Sejm przyjął nowelizację ustawy o transporcie drogowym. Przewoźnicy twierdzą, że uporządkuje ona rynek. Spedytorzy — że wręcz przeciwnie.
Przyczyną sporu, który za sprawą nowelizacji rozgorzał między spedytorami a przewoźnikami była zmiana dwóch zapisów ustawy, włączająca zapisy o pośrednictwie transportowym i nakładająca tym samym, m.in. na firmy spedycyjne, obowiązek wnoszenia zabezpieczenia finansowego.
Przeciwko zmianie przepisów protestują spedytorzy organizujący dostawę towarów różnymi rodzajami transportu, którzy pełnią rolę pośredników między przewoźnikami a ich klientami. Zdaniem przedstawicieli Polskiej Izby Spedycji i Logistyki (PISiL), zmiana wspomnianych zapisów spowoduje, że praktycznie wszystkie firmy oferujące spedycję środkami transportu drogowego będą zmuszone do złożenia zabezpieczenia w wysokości 50 tys. EUR.
Nacisk lobby
PISiL podkreśla, że zapisy te ograniczą dostęp do działalności gospodarczej przede wszystkim małym i średnim firmom, dla których takie zabezpieczenie będzie zbyt wysokie. Można zatem zaryzykować twierdzenie, że wprowadzenie zmian miało na celu wyeliminowanie z rynku usług spedycyjnych małych i średnich firm.
— Ograniczenia finansowe działalności gospodarczej pośrednictwa przy przewozie rzeczy zaburzą równowagę między różnymi podmiotami na rynku usług spedycyjno-transportowych. Wiele mniejszych firm nie będzie w stanie sprostać nowym wymaganiom finansowym. Branża może utracić jeden ze swoich podstawowych atutów, jakim jest elastyczność i właściwa dla małych firm umiejętność szybkiego reagowania na potrzeby rynku. Korzyści dla średnich i większych firm będą krótkotrwałe. Utracą one bowiem wygodnych kontrahentów, którymi się niejednokrotnie posiłkują. Najprawdopodobniej będą zmuszeni do wzięcia na własne barki części nowych kosztów pośrednictwa, bo zleceniodawcy, wykorzystując nadpodaż taboru, wymusili rzeczywistą obniżkę frachtów przy rosnących kosztach prowadzenia działalności transportowej — przekonuje Marek Tarczyński, przewodniczący rady PISiL.
Dodaje on, że paradoksalnie pogorszyć może się również sytuacja przewoźników pracujących dla mniejszej liczebnie i silniejszej finansowo grupy pośredników. Zapewnia też, że nie poprawi się bezpieczeństwo finansowe przewoźników, bo uczciwe wywiązywanie się ze zobowiązań nie ma prostego związku z wielkością firmy.
— Spowoduje to również osłabienie konkurencyjności polskich firm w stosunku do konkurencji z innych krajów UE, które będą mogły świadczyć na terenie naszego kraju usługi bez takich ograniczeń. Wprowadzenie wspomnianych zapisów do ustawy wynika z dużego nacisku lobby przewoźników drogowych, wśród których dominują największe firmy transportowo-spedycyjne, działające niejednokrotnie wbrew interesom małych przewoźników. Przekonują oni, iż sytuacja, w której ustawa obligowała przewoźników do posiadania licencji, a spedytorzy mieli wolny dostęp do rynku usług bez licencjonowania ich kompetencji zawodowych, była jawną niesprawiedliwością. Tymczasem żadna licencja czy zabezpieczenie finansowe nie zagwarantuje rzetelności podmiotów gospodarczych działających na rynku branży TSL — mówi Marek Tarczyński.
Odpowiedź przewoźników
Zdaniem Wojciecha Sienickiego, prezesa Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, obowiązujące w naszym kraju regulacje prawne dotyczące spedycji opierają się na podobnych zasadach, jak w innych krajach UE.
Na rynku przewozów drogowych działa kilkanaście tysięcy małych i średnich firm. Mają one po 1-10 samochodów i zatrudniają łącznie kilkadziesiąt tysięcy osób. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, muszą spełnić odpowiednie kryteria co do kwalifikacji zawodowych, reputacji (niekaralność osób prowadzących tę działalność gospodarczą) i dysponować zabezpieczeniem finansowym, które dla firmy operującej dziesięcioma samochodami wynosi 54 tys. EUR.
— Firmy te są niejednokrotnie wykorzystywane przez osoby trudniące się pośrednictwem w sprzedaży frachtów. Zarejestrowanie takiej działalności jest bardzo proste i nie wymaga wykazania się żadnymi kwalifikacjami, mimo że przepisy dotyczące transportu drogowego są bardzo skomplikowane. Bywa, że taką działalność prowadzą osoby karane za przestępstwa przeciwko mieniu, co naraża zarówno przewoźników jak i klientów oddających towar do przewozu na poważne zagrożenia. Dodatkowo, firma taka nie musi dysponować żadnym majątkiem i często jej działalność kończy się po „obsłużeniu” kilkudziesięciu transportów i zainkasowaniu pieniędzy od zleceniodawcy, bez rozliczenia się z przewoźnikiem. Przyczynia się to do upadku wielu firm przewozowych i wzrostu bezrobocia — mówi Wojciech Sienicki.
Sejm przychylił się do opinii przewoźników, że osoby zajmujące się profesjonalnie pośrednictwem w transporcie drogowym powinny spełnić podobne kryteria, jak obsługiwane przez nie firmy przewozowe.
— To rozwiązanie stosowane w wielu krajach UE, które na pewno nie przyczyni się do upadku solidnie pracujących i profesjonalnych firm pośredniczących w transporcie drogowym. Skoro jeden samochód ciężarowy używany do transportu drogowego kosztuje około 90 tys. EUR, to zabezpieczenie finansowe niezbędne do uruchomienia pośrednictwa wieloma takimi samochodami i przewozami towarów o nawet większej wartości, określone przez Sejm na 50 tys. EUR, nie wydaje się wygórowane — dodaje Wojciech Sienicki
Bez zgody
Marek Tarczyński nie zgadza się z tą opinią. Jego zdaniem, w większości krajów dostęp do zawodu spedytora jest wolny.
— Dynamiczny rozwój spedycji i logistyki w Polsce wskazuje że obowiązujące dotychczas regulacje prawne jej sprzyjały. Jeśliby jednak rewidować regulacje prawne, to absolutnie nie w sposób proponowany przez środowiska przewoźników. Spedycja to najbardziej interdyscyplinarna część systemu transportowego, łącząca w sobie wszystkie rodzaje przewozów, magazynowanie, sprawy celne itd. Nie można dla chwilowych korzyści jednej z grup zaburzać działania pokrewnej grupy zawodowej — przekonuje Marek Tarczyński.
Dodaje, że spedytorzy nie uciekają od zmian uregulowań, ale domagają się analizy ich możliwych konsekwencji. Chcą też, aby projekty zmienianych przepisów były konsultowane ze środowiskiem spedycyjnym w Polsce i UE.