Przemysł odzieżowy – najmocniejsza gałąź gospodarki Bangladeszu – nie jest pozbawiony cieni. Branża ta, u wielu wywołująca wątpliwości natury etycznej, w ogniu największej krytyki stanęła przed 10 laty. Po katastrofie w Rana Plaza konsumenci mieli przestać kupować ubrania pochodzące z bangladeskich fabryk. Tymczasem dekadę później sektor modowy w Bangladeszu nie tylko rośnie, ale wręcz jest kołem napędowym rozwoju kraju. Rozpoczęty w tamtym czasie nowy rozdział w historii branży odzieżowej, otworzył drogę do procesu zmian, który nadal trwa.

24 kwietnia 2013 r. w kompleksie Rana Plaza w Szabharze, 10 km na zachód od Dhaki, stolicy Bangladeszu, doszło do jednej z najtragiczniejszych w skutkach katastrof budowlanych w historii współczesnej. Na skutek zawalenia się 8-kondygnacyjnego wieżowca śmierć poniosło 1127 osób, a około 2500 zostało rannych. W większości były to kobiety pracujące tam jako szwaczki. Śledztwo wykazało, że budynek nie spełniał norm budowlanych, a na jego terenie nigdy nie powinny funkcjonować zakłady przemysłowe z ciężkimi urządzeniami. Ujawniono także całkowite nieposzanowanie standardów BHP i praw pracowniczych w tamtejszych fabrykach . Fatalne warunki pracy bangladeskich robotników podnoszone były przez opinię publiczną od lat, jednak tragedia w Rana Plaza przelała czarę goryczy. Przez świat przetoczyła się fala protestów i bojkotów konsumenckich, nawołujących producentów ubrań do wycofania się z tamtego rynku. Zamiast przenosić działalność do innych krajów, firmy postanowiły jednak wpłynąć na zmianę warunków pracy w Bangladeszu. O tym, jak 10 lat po tamtych wydarzeniach wygląda sytuacja gospodarcza azjatyckiego państwa, w jaki sposób na zachodzące przemiany wpłynął sektor przemysłu odzieżowego oraz jakie rysują się przed nim perspektywy, dyskutowali uczestnicy debaty „Gospodarka Bangladeszu z perspektywy ostatniej dekady” zorganizowanej przez „Puls Biznesu”. W rozmowie udział wzięli: Tomasz Łukaszuk z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, Patryk Kugiel, analityk ds. Azji Południowej w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, dr Adam Czerniak ze Szkoły Głównej Handlowej i Ewa Janczukowicz–Cichosz, ekspertka ds. zrównoważonego rozwoju, LPP.
Azjatycki czarny koń
Położony nad Zatoką Bengalską Bangladesz uznawany jest za jedno z najsłabiej rozwiniętych państw Azji i powszechnie kojarzy się z biedą i zacofaniem. Nic bardziej mylnego. To dziś 35., a biorąc pod uwagę parytet siły nabywczej, 25. gospodarka świata.

Bangladesz to jeden z najszybciej rozwijających się rynków świata i najbardziej perspektywicznych partnerów na przyszłość. Warto to wykorzystać.
Od kiedy w 1991 r. powróciła tam demokracja, pozytywne zmiany zaczęły postępować niezwykle szybko. Obecnie Bangladesz znajduje się w gronie liderów pod względem dynamiki rozwoju wśród krajów azjatyckich, ze średnim rocznym wzrostem PKB o 6,6 proc., a w 2022 r. nawet 7,3 proc. – co przy inflacji na poziomie 8 proc. zaowocowało jednym z najwyższych wskaźników wzrostu gospodarczego na świecie.
Postępy Bangladeszu widoczne są nie tylko na polu gospodarczym i społecznym, osiągnięto tam również największy sukces, jeśli chodzi o milenijne cele rozwoju.
– W latach 90. 50 proc. populacji kraju żyło w skrajnym ubóstwie, utrzymując się za mniej niż dolara dziennie. Do 2015 r., wypełniając milenijny cel rozwoju, rządowi Bangladeszu udało się zmniejszyć tę liczbę o połowę. Ale na tym nie poprzestali i już w ubiegłym roku zredukowali liczbę najbiedniejszych do 10 proc. ludności. Jeśli spojrzymy na wielkość PKB na jednego mieszkańca, to w czasie, kiedy doszło do katastrofy Rana Plaza, wynosiła ona 800 USD. Dzisiaj jest czterokrotnie większa i wynosi 2,5 tys. USD. Bangladesz jest dziś na prostej drodze do wyjścia z kategorii kraju najsłabiej rozwiniętego (LDC), według kryteriów ONZ – mówi Patryk Kugiel.
Gdyby Bangladesz wykorzystywał potencjał gospodarczy wynikający z położenia geograficznego, jego rozwój mógłby postępować jeszcze szybciej. Jak zauważa Tomasz Łukaszuk, kraj ten ma dostęp do licznych złóż surowców mineralnych, zarówno na lądzie, jak i na dnie oceanu, ale w przeciwieństwie do sąsiadów nie umie zrobić z nich użytku.

Rozpoczęta 10 lat temu transformacja branży odzieżowej w Bangladeszu oraz zachodzące zmiany gospodarcze i społeczne to proces, który nadal trwa.
Prawdziwa siła Bangladeszu tkwi w jego strukturze demograficznej. Zajmujące 8. miejsce na świecie pod względem gęstości zaludnienia państwo, według ostatniego spisu ludności sprzed 10 lat, liczyło 170 mln mieszkańców, aktualnie może ich być nawet o 30 mln więcej. Ta przewaga jest jednocześnie wyzwaniem.
– Bangladesz bardzo dobrze poradził sobie z wychodzeniem z ubóstwa, tylko trzeba pamiętać, że tak jak w wielu krajach tego regionu ponad 90 proc. lokalnych przedsiębiorstw to mikrofirmy. Bangladeski rynek pracy ma bardzo ograniczoną wydolność – aby zaspokoić własne potrzeby, musiałby wytwarzać 2 mln nowych miejsc pracy rocznie, co dla takiej gospodarki jest niemożliwe – zaznacza ekspert z UW.
To właśnie dostęp do niewyczerpanych źródeł siły roboczej przyciągnął do Bangladeszu tak licznych przedstawicieli sektora modowego.
Szwalnia Zachodu
Każda dyskusja o sytuacji ekonomicznej Bangladeszu prędzej czy później skupia się na branży odzieżowej, bo to właśnie ona dźwiga gospodarkę tego kraju.

Bangladesz, aby utrzymać wzrost gospodarczy, musi zacząć rozwijać alternatywne, bardziej zaawansowane gałęzie gospodarki.
– Wpływy pochodzące z branży modowej stanowią ponad 20 proc. rocznego PKB. Przemysł ten, jeśli weźmiemy pod uwagę cały obszar przetwórstwa przemysłowego włókien i odzieży, odpowiada za blisko 90 proc. bangladeskiego eksportu. Kolejna kategoria – produkty żywnościowe – stanowi zaledwie 0,6-0,7 proc. udziału w rynku. Nawet gdyby teraz nastąpił gwałtowny rozwój eksportu towarów z innego sektora przemysłu, nadal będzie to margines, patrząc na całość produkcji – informuje Adam Czerniak.
Dzięki umiejętnemu wykorzystaniu wsparcia instytucji międzynarodowych i pomocy zagranicznych firm inwestujących w Bangladeszu, także polskich, krajowi udało się uzyskać w tej gałęzi rynku przewagę konkurencyjną nad innymi krajami Azji Południowej i Południowo-Wschodniej.
– Bangladesz, jako państwo rozwijające się, zwrócił się do Unii Europejskiej o możliwość korzystania z funduszu „Wszystko poza bronią”. Środki z tego programu będzie mógł pożytkować do momentu awansu do grupy krajów rozwiniętych – wyjaśnia Tomasz Łukaszuk.
