Nowy prezydent za cztery grosze

Jacek Kowalczyk, Jarosław Królak
opublikowano: 06-07-2010, 00:00

Inwestorzy przyjęli wyniki głosowania bez entuzjazmu. Wiedzą, że to nie prezydent ma obniżać deficyt.

Rynki finansowe nisko wyceniły zwycięstwo Komorowskiego. Bo czekają na reformy…

Inwestorzy przyjęli wyniki głosowania bez entuzjazmu. Wiedzą, że to nie prezydent ma obniżać deficyt.

Wynik wyborów prezydenckich nie zachwycił inwestorów na światowych rynkach. Złoty po ogłoszeniu wyniku głosowania nie doszedł nawet do 1-procentowego umocnienia względem głównych walut. Radości nie było na giełdzie. Rynki finansowe dają w ten sposób jasny sygnał, że nie uważają Bronisława Komorowskiego za gwaranta reform gospodarczych.

Wymagający kolega

W poniedziałek rano cena euro spadła z 4,15 zł do 4,11 zł. Umocnienie złotego w podobnej skali odnotowano w przypadku dolara i franka szwajcarskiego. Po takim początku dnia wydawało się, że szykuje się rajd na polskich aktywach. Chwilę później rynki finansowe zapomniały jednak o polskiej polityce i kurs złotego do końca dnia ponownie ruszał się w rytm doniesień ze świata.

— Poranne umocnienie złotego o 1 proc. trudno nazwać euforią. Rynki raczej odreagowały narastające w ostatnich dniach obawy, że jednak zwycięży Jarosław Kaczyński. Inwestorzy zdają sobie sprawę, że rząd nie będzie chciał przeprowadzać żadnych większych reform gospodarczych, bo będzie przygotowywał grunt pod zbliżające się wybory parlamentarne — uważa Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH.

Lekką i — jak zapowiadają analitycy — przejściową poprawę widać było wczoraj też na rynkowej wycenie polskich obligacji. Oprocentowanie pięcioletnich papierów spadło o 9 pkt. WIG 20, po nieznacznym wzroście na otwarciu, spadł po chwili o 0,8 proc.

— Reakcję rynków łącznie można ocenić jako lekko pozytywną. Teraz przez najbliższe miesiące będą przyglądały się poczynaniom nowego prezydenta. Mam nadzieję, że będzie mobilizował rząd do reform, bo wydaje się, że gabinet Donalda Tuska się do tego nie kwapi — mówi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

Zagranica zawiedziona

Stonowana reakcja rynków wynika po części też stąd, że komentarze, które popłynęły wczoraj w świat, pisane były w niezbyt optymistycznych tonach. Inwestorzy i analitycy za granicą mogli przeczytać w depeszy agencji Reuters, że "premier Tusk będzie ostrożny we wprowadzaniu reform". Najbardziej opiniotwórcze tytuły zwracają uwagę, że wygrana Bronisława Komorowskiego wreszcie jasno pokaże, jaka jest prawdziwa reformatorska wola rządu Donalda Tuska. "Rząd traci wymówkę, że powodem zaniechań jest groźba prezydenckiego weta" — pisze "The Economist". "Rząd Tuska powstrzyma się od głębszych reform" — wtóruje "Financial Times". O "zielonej wyspie" już nikt nie pisze.

Z entuzjazmem nie przesadzają też największe instytucje finansowe. W komentarzach wysyłanych do swoich klientów zaznaczają, że nowy prezydent nie zapewni Polsce obniżenia deficytu finansów publicznych.

"Zwycięstwo Komorowskiego jest dla rynków pozytywne, jednak zbliżające się kolejne wybory sprawiają, że coraz mniej prawdopodobne staje się przeprowadzenie reform gospodarczych" — napisał Goldman Sachs w porannej notatce.

Rynki finansowe liczą przede wszystkim, że polski rząd pójdzie śladem wielu innych krajów europejskich i przeprowadzi program ograniczający wydatki państwa. Wczoraj apelował o to do rządu i nowego prezydenta Marek Belka, prezes Narodowego Banku Polskiego.

— Nikt nie jest w 100 proc. odporny na kryzys. Nie akceptujemy poglądu, że jeśli zbliżają się wybory, to nic się nie da zrobić — mówił Marek Belka w wywiadzie dla agencji Bloomberg.

Tymczasem spośród reform fiskalnych, które rozważał rząd w ostatnich miesiącach, szanse na szybką realizację ma tylko reguła wydatkowa. Z pozostałych rząd wycofał się w kampanii wyborczej lub nie zgadza się na nie koalicyjne Polskie Stronnictwo Ludowe.

"Wszystko wskazuje na to, że współpraca między rządem, prezydentem i bankiem centralnym będzie wreszcie układać się gładko. W tym trójkącie jest jedność celów. Ryzykiem dla konsolidacji fiskalnej są jednak przyszłoroczne wybory, przed którymi wzrośnie presja przeciwko cięciom wydatków" — zauważają analitycy JP Morgan Chase.

Posłowie czekają na rządowe reformy

Sejmowe komisje są gotowe do pracy nad ustawami gospodarczymi. Tylko rządzie, daj te projekty!

Wybór Bronisława Komorowskiego na prezydenta RP spowodował, że praktycznie każda ustawa autorstwa rządu i klubu Platformy Obywatelskiej (PO) niemal na pewno zostanie uchwalona i wprowadzona w życie. Zniknęła groźba nadużywania prezydenckiego weta, za kadencji Lecha Kaczyńskiego stanowiąca mocne alibi rządu do rezygnacji z wielu trudnych reform.

Nowa sytuacja cieszy szefów gospodarczych komisji sejmowych.

— Prezydent Komorowski na pewno będzie współpracował z rządem i parlamentem. Mogę zadeklarować, że sejmowa Komisja Finansów Publicznych jest gotowa do pracy nad reformą finansów publicznych, jeżeli takową przedstawi rząd — mówi Krystyna Skowrońska, posłanka PO, wiceprzewodnicząca komisji finansów.

Mobilizację widać także w komisji gospodarki.

— Mottem rządu i klubu PO jest nie podnosić podatków, ale ułatwiać prowadzenie biznesu. Czekamy więc na projekty resortu gospodarki likwidujące bariery dla przedsiębiorczości i ograniczające biurokrację. Liczymy też na zdynamizowanie prac komisji Przyjazne Państwo, która zasila naszą komisję swoimi projektami — mówi Andrzej Czerwiński, poseł PO, wiceszef komisji gospodarki.

Na posterunku czuwa Tadeusz Aziewicz, poseł PO, szef komisji skarbu państwa.

— Mogę powiedzieć, że jednym z naszych priorytetów będzie projekt nowych zasad nadzoru właścicielskiego, opracowany przez Radę Gospodarczą przy premierze. Spotkaliśmy się z jej szefem Janem Krzysztofem Bieleckim i mogę powiedzieć, że projekt bardzo nam się podoba. Także dlatego, że rozwiązałby problem ustawy kominowej. Ciągle mam żal do śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, że zawetował naszą ustawę likwidującą kominówkę — mówi Tadeusz Aziewicz.

Ambitne plany snuje Zbigniew Rynasiewicz, poseł PO, szef komisji infrastruktury.

— Teraz mamy szanse uchwalić np. zmiany dotyczące fotoradarów, które wcześniej śp. prezydent Lech Kaczyński skierował do Trybunału Konstytucyjnego. Projekt został poprawiony i uzgodniony z innymi klubami. Liczę, że uda się nam również restrukturyzacja kolei. Konieczne jest nie tylko jej dofinansowanie, ale też wprowadzenie zdrowej konkurencji na tynku przewozów towarowych oraz osobowych. Naszym celem jest wsparcie polskich przewoźników międzynarodowych. Priorytetowa jest również ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym. Liczę na współpracę z rządem w tej sprawie — deklaruje Zbigniew Rynasiewicz.

Przyjaciel Europy

"Polska wybrała prezydenta, by pozostać w Europie" — napisał w poniedziałek dziennik "Corriere della Sera". Unia Europejska będzie miała w prezydencie Polski przyjaciela. "Zwycięstwo Bronisława Komorowskiego zostało przyjęte w europejskich kancelariach z głęboką ulgą" — napisała największa włoska gazeta. Wybór Jarosława Kaczyńskiego "nie tylko wsadziłby kij w szprychy kół Europy", ale także "przywróciłby wojnę polsko-polską".

Śmiałych reform nie będzie

Zwycięstwo Bronisława Komorowskiego to ulga dla finansowych rynków, ale jego niewielka przewaga nad rywalem sugeruje, że rząd powstrzyma się od śmielszych reform — uważa brytyjski dziennik "Financial Times". Komorowski, "człowiek staroświecki i dziedzic arystokratycznego rodu, nie dopracował się inspirującej wizji Polski nowoczesnej i otwartej na świat".

Jarosław Kaczyński, "prawicowy nacjonalista", skorzystał z fali sympatii po katastrofie smoleńskiej, zdołał przeobrazić swój publiczny wizerunek, tonując agresywny ton i akcentując populistyczne rozwiązania w gospodarce — wylicza gazeta.

Polska normalna

"Polska przewróciła kartę ultrakonserwatyzmu. Oto Polska znormalizowana politycznie (...) i gotowa do przewodniczenia Unii Europejskiej — tak dziennik "Le Soir" skomentował zwycięstwo Bronisława Komorowskiego.

Dziennik pyta, co było stawką w prezydenckich wyborach: "Nowa kohabitacja? Kolejne możliwości blokady na szczytach władzy?".

Nieudany powrót

Francuski dziennik przypomina o opozycyjnej karcie Komorowskiego w czasach PRL, pisząc o "nieposzlakowanym CV". Jednak kampania pokazała też, że "często strzela gafy, nie ma charyzmy i brak mu nieco wyobraźni".

Gazeta pisze też o "widowiskowym powrocie" Jarosława Kaczyńskiego. "Jarosław Kaczyński pokazał, że ma politycznego nosa. (...) Aby uwieść elektorat lewicy, ten głęboki antykomunista posunął się do oddania hołdu "patriotyzmowi" Edwarda Gierka, byłego I sekretarza PZPR" — skomentowała gazeta.

Wygrała niechęć

Wygrana Bronisława Komorowskiego oznacza, że "efekt anty-Kaczyńskiego" był silniejszy niż fala smutku i współczucia dla Jarosława Kaczyńskiego po śmierci brata — napisał niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung". Większość wyborców zdecydowała się na "bladego i drewnianego Komorowskiego tylko dlatego, że za wszelką cenę chcieli zapobiec zwycięstwu Kaczyńskiego. Z jego nazwiskiem łączy się czas permanentnego politycznego konfliktu".

Wymówki się skończyły

Zwycięstwo Bronisława Komorowskiego oznacza, że usunięta została ostatnia przeszkoda wprowadzenia "koniecznych, lecz bolesnych reform". Odtąd rząd nie będzie mógł powoływać się na groźbę prezydenckiego weta. "Wymówki się skończyły" — podkreślił brytyjski "The Economist".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk, Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu