PKP PLK chcą wyciąć pociągi Interregio i TLK
Wszystko odbywa się nie po kolei. Uczestnik rynku wystąpił w roli regulatora. Regulator stoi z boku.
Gdzie dwóch się bije, tam wkraczają PKP Polskie Linie Kolejowe (PKP PLK). Nadzorca sieci zapowiedział wczoraj, że od 4 maja nie wpuści na tory 151 pociągów Przewozów Regionalnych (PR). Spora część z nich jeździ pod marką Interregio, która jest solą w oku PKP. Przewozy wypuściły te pociągi na najbardziej intratne trasy, gdzie dotąd monopol miały PKP Intercity (PKP IC). Ale i państwowy przewoźnik nie ma powodów do szczególnej radości z tego powodu.
151 pociągów pod nóż
Po długim weekendzie Interregio może przestać kursować. Samorządowy przewoźnik kolejowy ma przeterminowane długi w PKP PLK i nie płaci bieżących faktur. Zarządca infrastruktury doszedł do wniosku, że PR uruchamiają za dużo pociągów, z których część jest deficytowa. To z kolei powoduje, że długi spółki stale rosną wobec PKP PLK, zagrażając jej płynności. Na początku kwietnia zarządca sieci był już gotów rozwiązać umowę ze spółką, ale w dwóch transzach spłaciła część zadłużenia. Zażądał wtedy, by ograniczyła pracę eksploatacyjną o 20 proc. i wystąpił o sporządzenie listy pociągów, które miały pójść w związku z tym do likwidacji.
— Wykaz przedstawiony przez PR nie spełniał warunków postawionych przewoźnikom, dlatego postanowiliśmy ograniczyć zakres tras przydzielonych spółce o 151 pociągów. To niecałe 13 proc. pracy eksploatacyjnej — mówi Zbigniew Szafrański, prezes PKP PLK.
Kryterium doboru było następujące: pod nóż poszły pociągi dalekobieżne, które nie są objęte kontraktami z marszałkami. Dalekobieżne, w tym Interregio, kursują poza systemem samorządowych dopłat.
Nic się nie zmieni
Ten sam los może spotkać Tanie Linie Kolejowe (TLK) — markę ekonomiczną, reaktywowaną przez PKP Intercity, jako odpowiedź na działania PR. Również państwowy przewoźnik ma przeterminowane długi w PKP PLK.
— Obaj przewoźnicy za bardzo zagalopowali się we wzajemnym oskarżaniu i uruchamianiu nowych połączeń. Przy takiej liczbie pociągów nie są w stanie się zbilansować — mówi prezes Szafrański.
PKP Intercity może jeszcze samo przygotować listę cięć. Zbigniew Szafrański widziałby na niej właśnie pociągi TLK, gdyż są one deficytowe. W PKP IC dowiedzieliśmy się, że dzisiaj zarząd spółki zamierza spotkać się z kierownictwem PKP PLK, żeby omówić problem.
Natomiast PR nie zamierzają kasować 151 pociągów i zapewniają, że 4 maja nic się nie zmieni.
— Korekty w rozkładzie jazdy mamy obowiązek komunikować z tygodniowym wyprzedzeniem. Zatem chociażby z tego powodu nie możemy w nim nic zmienić — mówi Piotr Olszewski, rzecznik spółki.
Jak dodaje, wbrew temu, co twierdzą PKP PLK — że wycięcie pociągów dalekobieżnych nie będzie miało wpływu na dojazdy pasażerów do pracy — bez środka lokomocji zostanie około 50 tys. osób.
— Wciąż liczymy na polubowne rozwiązanie problemu — mówi Piotr Olszewski.
Wobec zamieszania na rynku kolejowym z boku trzyma się resort infrastruktury. Mikołaj Karpiński, rzecznik ministerstwa, stwierdza, że: "Działania podejmowane przez PKP PLK w stosunku do PR i PKP Intercity są oparte na przepisach prawa i podpisanych umowach z tymi spółkami. PKP PLK nie mogą dłużej kredytować działalności tych spółek, a proponowane rozwiązania są ostatecznością, które mają uchronić wszystkie te trzy podmioty przed nadmiernym generowaniem długów. Pozostali przewoźnicy pasażerscy regulują swoje zobowiązania terminowo".