Nowy rok podniósł indeksy na świecie

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-01-03 00:00

Giełdy amerykańskie poszły śladem europejskich — wzrost indeksów w pierwszy handlowy dzień roku był największy od 15 lat. Uważam, że to niepokojące, bo pokazuje jak dużo nadziei mają inwestorzy - o zawód będzie łatwo. Zarządzający funduszami uwierzyli, że efekt stycznia musi się pojawić, że wojna, deflacja czy recesja nie są w stanie rynkom zagrozić. Zapomniany został indeks zaufania konsumentów, słabe wydatki Amerykanów w grudniu, wzrost bezrobocia nawet w ostatnimi tygodniu roku. Te dane sygnalizują, że konsumenci będą ograniczali wydatki. A konsument odpowiada za 2/3 gospodarki amerykańskiej. Wzrost cen ropy naftowej po informacji o zmniejszonych zapasach w USA też został wyrzucony z pamięci. Ironizuję? Trochę tak.

Oczywiście, krytycy takiego podejścia do rynku powiedzą, że przecież oprócz chciejstwa były i powody fundamentalne do wzrostu. Chodzi oczywiście o indeks produkcyjnej części gospodarki (ISM), który wzrósł powyżej 50 pokazując, że po trzech miesiącach kurczenia sektor zaczął się w grudniu rozwijać. Powody takiego odczytu są dosyć niejasne — nawet dyrektor ISM powiedział, że „nie sądzi, żeby można było ogłaszać, iż sektor produkcyjny dąży ku silnemu ożywieniu” i dodał, że poprawa w grudniu była „trudna do wyjaśnienia”. Ale wczoraj mógł mówić, co chciał a rynek i tak wiedział swoje. Na początku sesji niepokój wzbudziło zawieszenie notowań J. P. Morgan, ale okazało się, że bank oświadczył, iż dostanie 60 proc. należności, którą chciał w procesach sądowych uzyskać od ubezpieczycieli po bankructwie Enrona. To pomogło sektorowi finansowemu.

Sylwestrowa sesja w USA nie miała wpływu na wczorajsze zachowanie rynków Eurolandu (chociaż obrona wsparcia mogła poprawić nastrój) - indeksy mocno wzrastały. To jedynie nadzieje na ożywienie w 2003 roku i na efekty stycznia wywoływały wzrosty. Fundamenty tego nie uzasadniały. Indeks PMI obrazujący aktywność gospodarczą spadł w Eurolandzie w grudniu czwarty miesiąc z rzędu (do 48,4). Wartość poniżej 50 oznacza kurczenie się gospodarki. To powinno wywoływać obawy o powrót recesji. Jednak pierwsze dni roku maja swoje prawa. Wzrostów oczekiwałem, ale z całą pewnością nie tak dużych. XETRA DAX wrócił nad 3 tys. pkt w imponującym stylu. Taki często się dzieje, kiedy wsparcia przełamywane są na bardzo małym obrocie. Początek został zrobiony i teraz ciężko będzie zmienić nastroje na negatywne.

U nas w Sylwestra dwie spółki dały inwestorom noworoczne „prezenty”. Jedna z nich to BRE, które ostrzegło, że wyniki za czwarty kwartał będą złe – duża strata mimo prób zakończenia roku zyskiem. Reakcja była dosyć gwałtowna, ale często takie straty traktowane są jako porządkowanie sytuacji i po chwilowym osłabieniu dają uspokojenie. Jednak kurs tego banku powinien przed wynikami zachowywać się gorzej niż innych banków. Druga spółka to TP SA. France Telecom miał opcję zakupu 2,5 proc. TP SA do końca ubiegłego roku i nie skorzystała z niej. To zła wiadomość. Skarb Państwa ma kolejne 2,5 proc. akcji, którymi może obdarowywać państwowe firmy, które maja problemy. Reakcja jednak była bardzo niewielka.

OFE dostały przed Nowym Rokiem ponad 500 mln zł, wiec miały amunicję, żeby rynku bronić i na małym obrocie mogły z nim zrobić co chciały. Wydawało się, że najrozsądniejszy byłby jakiś wzrost, choćby za rynkami Eurolandu, dający inwestorom nadzieję. Jednak wyraźnie postanowiły po prostu nic nie robić. A BRE i zła informacja z TP SA wywołały spadki. Dopiero sama końcówka i dane z USA doprowadziły indeksy do sylwestrowego zamknięcia. Ciekawe, czy słabość naszego rynku to objaw przezorności i obawy, że wzrosty na świecie będą bardzo krótkotrwałe, czy po prostu wyczekiwanie na rozwój wypadków. Taka sytuacja nie powinna się dzisiaj powtórzyć — rynek powinien wzrastać. Pokonanie 1185 pkt na WIG 20 byłoby wstępnym sygnałem kupna, ale już przy 1200 pkt trzeba zachować ostrożność.