Nowe TFI szły jak burza

Jagoda Fryc
opublikowano: 2015-08-27 22:00

Warto było związać się z produktami debiutujących w ubiegłym roku towarzystw funduszy inwestycyjnych. Dystansują oni rywali i rynek bez względu na koniunkturę

Przez 12 miesięcy MM Prime Depozytowy zarobił 4,6 proc., podczas gdy rywale zyskali średnio 1,8 proc. Adrian Apanel, zarządzający z MM Prime TFI, wyjaśnia, że fundusz w dobrym momencie zmniejszył zaangażowanie w obligacje skarbowe, co pozwoliło zdystansować konkurencję. Pomogły też papiery korporacyjne.

— Część portfela ulokowaliśmy w obligacjach firm o wysokiej wiarygodności kredytowej. Jedną z udanych inwestycji były np. papiery Meritum Banku kupione po nominale 100 zł, które od października zeszłego roku oprócz kuponu dały zarobić 3 proc. i są obecnie notowane po 103 zł — dodaje Adrian Apanel.

Podobne sukcesy mają na koncie pozostali funduszowi debiutanci, co potwierdza regułę, że małe jest piękne, a młode — jeszcze piękniejsze. Szkoda tylko, że dostępne wyłącznie dla zamożnych inwestorów, bo we wszystkich przypadkach minimalna kwota inwestycji to równowartość 40 tys. EUR, a certyfikaty sprzedawane są w emisjach prywatnych.

Wyróżniać się z tłumu

Każdemu świeżo upieczonemu powiernikowi zależy, żeby w początkowej fazie działalności wypaść jak najlepiej. Korzyści są oczywiste. Wysokie stopy zwrotu działają jak magnes na klientów, więc otwierają wrota sprzedażowe. Kluczem do sukcesu są niewielkie portfele, nieskażone jeszcze problematycznymi spółkami i zaszłościami. Ale nie tylko. Na bazarze funduszowych rozmaitości polscy inwestorzy mają w czym wybierać, dlatego ważne jest też, aby wyróżniać się z tłumu. Tego nie można odmówić MM Prime TFI, które postanowiło, że klientów spróbuje zdobywać samodzielnie. Wabikiem, oprócz solidnych stóp zwrotu, miała być struktura opłat. Towarzystwo zapewniało, że jest najtańsze na rynku, a motywacją do zarabiania dla klientów jest wysokie success fee. Opłata stała w przypadku funduszu depozytowego jest niższa niż 1 proc., a akcyjnego niższa niż 3 proc. Rynkowa średnia to — odpowiednio — 1,5 oraz 4 proc. Na ten rok celem było pozyskanie do portfeli 100 mln zł, a docelowo powiernik chciał mieć 500 mln zł w funduszu depozytowym i 700 mln zł w funduszu akcyjnym. Nie wiadomo, czy do celu udało się dopłynąć, bo informacje o wielkości aktywów są przez spółkę pilnie strzeżone. Podobnie jak dalsze plany rozwoju.

— Taką mamy wewnętrzną politykę, że nie ujawniamy wielkości zebranych aktywów. Mogę jednak powiedzieć, że jesteśmy zadowoleni z efektów pracy. W dalszym ciągu będziemy samodzielnie sprzedawać fundusze, choć nie zamykamy się na dystrybucję zewnętrzną. Do końca roku nie planujemy poszerzać oferty produktowej — ujawnia Maciej Michalski, wiceprezes MM Prime TFI.

Być jak Warren Buffett

Oporów przed ujawnianiem sukcesów sprzedażowych nie ma Opti TFI, które równieżwe wrześniu będzie obchodzić pierwsze urodziny. Przez rok do portfela flagowego Opti FIZ napłynęło około 150 mln zł. Spółce udało się nawiązać współpracę z Raiffeisen Bankiem i Aliorem, ale większość aktywów pozyskano własnymi siłami. Z popularnością nie ma problemu, bo magnesem są świetne stopy zwrotu. Zarządzającym przyświeca idea Warrena Buffetta, mówiąca o tym, że szeroka dywersyfikacja potrzebna jest tylko wtedy, gdy inwestor nie wie, co czyni. Dlatego w portfelu Opti FIZ jest miejsce na zaledwie 20 płynnych spółek, głównie z Europy Zachodniej i USA, które w 12 miesięcy przyniosły prawie 13 proc. zysku — to drugi najlepszy wynik w grupie produktów akcji zagranicznych. Waldemar Stachowiak, wiceprezes TFI, tłumaczy, że w kolejnych miesiącach fundusz w dalszym ciągu będzie stawiał na solidne fundamentalnie firmy z krajów OECD, które poprawiają wyniki o kilkanaście procent rocznie, generują gotówkę i dzielą się zyskiem z akcjonariuszami. W planach są też nowości produktowe.

— Myślimy o rozwoju oferty, ale chcemy pozostać wierni przyjętej filozofii inwestycyjnej. Nowe fundusze będą celować w płynne rynki, portfele będą dosyć skoncentrowane, ale tym razem na innych klasach aktywów, np. obligacjach — ujawnia dr Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI.

Celować w niszę

TFI Capital Partners licencję na zarządzanie posiada od 2007 r., ale z ofertą na rynek wyszło dopiero w ubiegłym roku. Od razu wystartowało z przytupem, celując w fundusze, które zysków szukają na rynku private equity, a do tego zarabiają bez względu na koniunkturę rynkową. Po roku CP Absolute Return zarobił 22 proc. — najwięcej w grupie, a CP Private Equity zwyżkował o prawie 30 proc. Wzrost certyfikatów jest pochodną inwestycji, m.in. w producenta żywności ekologicznej — Symbio Polska i odzieżową spółkę Esotiq & Henderson. Do obu portfeli TFI pozyskało łącznie 60 mln zł.

— Inwestorzy uzyskują możliwość zarabiania na rynku dostępnym dotychczas jedynie dla dużych inwestorów. Mogą też korzystać z zalet klasycznego funduszu, takich jak chociażby płynności certyfikatów. Emisje w obu funduszach będziemy przeprowadzać do czasu, gdy w portfelach zgromadzone zostanie po 250 mln zł. Większe aktywa utrudniłyby nam efektywne zarządzanie. Nie planujemy w tym roku poszerzać oferty produktowej — mówi Adam Chełchowski, prezes TFI Capital Partners.

Możesz zainteresować się również: