Novartis szuka recepty na wirusa

Marcel ZatońskiMarcel Zatoński
opublikowano: 2020-04-28 22:00

Szwajcarski koncern farmaceutyczny sprawdza, czy stare leki mogą pomóc w walce z nową chorobą. W Polsce z produkcją problemów nie ma

W czasie pandemii farmaceuci na całym świecie mają pełne ręce roboty. Międzynarodowe koncerny w szybkim tempie prowadzą prace nad szczepionką na COVID-19, ale rezultatów nie należy spodziewać się w najbliższym czasie. Dla przykładu: koncerny Sanofi i GSK, które w ubiegłym tygodniu ogłosiły, że rozpoczynają wspólne prace nad potencjalną szczepionką, zastrzegły jednocześnie, że w przypadku powodzenia preparat będzie dostępny w drugiej połowie przyszłego roku. Inni, jak szwajcarski Novartis, nad szczepionką nie pracują, ale starają się znaleźć rozwiązania przydatne natychmiast.

FARMACEUTYCZNA SKALA:
FARMACEUTYCZNA SKALA:
Novartis, którego działalnością w Polsce kieruje Paul van Arkel, w ubiegłym roku osiągnął globalnie 47,5 mld USD przychodów i 11,7 mld USD czystego zysku. Na tle tych liczb 20 mln USD, czyli wartość uruchomionego przez koncern funduszu „wsparcia lokalnych społeczności w czasie pandemii", nie rzuca na kolana, ale Novartis zapewnia, że jego priorytetem nie jest teraz maksymalizacja zysków, a część leków dostarcza za darmo.
Fot. WM

— W czasie pandemii staramy się skupiać na konkretnych, praktycznych rzeczach. Prace nad nowymi lekami wymagają około 5 lat, a chodzi o to, by poprawić sytuację tu i teraz. Dlatego koncentrujemy się na weryfikowaniu skuteczności dostępnych już leków w walce z koronawirusem. Jako koncern farmaceutyczny nie jesteśmy organizacją charytatywną, ale w tym okresie priorytetem na pewno nie jest maksymalizacja zysków: część leków udostępniamy za darmo, organizujemy dostawy do domów pacjentów i wydłużamy terminy płatności dla szpitali — mówi Paul van Arkel, kierujący Novartisem w Polsce.

Lekowe testowanie

Jeden z leków, których skuteczność w leczeniu pacjentów zainfekowanych koronawirusem jest sprawdzana, to hydroksychlorochina, używana przede wszystkim w terapii malarii.

— To lek generyczny, a my jesteśmy jednym z jego największych producentów na świecie. Nie ma jeszcze ostatecznych wyników badań w sprawie jego skuteczności w nowym zastosowaniu, ale w USA wraz z tamtejszą Agencją ds. Żywności i Leków (FDA) rozpoczęliśmy już badania kliniczne trzeciej fazy. Jeśli skuteczność zostanie potwierdzona, jesteśmy w stanie dostarczać ten lek za darmo na całym świecie, mamy wystarczające moce produkcyjne. W Unii Europejskiej nie uzyskaliśmy jeszcze jego rejestracji, ale z wyników naszych badań będą mogli skorzystać również inni producenci, rozmawialiśmy też z polskim Ministerstwem Zdrowia o możliwości dotacji tego leku — mówi Paul van Arkel.

Hydroksychlorochina może być potencjalnie stosowana u wszystkich pacjentów, niezależnie od tego, jak poważnie przebiega choroba. Inne leki z portfela Novartisu testowane są w ciężkich przypadkach.

— Dwa z nich są już dostępne na rynku polskim. Pierwszy — ruksolitynib — używany jest u pacjentów przechodzących tzw. burzę cytokinową, czyli nadmierną reakcję układu odpornościowego na patogeny. Drugi, fingolimod, wykorzystywany jest w terapii stwardnienia rozsianego. W obu tych przypadkach sprawdzamy, jak na te leki reagują pacjenci chorzy na COVID-19 w szczególnie ciężkim stanie. Polscy lekarze mogą nam zgłaszać takie przypadki i otrzymać te leki za darmo — mówi Paul van Arkel.

Kryzysowe zmiany

Szwajcarska grupa działa w Polsce za pośrednictwem trzech spółek: Novartisu Poland, Sandozu zajmującego się lekami generycznymi oraz Leku, który produkuje farmaceutyki w Strykowie. Łącznie zatrudniają ponad 2 tys. pracowników i generują ponad 2 mld zł przychodów rocznie.

— Fabryka pracuje prawie pełną parą, choć wprowadziliśmy nowy tryb działania, by pracownicy z różnych zmian nie mieli ze sobą kontaktu. Nie ma problemów z dostawami substancji czynnych czy innych składników potrzebnych przy produkcji leków — jeszcze przed wybuchem pandemii w Europie zrobiliśmy bardzo duże zapasy — mówi Paul van Arkel.

Szef polskiego Novartisu podkreśla, że w czasie pandemii nie brakuje leków potrzebnych pacjentom z szerokim spektrum chorób.

— W całym naszym portfolio kłopot istnieje właściwie tylko w przypadku jednego leku, który trzeba wstrzykiwać do oka, co w okresie, gdy ludzie unikają wychodzenia z domu, a okuliści ograniczają przyjęcia, jest problematyczne. Wszystkie inne leki trafiają do pacjentów — np. dla pacjentów onkologicznych, którzy otrzymywali je podczas regularnych wizyt w szpitalach, z pomocą placówek ochrony zdrowia zorganizowaliśmy dostawy do domu za pośrednictwem kurierów — mówi szef polskiego Novartisu.

Na razie bez większych przeszkód prowadzone są też szeroko zakrojonebadania kliniczne nad nowymi lekami.

— Trwających badań nie można przerwać, więc w obecnej sytuacji często wykorzystywany jest zdalny monitoring pacjentów. Nie sądzę, by to znacząco wpłynęło na tempo przeprowadzania prób klinicznych, natomiast obecnie nie rozpoczynamy nowych badań — mówi Paul van Arkel.

Korporacyjne wsparcie

W marcu Novartis poinformował o utworzeniu globalnego funduszu o wartości 20 mln USD „w celu wspierania lokalnych społeczności” w trakcie pandemii.

— W Polsce na razie przeznaczyliśmy na wsparcie walki z koronawirusem 2 mln zł. Połowa trafiła do spółki Warsaw Genomics, by sfinansować przeprowadzanie testów. Drugą połowę przekazaliśmy Narodowemu Instytutowi Zdrowia Publicznego, z którym od dawna współpracujemy, dając wolną rękę dyrektorowi Grzegorzowi Juszczykowi do prowadzenia walki z epidemią zgodnie z najpilniejszymi potrzebami oddziałów zakaźnych — mówi Paul van Arkel.

Szwajcarska grupa zaangażowała się też w prace badawczo-rozwojowe w ramach inicjatywy Fundacji Billa i Melindy Gatesów oraz europejskiej Innovative Medicines Initiative.

— W ramach tej współpracy duże koncerny farmaceutyczne dzielą się danymi badawczymi i łączą siły w walce z koronawirusem. Mamy nadzieję, że przyniesie to długofalowe efekty i wpłynie na postrzeganie branży przez społeczeństwo — mówi Paul van Arkel.