Nowoczesna mysz kosztuje tyle, co skaner

Kamil Kosiński
opublikowano: 2000-01-10 00:00

Nowoczesna mysz kosztuje tyle, co skaner

PIĘCIOLETNIE OPÓŹNIENIE: Potrzeba około 5 lat, aby standardem na polskim rynku stały się myszy z programowanymi przyciskami, a tym samym byśmy osiągnęli taką sprzedaż przyrządów wskazujących, jak na Zachodzie — ocenia Piotr Wochniak, przedstawiciel firmy Logitech na Europę Północną i Wschodnią.

Polski rynek wskaźników komputerowych zdominowały myszki kosztujące nie więcej niż 30 zł. Produkty, za które trzeba zapłacić ponad 100 zł, kupują głównie wysoko opłacani specjaliści, studenci i licealiści.

Komputerowa myszka to już nie tylko plastikowe pudełeczko z dwoma lub trzema klawiszami, połączone z komputerem za pomocą kabla. Na rynku znajdują się urządzenia z paskiem przewijania ułatwiającym przeglądanie zasobów Internetu oraz dające możliwość przypisania dodatkowym przyciskom specjalnych funkcji, np. zapisywania lub drukowania plików. Można też kupić model bezprzewodowy, który łączy się z komputerem za pomocą fal radiowych lub w podczerwieni. Wskaźniki zaawansowane technologicznie kosztują jednak kilkaset złotych i na razie nie znajdują wielu nabywców.

— Mysz bezprzewodowa kosztuje więcej niż prosty skaner. To sprawia, że ciągle jest produktem luksusowym. Dotychczas kupowali ją głównie menedżerowie i wysoko opłacani specjaliści. Ostatnio, zainteresowanie zaawansowanymi technologicznie wskaźnikami zaczęli przejawiać studenci i licealiści — twierdzi Przemysław Gołdon z firmy Tornado 2000.

Niskie ceny

Na rynku dominują jednak dużo tańsze wskaźniki.

— Ceny detaliczne co najmniej połowy sprzedawanych w Polsce myszek nie przekraczają 30 zł — informuje Piotr Wochniak, przedstawiciel firmy Logitech na Europę Północną i Wschodnią.

Wiele najtańszych przyrządów wskazujących trafia do końcowych użytkowników bez ich świadomych decyzji. Często są to tzw. wyroby OEM, a więc dostępne tylko z nowymi komputerami.

— Bardzo dobrze sprzedają się myszki najtańsze. Modele kosztujące w hurcie 9 zł netto stanowią 95 proc. naszej sprzedaży. Chętnie kupują je producenci tzw. składaków. Myszki i podkładki dodają oni gratis do sprzedawanych przez siebie komputerów — informuje Sławomir Jaroszewski, kierownik działu handlowego w przedsiębiorstwie Emiter.

Choć wśród modeli klasy OEM znajdują się również przyrządy z możliwością przewijania, dotychczas nie zdobyły one dużej popularności. Część dystrybutorów komponentów komputerowych uważa jednak, że nie jest to spowodowane ich nieco wyższą ceną.

— Myszy z możliwością przewijania stanowią jedną czwartą naszej sprzedaży. Ich cena jest o 40 proc. wyższa od modeli standardowych, jednak nie sądzę, aby właśnie to decydowało o małym nimi zainteresowaniu. Wszystkie myszy OEM-owe są bowiem dosyć tanie. Żaden producent komputerów nie traktuje możliwości zakupu tańszego wyrobu tego typu jako szansy obniżenia o kilkanaście złotych ceny komputera. Przy wyborze przyrządów wskazujących dołączanych do nowych komputerów decyduje głównie ich funkcjonalność i jakość wykonania. Myszki OEM-owe z możliwością przewijania nie zdobyły rynku, ponieważ Internet nie jest jeszcze w Polsce tak popularny, jak się powszechnie wydaje — tłumaczy Artur Kostrzewa z TCH Components.

Nawet wśród przyrządów bardziej zaawansowanych klienci wybierają najczęściej urządzenia prostsze, a co za tym idzie tańsze.

— 60-70 proc. sprzedawanych przez nas w Polsce myszek nie należących do klasy OEM stanowią wyroby z możliwością programowania przycisków. Droższe od nich trackballe i myszy bezprzewodowe stanowią łącznie około jednej trzeciej sprzedaży — ujawnia Piotr Wochniak.

Wartość kontra ilość

Niektórzy dystrybutorzy podzespołów komputerowych dodają, że ceny zaawansowanych technologicznie wskaźników rekompensują ich mniejszą sprzedaż.

— Ilościowo sprzedaż myszek klasy OEM pięć-sześć razy przewyższa naszą sprzedaż przyrządów bardziej zaawansowanych. W ujęciu wartościowym stosunek ten wynosi już jeden do jednego — wyjaśnia Przemysław Gołdon.