Nissan Primera – szokujący „Japończyk”

Krzysztof Kluska
opublikowano: 2003-05-30 00:00

Kolejna, trzecia generacja Nissana Primera, jednego z najbardziej popularnych modeli tej marki w Europie, zagościła na rynkach w 2002 roku. I o ile dwie poprzednie Primery oceniano jako dość udane, ale bez specjalnych emocji, to o tej można powiedzieć, że nie da się przejść obok niej obojętnie.

Patrząc na najnowszy model Primery, nie można oprzeć się wrażeniu, że projektanci tego samochodu chcieli stworzyć auto z charakterem. Widać, że Nissan blisko współpracuje z francuskim Renaultem, który również stawia na efekt pierwszego wrażenia.

Cechą charakterystyczną nowego Nissana Primera jest jednobryłowe nadwozie z zaokrąglonym dachem, którego linie przechodzą łagodnie w pokrywę bagażnika. Ale mimo tej krągłości auto sprawia wrażenie kanciastego. Spora w tym zasługa ostrych kształtów osłony chłodnicy czy przednich i tylnych lamp. Sylwetka auta z boku przypomina klin z wąskim przodem i masywnym tyłem. Już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie auta masywnego, w którym można czuć się bezpiecznie. Zresztą i gabaryty samochodu robią swoje — nieco ponad 4,5 metra długości i ponad 1,7 metra szerokości. Samochód może się podobać, choć oswojenie się z jego wyglądem zajmie chwilę.

Najnowsza Primera mile zaskakuje poziomem wyposażenia.

Układ tablicy rozdzielczej to połączenie systemu „N-FORM” z zestawem analogowych wskaźników. Na centralnym miejscu znajdują się przełączniki do obsługi systemu audio, nawigacji, wentylacji i klimatyzacji, komputera pokładowego. Informacje wyświetlane są na ekranie ciekłokrystalicznym, który może też dostarczać kierowcy informacji na temat bieżącej eksploatacji samochodu — przebiegu, konieczności dokonania przeglądu okresowego, średniego czy momentowego spalania.

I tu ciekawostka — na tym samym ekranie, po włączeniu wstecznego biegu, kierowca zobaczy obraz tego, co dzieje się za samochodem. Japońscy inżynierowie umieścili tuż nad tylną tablicą rejestracyjną malutką kamerę, która ułatwia manewrowanie. Dzięki niej cofanie można wykonywać niemal z chirurgiczną precyzją. Minusem centralnego wyświetlacza jest to, że w czasie jazdy, aby przełączyć klimatyzację czy zmienić ustawienia sprzętu audio, trzeba oderwać wzrok od drogi.

Testowany egzemplarz wyposażony został w dwulitrowy silnik, o mocy 140 KM. Maksymalny moment obrotowy to 192 Nm przy 4000 obr./min. Nie jest to dużo jak na samochód ważący ponad 1300 kg. Auto przyspiesza od 0 do 100 km/h w 9,6 s. Prędkość maksymalna, jaką można osiągnąć tym samochodem, to 200 km/h. Nie są to osiągi, które przyprawiają o zawrót głowy, chociaż z drugiej strony to samochód rodzinny, a nie sportowy. Auto jak na swoją masę ma dość rozsądne spalanie, średnio w teście samochód potrzebował około 11,5 litra w cyklu mieszanym.

Dla bezpieczeństwa — oprócz standartowego systemu ABS —kupujący może otrzymać układ ESP, który odpowiada za stabilizację toru jazdy. Oczywiście są też poduszki powietrzne i kurtyny, chroniące pasażerów w razie kolizji. Dodatkowo całe nadwozie zostało wzmocnione. Najmniej udanym elementem najnowszej Primery jest zawieszenie. Samochód ma tendencję do kołysania, na przykład przy hamowaniu. Z kolei dość sztywne amortyzatory ostro reagują w momencie wjechania w dziurę.

W sumie Primera to dość ciekawa propozycja — zarówno w kwestii wyglądu, jak i komfortu czy właściwości jezdnych. Ceny tego modelu zaczynają się od 68 tys zł. Testowany egzemplarz z uwagi na wyposażenie kosztuje około 114 tys. zł.