Przedstawicielka polskiej Grupy LPP, której ubrania od wielu lat powstają w Bangladeszu, podkreśla, że firmy produkujące w tamtejszych fabrykach oddziałują pozytywnie nie tylko na lokalny przemysł odzieżowy, ale także na całościowy rozwój kraju.

Bangladesz może rozwijać się z prędkością samochodu – symbolu rosnącej szybko w Bangladeszu klasy średniej, ale jego gospodarkę, tak jak riksze ruch na ulicach w Dhace, spowalniają wyzwania socjalne.
– Branża odzieżowa na przestrzeni lat bardzo się zmieniła, przede wszystkim pod względem technologicznym, ale też w podejściu do kwestii środowiskowych. Europa, która jest odbiorcą około 60 proc. ubrań wyprodukowanych w Bangladeszu, ma coraz wyższe wymagania dotyczące jakości i oddziaływania na środowisko naturalne nie tylko ubrań, ale nawet sposobu ich zapakowania. To pociąga za sobą rozwój technologii związanych z recyklingiem czy produkcją opakowań, ale też zmianę myślenia o produkcji na bardziej przyjazną środowisku. Rozwój przemysłu odzieżowego jest impulsem do rozwoju innych gałęzi gospodarki, a postęp technologiczny sprawia, że Bangladesz jest dziś dla branży odzieżowej krajem najlepiej wyspecjalizowanym, będącym w stanie zaspokoić potrzeby światowych marek – zapewnia Ewa Janczukowicz-Cichosz.
– Jednocześnie, pomimo postępu, ręka człowieka jest do stworzenia ubrania niezbędna. Różnorodność krojów i modeli sprawia, że niemożliwa jest pełna automatyzacja branży modowej, chyba że wszyscy będziemy nosić jednakowe uniformy. W tym kontekście dalszy rozwój tego sektora jest niezagrożony jeszcze przez wiele lat – dodaje.
Specjalista z SGH dostrzega jednak ryzyko, które wiąże się z opieraniem całej gospodarki kraju tylko na jednej gałęzi przetwórstwa przemysłowego.
– Patrząc na dane z perspektywy ekonomisty europejskiego, zauważam w Bangladeszu lekkie symptomy choroby holenderskiej. Eksport produkcji odzieżowej jest w gospodarce na tyle duży, że wypiera pozostałe branże. Bangladesz musi być przygotowany na sytuację, w której udziały w rynku sektora modowego zaczną się zmniejszać, np. poprzez wycofywanie stamtąd produkcji zagranicznych marek, aby nie dopuścić do załamania gospodarki – ostrzega Adam Czerniak.
Z kolei Patryk Kugiel nie widzi powodu do niepokoju.
– Pamiętajmy, że udział eksportu w PKB Bangladeszu wynosi zaledwie 10 proc., co jest jednym z najniższych wyników dla państw rozwijających się. Nie ma potrzeby zmniejszania udziału przemysłu odzieżowego w rynku, szczególnie że Bangladesz jest dziś drugim po Chinach eksporterem tej branży na świecie. Za to jest ogromna przestrzeń, aby rozwijać inne sektory gospodarki – uspokaja ekspert.
Na korzyść branży odzieżowej działają zmiany, które udało się wprowadzić w zakresie standardów bezpieczeństwa i godnych warunków pracy w ostatnich latach.
Dekada zmian
Kiedy 10 lat temu doszło do fatalnego w skutkach wypadku w Rana Plaza, zachodnie firmy nie mogły dłużej pozostać obojętne na to, w jakich warunkach powstają ich ubrania. Do tamtego momentu relacje między zleceniodawcą a właścicielem fabryki były czysto biznesowe, kontakty odbywały się za pośrednictwem lokalnych agentów, zamówienie miało być zrealizowane w dobrej cenie i na czas. Katastrofa sprawiła, że przedsiębiorstwa, które zlecają w Bangladeszu produkcję, zaczęły brać pod uwagę nie tylko jakość towaru, ale także okoliczności, w jakich jest produkowany.
Odpowiedzią na stragedię, która wydarzyła się w Szabharze, było zawiązanie międzynarodowego partnerstwa Accord, zrzeszającego największych producentów ubrań działających na terenie Bangladeszu, wśród których znalazło się też LPP.
– Pierwszym tematem, którym zajął się Accord, były kwestie bezpieczeństwa i takie zaostrzenie standardów, aby podobny wypadek nie mógł się powtórzyć. Następnie przyjrzeliśmy się warunkom socjalnym, w których funkcjonują pracownicy, zaczynając od wyeliminowania ze współpracujących z nami fabryk pracy dzieci i pracy przymusowej. W tej chwili z Accordem współpracuje mniej więcej połowa fabryk w Bangladeszu, których działalność jest monitorowana, regularnie organizowane są w nich audyty, dzięki czemu mamy pewność, że spełniają nasze standardy – opowiada Ewa Janczukowicz-Cichosz.
Wyrażenie zgody przez rząd Bangladeszu, aby prywatny biznes zagraniczny wszedł z programem naprawczym do suwerennego kraju, było ewenementem na skalę światową. Przez pierwsze 5 lat Accord działał pod zarządem firm międzynarodowych. W 2018 r., na mocy nowego porozumienia rozpoczęto przygotowania do przejęcia kontroli nad bezpieczeństwem przez krajowe instytucje . Nie wpłynęło to jednak na zmianę zasad dotyczących warunków wykonywania pracy, które udało się już wypracować. Accord nadal funkcjonuje i jest gwarantem tego, że w Bangladeszu produkcja jest na wysokim poziomie i spełnia wymagane przez członków porozumienia standardy. Właściciele zrozumieli również, że aby współpraca z zagranicznymi firmami była możliwa, muszą się dostosować do wyznaczanych przez nie norm. Znaczące zmiany zaszły również w podejściu do pracowników, którzy zyskali dostęp do szkoleń w zakresie swoich praw. Dzięki temu wiedzą, czego mogą się domagać, mają udokumentowane zatrudnienie i zapewnioną możliwość zrzeszania się w związkach zawodowych.
Grupą społeczną, której sytuacja uległa największej przemianie na skutek działań zainicjowanych przez branżę odzieżową, były kobiety.
– Przemysł odzieżowy odegrał kluczową rolę w poprawie statusu i roli kobiety w bangladeskim społeczeństwie. 80 proc. wszystkich zatrudnionych w fabrykach produkujących odzież to kobiety. Branża modowa wyciągnęła miliony kobiet z domów, dała im możliwość zarabiania i decydowania o sobie. Oczywiście jest jeszcze wiele do zrobienia, by te standardy były coraz lepsze. Ale trwanie tego sektora jest w interesie gospodarczym i społecznym Bangladeszu – argumentuje analityk z PISM.
Dzięki aktywizacji kobiet w przemyśle odzieżowym stanowią one dziś 42 proc. siły roboczej kraju. Przełożyło się to na zmianę dominującego modelu rodziny – wcześniej najwięcej rodzin funkcjonowało w układzie 2+5 czy nawet 2+8, dziś dominującym modelem jest 2+3.
Według Ewy Janczukowicz-Cichosz zapoczątkowane przez Accord zmiany, które nastąpiły w ciągu ostatniej dekady to nie tylko kwestia warunków pracy w fabrykach, ale także dużo większa transparentność dzięki dostępnym dziś narzędziom pozwalającym monitorować warunki socjalne.
– Ostatnie 10 lat to samonapędzające się zmiany – najpierw zapewniliśmy odpowiedni poziom bezpieczeństwa, później zapoczątkowano zmiany warunków socjalnych, a teraz dodajemy do tego równie ważne kwestie środowiskowe – podsumowuje ekspertka ds. zrównoważonego rozwoju w LPP.
Klimat przede wszystkim
Bangladesz to jeden z krajów najbardziej zagrożonych negatywnymi konsekwencjami zmian klimatycznych. Większość jego powierzchni znajduje się na poziomie morza, zwiększająca się ilość wody w oceanie może doprowadzić do zalania nawet połowy kraju. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że ze względu na gęstość zaludnienia, ukształtowanie terenu i niedoinwestowanie sektora mieszkaniowego ponad 50 proc. mieszkańców Bangladeszu żyje w slumsach, gwałtowne zjawiska pogodowe mogą spowodować, że ponad 100 mln ludzi zostanie nagle bez dachu nad głową.
– Rząd Bangladeszu ma świadomość zagrożeń czyhających na kraj w związku ze zmieniającym się klimatem, dlatego mocno stawia na zrównoważony rozwój, ale sprostanie wszystkim zagrożeniom jest dużym wyzwaniem. Z tego powodu władze szukają wsparcia dla swoich działań i robią to z sukcesem. W tym roku Bangladesz jako pierwszy kraj azjatycki skorzystał z programu RSF Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który ma mu pomóc inwestować w poprawę sytuacji środowiskowej – mówi Adam Czerniak.
Inną inicjatywą, podejmowaną przez rząd Bangladeszu, jest ochrona największych na świecie lasów namorzynowych.
– Według badaczy poziom morza podnosi się w tamtym regionie świata szybciej, ale lasy namorzynowe są do pewnego stopnia remedium spowalniającym ten proces, dzięki czemu jest czas, żeby zainwestować w infrastrukturę i rozwiązania, które mogą ochronić zagrożony zalaniem ląd. Bangladesz jest stroną wszystkich najważniejszych umów międzynarodowych, podpisuje też z państwami Zatoki Bengalskiej umowy wielostronne, pozwalające chronić to niezwykle cenne środowisko – tłumaczy Tomasz Łuczak.
Branża odzieżowa ma świadomość, jak ważna jest dla Bangladeszu ochrona klimatu, i własną działalnością stara się pozytywnie wzmacniać prośrodowiskowe inicjatywy władz, jednocześnie wypełniając własne plany zrównoważonego rozwoju i wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów.
– Jako firma europejska, sprzedająca towary dla świadomych i wymagających odbiorców, musimy mówić o całym łańcuchu wartości, dlatego bardzo ważny jest dla nas proces produkcji ubrań. Ścisła współpraca z bangladeskimi fabrykami, a dla 30 proc. dostawców jesteśmy głównym klientem, pozwala negocjować pożądane przez nas wymogi środowiskowe. Mamy program, w którym dążymy do tego, żeby szyjące dla nas fabryki korzystały z odnawialnych źródeł energii czy deszczówki, miały zamknięty obieg wody, używały środków chemicznych bezpiecznych zarówno dla naszych klientów jak i swoich pracowników – wymienia Ewa Janczukowicz-Cichosz.
Jak widzi dalsze funkcjonowanie sektora modowego w tym kraju?
– Uważam, że transformacja Bangladeszu okresu ostatniej dekady daje ogromną szansę na uwolnienie kolejnych zmian, tym razem w kwestiach socjalnych. Niezwykle ważna będzie tu jednak dalsza współpraca wszystkich stron w ramach międzynarodowych partnerstw, które będą gwarantem równie ważnych przeobrażeń jak te w zakresie bezpieczeństwa. Z kolei zagrożeniem może być dalsze pozostawanie części lokalnej branży poza strefą kontroli Accordu. Dlatego im więcej firm inwestujących na bangladeskim rynku będzie współpracować tylko z fabrykami, zarządzanymi w sposób gwarantujący bezpieczną i godną pracę, Bangladesz utrzyma obraną 10 lat temu drogę do zapewnienia mieszkańcom tego kraju możliwości podejmowania pracy w godnych warunkach – podsumowuje przedstawicielka LPP.
