące