Nowy resort może być skuteczny. Ale nie musi

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2003-01-07 00:00

Utworzenie megaresortu, odpowiedzialnego za gospodarkę, rynek pracy i politykę socjalną, nie spotkało się z życzliwym przyjęciem. Niewykluczone jednak, że skupienie niektórych kompetencji dwóch dotychczasowych resortów w jednym może być korzystne.

O ile dokonana wczoraj rekonstrukcja rządu nie wywołała paniki, o tyle połączenie resortów gospodarki i pracy budzi spore emocje. Premier Leszek Miller twierdzi, że połączenie kompetencji obu resortów ma sens. Komentatorzy różnią się w ocenach tego pomysłu.

— Połączenie ministerstw gospodarki i pracy zawiera w sobie sprzeczność. Trudno będzie jednemu ministrowi realizować dwa rozbieżne cele — uważa Aldona Kamela-Sowińska, była minister skarbu.

— Zmniejszenie liczby resortów gospodarczych jest krokiem w dobrą stronę. Zastanawiam się jednak, czy akurat ministerstwo pracy było pierwszym kandydatem do połączenia z innym — mówi Witold Orłowski, doradca prezydenta.

— Jeśli celem jest wprowadzanie zmian systemowych lub ułatwień dla firm, to fuzja ta może przynieść dobre efekty — twierdzi Łukasz Tarnawa, główny analityk PKO BP.

Teoretycznie cele i zadania obu łączonych resortów są rozbieżne. Z tego punktu widzenia zasadne wydaje się pytanie, czy nowy resort będzie zajmować się rozwojem gospodarczym czy też poprawą sytuacji bezrobotnych, emerytów i rencistów. Z drugiej jednak strony główne wysiłki Ministerstwa Gospodarki skupiały się dotąd na restrukturyzacji i gaszeniu ognisk zapalnych (górnictwo, hutnictwo, stocznie). Dlatego połączenie obu resortów może mieć sens.

— Jedynym resortem, który ma decydujący wpływ na zachowanie rynków, jest Ministerstwo Finansów, i dopóki Grzegorz Kołodko pozostanie na stanowisku, nie oczekuję rewolucji — kwituje Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.