W 2014 r. w Polsce otwarto 29 obiektów handlowych, w tym 13 tradycyjnych centrów, 14 parków i 2 centra wyprzedażowe. Ponad 222 tys. mkw. (45 proc. tegorocznej podaży) powstało w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców, a tylko niewiele ponad 31 tys. mkw. w aglomeracjach (6 proc.). To ciekawe, zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę, że w podaży z 2013 r. dominowały duże centra od 40 tys. do 60 tys. mkw. w ośmiu największych aglomeracjach (m.in. w Gliwicach, Katowicach, Krakowie, Poznaniu i Gdyni).

Ruch w sklepach
Największym centrum otwartym w mijającym roku jest lubelskie Atrium Felicity o powierzchni najmu 75 tys. mkw. Na kolejnych miejscach znalazły się: Galeria Warmińska w Olsztynie (41 tys. mkw.), Galeria Siedlce (34 tys. mkw.), Galeria Amber w Kaliszu (33.5 tys. mkw.), Galeria Bursztynowa w Ostrołęce (27 tys. mkw.) i centrum handlowe Vivo! w Pile (24 tys. mkw.).
2014 r. był także czasem intensywnej modernizacji obiektów handlowych. Rozbudowano m.in. CH Gemini w Bielsku- Białej, Graniczna Park w Płocku, wrocławskie CH Magnolia, CH Plejada w Bytomiu, Sonata Park w Sochaczewie i CH Rywal w Białej Podlaskiej. Mimo to eksperci uważają, że obiektów najwyższej klasy jest w Polsce nadal za mało. Słabo rozwinęły się u nas także ulice handlowe.
— Ta część rynku jest zagospodarowana w niewielkim stopniu, a powinna stanowić alternatywę dla oferty centrów handlowych. Tym bardziej, że wielu zagranicznych przedsiębiorców jest zainteresowanych inwestowaniem w ten format, a także konsumenci wykazują coraz większą chęć spędzania czasu na zakupach w centrach miast. Aby umożliwić intensywny rozwójulic handlowych w Polsce, konieczna jest interwencja ustawodawcy i uchwalenie ustawy reprywatyzacyjnej, która ureguluje kwestie praw własności na rynku nieruchomości — twierdzi Beata Kokeli, dyrektor działu powierzchni handlowych w CBRE.
Kult innowacji
Trzeba jednak, zauważyć, że w 2014 r. na rynku handlowym w Polsce zaszło wiele zmian, których celem było dostosowanie modelu sprzedaży do wymagań klientów. Wykorzystywano do tego m.in. innowacyjne rozwiązania technologiczne.
— Większość zmian zaczerpnięto z Zachodu. Ciekawe jest jednak to, że skraca się czas międzypojawieniem się pierwszych nowych koncepcji handlowych w krajach bardziej rozwiniętych, a próbą wprowadzenia ich na rodzimy rynek — mówi Magdalena Sadal, starszy konsultant w dziale wycen i doradztwa Cushman & Wakefield.
Widać to zwłaszcza w branży spożywczej, która korzysta z tzw. beaconów. Są to umieszczane np. na sklepowych półkach lub plakatach reklamowych mininadajniki, które komunikują się ze smartfonami klientów, by przekazać im najważniejsze informacje o oferowanych produktach czy promocjach. Sektor spożywcze coraz chętniej korzysta także z urządzeń typu click&collect, w których klienci mogą odbierać zamówione przez internet produkty. Stosunkowo nowym zjawiskiem na rodzimym rynku jest moda na tzw. pop-up stores, czyli sklepy otwierane na bardzo krótki czas. Dotyczy to zwłaszcza branży modowej i niezależnych projektantów.
— Nadal widzimy jednak ostrożne eksperymentowanie wybranych sieci handlowych z ideą sklepu jako tzw. showroomu, służącego głównie do zaprezentowania towaru, a niekoniecznie jako jedynego miejsca jego sprzedaży. Ta tendencja jest odpowiedzią na rosnące znaczenie sektora e-commerce w handlu — mówi Magdalena Sadal.