W czwartek 19 lutego Przemysław Lutkiewicz, wiceprezes LPP, zadeklarował, że pierwszy sklep nowej marki zostanie otwarty w I kwartale 2016 r. Jeśli gdańska spółka odzieżowa jest przywiązana do tego terminu, to jej szósta marka będzie się nazywać Tallinder lub Tallinton.

LPP ma niewielkie szanse na dopięcie w terminie formalności związanych z rejestracją innej marki — trzeba przecież jeszcze wyprodukować ubrania. Z Tallinderem tymczasem idzie pod górkę.
Tallinder i Tallinton
LPP zgłosiło markę do rejestracji w kategoriach obejmujących odzież, handel detaliczny i biżuterię 13 sierpnia 2014 r. Dzień wcześniej zarejestrowało domenę tallinder.com. To istotny szczegół, bo firma stara się korzystać z domen globalnych.
Wykorzystując mechanizmy lokalizacyjne, tylko przekierowuje użytkowników z poszczególnych krajów na wersje stron internetowych w ich językach. 12 grudnia 2014 r. procesy rejestracyjne zostały uzupełnione o zgłoszenie znaku graficznego, pod jakim nowa marka miałaby działać.
Zgłoszenie marki i znaku nie jest jednak równoznaczne z ich rejestracją. Ci, którzy uważają, że zgłoszenia naruszają ich prawa, mogą do 23 marca 2015 r. wnosić sprzeciwy. W przypadku nowej marki LPP taki sprzeciw wpłynął już 22 stycznia 2015 r. Zgłosiła go fińska firma jubilerska Alexander Tillander, działająca pod marką 1860 Tillander.
Samo zgłoszenie sprzeciwu nie oznacza jednak, że LPP zostanie Tallindera pozbawione. — Każda marka, która chce istnieć w wielu państwach, ma ten sam kłopot. W kilkunastu krajach wszystko jest w porządku, a w jednym istnieje np. sok pomarańczowy o podobnej nazwie i zaczynają się problemy.
Tego typu sytuacje to po prostu cena ekspansji międzynarodowej — komentuje Roman Jędrkowiak, właściciel butiku marketingowego ADHD Warsaw, współtwórca marki Aleo, którą grupa ING chce z Polski przenieść do innych krajów. Gdy Finowie zgłaszali sprzeciw, LPP miało już plan B. 22 października 2014 r. zarejestrowało domenę tallinton.com i zgłosiło do rejestracji markę Tallinton. Termin, w którym można ją oprotestować, mija dopiero 18 maja 2015 r. Roman Jędrkowiak nie chce wypowiadać się o pomysłach nazewniczych LPP. Podkreśla, że marka to nie tylko nazwa czy znak graficzny, ale również sprzedawane pod tą nazwą produkty i sposób komunikacji z rynkiem.
Dzięki tym elementom nawet ze słabej nazwy można zrobić niezłą markę i na odwrót. — W branży odzieżowej marka ma spore znaczenie. Zakładam, że LPP ma jakiś pomysł. Na razie mamy jednak słowa, które z niczym się nie kojarzą. Nie dostrzegam w nich żadnych konotacji — ani z górnej, ani z dolnej półki. To prace przygotowawcze nad marką, za wcześnie na ocenę — mówi Roman Jędrkowiak.
Bliżej znaczy drożej
Na koniec 2014 r. LPP miało 1516 sklepów działających pod szyldami: Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay. Tak jak pierwsza trójka, nowa marka ma być przeznaczona dla obu płci. Od całej piątki ma się jednak różnić jakością i ceną.
— Będzie to marka skierowana do bardziej wymagających klientów — mówił w listopadzie 2014 r. Dariusz Pachla, ówczesny wiceprezes LPP. Jak twierdził, produkty takich marek jak Mohito czy Reserved o cenach powyżej średniej bardzo szybko znajdują nabywców.
— To jeden z czynników, które sprawiły, że grupa klientów gotowych zapłacić więcej za atrakcyjne wyroby stała się przedmiotem naszych badań i będzie zagospodarowana — wyjaśniał Dariusz Pachla. Nową marką spółka chce też zdystansować się od wizerunku importera z Bangladeszu.
Przemysław Lutkiewicz, wiceprezes LPP, poinformował 19 lutego, że produkcja odzieży będzie się odbywać m.in. w Polsce i Turcji. Zapowiadana powierzchnia placówek oferujących wyroby nowej marki to 300-500 mkw. W 2016 r. LPP chce otworzyć 20 sklepów w najlepszych lokalizacjach w Polsce. Jeśli koncept się sprawdzi, w kolejnych latach zacznie otwierać salony w innych krajach.