Nikt nie pamięta o zamykanych szpitalach

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-09-28 00:00

Kampania wyborcza w pełni czas na fundamentalne debaty — o składzie list wyborczych, o telewizyjnych reklamówkach, o politycznych transferach. Mniej istotne tematy są spychane w cień — ot, chociażby taki, że od poniedziałku może się zacząć ewakuacja pacjentów w kilkudziesięciu polskich szpitalach. Lekarze złożyli wypowiedzenia wiele tygodni temu i jedynym komentarzem było „a niech sobie idą”.

Nie można mieć pretensji do zwalniających się z pracy lekarzy — skoro nie mają nadziei na zadowalające ich pensje, powinni poszukać innego miejsca pracy niż publiczny szpital. Jak zapewnić funkcjonowanie tego szpitala, to już problem właściciela. Za trzy tygodnie okaże się, jaka opcja polityczna stanie się — w uproszczeniu — takim właśnie właścicielem. Mogłoby się wydawać, że w tak gorącej sytuacji partie będą tryskać pomysłami (nie zawsze realnymi).

A tu nic, o lekarskich protestach cicho sza. Minister Zbigniew Religa jest zadowolony z dwóch lat swojego urzędowania i z poparciem kolegów z PIS przekonuje lekarzy, że tak dobrze, jak teraz, jeszcze im nigdy nie było. Od innych partii trudno usłyszeć nawet obietnice podwyżek. Politycy, zajęci tropieniem oligarchów i nadużyć władzy, o niewydolnym systemie ochrony zdrowia najwyraźniej zapomnieli. To zwiastuje, że po wyborach — niezależnie od wyniku — nadal będziemy mieli do czynienia z łataniną, a nie solidną konstrukcją systemu.

Adam Sofuł