Nikt już nie kocha dolarów

Marek Rogalski
opublikowano: 2008-02-28 00:00

Słabość amerykańskiej waluty znów stała się tematem numer 1 na rynkach finansowych. W środę za dolara płacono tylko 2,3550 zł, najmniej od lipca 1995 r. To zmusza do zastanowienia, czy polityka „mocnego dolara” nie stała się tylko pustym frazesem, co jakiś czas powtarzanym przez przedstawicieli amerykańskiej administracji.

Czy warto jeszcze wierzyć w to, że dolar się odbije i na jak długo? Może trzeba przyznać rację tym, których zdaniem świat zmierza w stronę systemu wielowalutowego, a dolar w zasadzie utracił swoją dominującą pozycję. Przemawia za tym rosnące znaczenie euro, a także walut tzw. nowych światowych gospodarek.

W perspektywie 15-20 lat można spodziewać się wzrostu znaczenia chińskiego juana, jeżeli ten kraj doprowadzi do pełnego urynkowienia kursu swojej waluty. Także w Polsce, od momentu wejścia do Unii Europejskiej, widoczny jest systematyczny wzrost wartości złotego. To wynik coraz lepszego stanu gospodarki, a ostatnio też polityki prowadzonej przez władze monetarne. Wiele wskazuje na to, że proces podnoszenia kosztu pieniądza nie zakończy się na poziomie 5,50 proc., gdyż wysoka inflacja jeszcze długo będzie stanowiła poważny problem. Wzrosło prawdopodobieństwo, że w najbliższych miesiącach poziom stóp procentowych przekroczy 6,00 proc. i będzie nadal rósł. W obliczu zupełnie odwrotnej polityki amerykańskiego Fed, który dał do zrozumienia, że bardziej od wysokiej inflacji obawia się silnego spowolnienia gospodarczego, można będzie spodziewać się dalszej ucieczki inwestorów od dolara w poszukiwaniu lepszych perspektyw.

Wszystko wskazuje na to,

że w najbliższych tygodniach

za dolara będziemy płacić mniej niż 2,30 zł, a w tym roku być może nawet 2,20 zł. Wtedy każdy powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto wierzyć w złoto, które przestało już świecić.

Marek Rogalski

główny analityk First International Traders Dom Maklerski