Nowy świat, chiński świat

Jarosław Romanowski
opublikowano: 2011-02-04 00:00

Jeszcze dziesięć lat temu trudno było znaleźć śmiałka, który by prognozował, że cena miedzi w ciągu dekady wzrośnie pięciokrotnie. Były to czasy, kiedy cena tego metalu znajdowała się poniżej 2000 USD za tonę. Dobrze pamiętam, że producenci miedzi z radością witali przekroczenie tego poziomu. Dzisiaj ten metal balansuje na granicy 10 000 USD za tonę i chyba nikt nie wątpi, że żyjemy w innym świecie. W świecie, w którym tempo wzrostu wyznaczają Chiny.

Tak jak w latach powojennych motorem popytu na surowce była odbudowa Europy, później rozwój Japonii, tak teraz Państwo Środka wykorzystuje metale i inne towary do budowy nowoczesnego kraju. Nie można się więc dziwić, że wszyscy uczestnicy rynku bacznie śledzą kolejne kroki największego konsumenta miedzi. Ostatnie stopniowe zacieśnianie polityki pieniężnej w Chinach wywołało obawy, czy kraj ten w dalszym ciągu będzie pochłaniał tak dużą ilość surowców jak dotychczas. W czwartym kwartale wzrost PKB w tym kraju wzrósł do 9,8 proc. z 9,6 proc. w III kw. Jednak wzrost jest zauważalny także we wskaźnikach inflacji — w grudniu wskaźnik inflacji dla konsumentów CPI wyniósł już 4,5 proc., a dla producentów PPI blisko 6 proc. Chińskie władze już zapowiadają, że będą w dalszym ciągu schładzać gospodarkę, co wprowadza pewien niepokój na rynek. Inwestorzy zadają sobie pytanie, czy sytuacja ograniczania wzrostu gospodarczego w Chinach nie odbije się na rynku surowców.

W Roku Tygrysa cena miedzi wzrosła o kilkadziesiąt procent. Obecnie Państwo Środka świętuje nadejście nowego roku. Ostatnie lata wskazują, że po powrocie z urlopu świątecznego aktywność kupujących z tego kraju jest większa, a do zrealizowania są nowe plany inwestycyjne. Po obecnych wzrostach ceny miedzi i napływie środków do funduszy ETF na metalach bazowych wyraźnie widać, że rynek oczekuje powtórki tego scenariusza. Na rynkach finansowych pewne schematy się powtarzają, ale Chińczycy również analizują wykresy cen. Z pewnością nie będą zadowoleni ze scenariusza, w którym cena miedzi z czterocyfrowej zmienia się w pięciocyfrową.

Jarosław Romanowski