Na Zachód do pracy? Po co? Prawdziwa robota jest w Polsce. Według Othmara Hilla, prezesa firmy Hill International, po integracji z Unią Europejską nie dojdzie do exodusu polskich fachowców na Zachód, choć podwoje tamtejszych firm staną przed nimi otworem.
Rynek executive search (poszukiwań kandydytów na najbardziej odpowiedzialne i prestiżowe stanowiska) zmienił się w całej Europie. Przyczyny? Kryzys, transformacja systemów, przyszła integracja.
— Wszyscy czekają, co się stanie po rozszerzeniu. To zawieszenie w branży doradztwa personalnego widać najlepiej — mówi Othmar Hill.
Jego zdaniem, podział jest taki: racjonalna Europa Zachodnia — wszystko logicznie poukładane, ale nudne, bez emocji. W Europie Wschodniej — odwrotnie: dużo emocji, mniej logiki i know-how. Połączenie tych biegunów przyniesie ożywienie w obu częściach Starego Kontynentu. To system win-win. Firmy zachodnioeuropejskie zaczynają sobie zdawać sprawę, że oto do ich dyspozycji staną „wielkie talenty z Europy Wschodniej”.
— Jest ich wiele, często są niedocenieniane — mówi Othmar Hill.
Teraz, rekrutując kogoś do zarządzania, zachodnie firmy uciekają się do poszukiwań. Ale niebawem problemem będzie wybór wśród wysoko wykwalifikowanych fachowców.
Wśród werbowanych na Zachód specjalistów jest wielu Polaków.
— Głównie bankowców. Polacy znają się na bankowości. Poza tym... Handlowcy. Smykałka handlowa to wręcz cecha narodowa — zachwala Othmar Hill.
Podkreśla: na to, by fachowcy znad Wisły byli wynagradzani na tym samym poziomie co ich zachodni koledzy, trzeba poczekać. Wśród mocnych zalet specjalistów z nowej Europy są mniejsze aspiracje finansowe.
— Będzie się im oferować mniej. Na początku. Wywoła to prawdziwą wojnę płac. Fachowcy z Zachodu będą musieli zweryfikować żądania. Tak jest na wolnym rynku — mówi.
Czy jednak liberalizacja rynku pracy sprowokuje masowy exodus polskich menedżerów na Zachód?
— A niby po co mają tam jechać? Po nudę? Tam się nic nie dzieje. To tutaj mają prawdziwą szansę i wyzwania. Stagnacja na Zachodzie nie minie przez najbliższe 20 lat. Ludzie mają wszystko... Nie zaczną ni stąd, ni zowąd kupować trzeciego samochodu, następnego domu czy innej rzeczy, której nie potrzebują... A czasy wyżów demograficznych — dobre dla producentów — się skończyły. Era konsumpcjonizmu zmierza do upadku — przekonuje.
Według Othmara Hilla, Polaków czeka jeszcze kilka przemian. Pierwsza to zmiana kultury firm na bardziej efektywną.
— W polskich firmach panuje kultura wsi. Wszyscy się znają, wiele o sobie wiedzą, dużo plotkują, znaczenie mają względy osobiste. Mało kto zwraca uwagę na wyniki firmy. Na Zachodzie — odwrotnie. Wszyscy są zorientowani na wynik firmy i swój własny, ale mało kto tak naprawdę z radością idzie do pracy — mówi Othmar Hill.
Jego zdaniem, ideałem byłoby wyciągnąć z tych dwu skrajności to, co najlepsze. Dlatego zarówno polskie i zachodnie firmy czeka transformacja kulturowa. Kultura nomadzka to połączenie społecznej wsi i szybkiego, rentownego city — lepsze traktowanie i przyjazna atmosfera w pracy przyniosą firmie olbrzymie korzyści.
Polaków czeka też zmiana struktury i rodzaju zatrudnienia. Praca w pełnym wymiarze przestaje być popularna. Holendrzy, Belgowie, Anglicy rezygnują z dodatkowych pieniędzy na rzecz wolnego czasu. Zakładają małe jednoosobowe spółki. Firmy specjalizują się, coraz więcej działów wyrzucają poza struktury biznesu. Pojawią się nowe zawody i rodzaje usług — od dowozu pizzy do przyszywania guzików. Bogaci ludzie już teraz mają domowych asystentów do organizacji ich życia prywatnego...
Olbrzymia szansa stoi przed Polakami, którzy potrafią prowadzić interes. Mają odpowiednie cechy: agresję i przebojowość, potrafią kombinować, mają niestandardowe pomysły. Brakuje tego zachodnim nacjom...
— Mamy około 2 tys. zawodów. Co pięć, sześć lat przybywa blisko 500 nowych. Problem w tym, że młodzi ludzie ich nie znają. Nadal pozostają w obrębie 30-40 tradycyjnych profesji. W Polsce brakuje liderów przewodników, którzy mogliby wskazywać możliwości. No ale to bolączka nie tylko waszego kraju... — przekonuje.