Poniedziałkowe notowania na amerykańskich parkietach rozpoczęły się od niewielkich wzrostów indeksów, ale i nie było informacji, które mogłyby poważniej odbić się na nastrojach graczy. Wobec braku takowych ze spółek, inwestorzy skupili przede wszystkim uwagę na danych makroekonomicznych. A te z kolei wybitnie zachęcały do kupna akcji.
W centrum uwagi ponownie znalazły się ceny ropy naftowej, która w poniedziałek wyraźnie potaniała. Przyczyną spadku, cen na rynku paliw, który powoli zamienia się w coraz silniejszy trend są coraz wyraźniej artykułowane opinie, że podaż surowca nie załamie się w drugiej połowie roku. Przemawiają za tym wysokie dostawy z kartelu OPEC oraz rekordowy poziom zapasów ropy w USA, które wzrosły w tym roku o 14,5 proc. Na nowojorskiej giełdzie paliwowej cena ropy spadła o 36 centów do 48,29 dolara za baryłkę.
Pozytywnie na nastroje wpłynął też rosnący dolar, który rozpoczął nowy tydzień na poziomie bliskim siedmiomiesięcznego maksimum wobec euro. Przyczyną wzrostu jest, z jednej strony opinia, że w tym tygodniu mogą zostać zweryfikowane w górę dane o wzroście PKB w USA w I kwartale. Dolarowi pomagają też informacje o przewadze przeciwników unijnej konstytucji we Francji i Holandii. Dolara wyceniano w poniedziałek nawet na 1,2535 za euro.
Spore zainteresowanie towarzyszyło akcjom Intela, który zyskał na początku notowań 0,5 proc. Wall Street Journal podał, że Apple może się wkrótce zdecydować na używanie mikroprocesorów tej firmy w swoich komputerach.