O co gra Kim Dzong Un

Stawką w ryzykownej grze, jaką prowadzi ze światem reżim w Pjongjangu, jest prawdopodobnie uzyskanie gwarancji własnego przetrwania

Inwestorzy szybko przyzwyczaili się do północnokoreańskich prowokacji. Na to przynajmniej wskazuje reakcja w notowaniach uważanego za bezpieczne schronienie jena. O ile po najsilniejszym do tej pory teście jądrowym z 3 września jen w pierwszej chwili umocnił się o 0,9 proc., a na zamknięciu zachowywał połowę tego zysku, o tyle po piątkowym teście wytracił przed zamknięciem całość pierwotnej, 0,6-procentowej, reakcji.

Kim Dzong Un
Zobacz więcej

Kim Dzong Un

PAP/NEWSCOM

— Jasne, że inwestorom się to nie podoba, ale nie sądzę, by działania Korei mogły wywołać bardziej trwałe zniżki na giełdach — komentował w rozmowie z Bloombergiem James Soutter, zarządzający towarzystwa K2 Asset Management. Niewiara inwestorów w wybuch otwartego konfliktu nie oznacza jeszcze, że problem będzie możliwy do rozwiązania w sensie geopolitycznym. Wszystko dlatego, że nawet najcięższe sankcje nie rzucą reżimu Kim Dzong Una na kolana. Restrykcje przyjęte w ubiegłym tygodniu przez Radę Bezpieczeństwa ONZ uszczuplą wpływy reżimu z eksportu o 2,7 mld USD — wyliczyła amerykańska misja przy ONZ.

Tymczasem i tak złagodzone za sprawą nacisków ze strony Rosji i Chin środki mają doprowadzić do ograniczenia importu ropy o 30 proc. oraz wstrzymania dostaw gazu ziemnego. Eksperci oceniają jednak, że do zawieszenia zbrojeń atomowych reżimu w Pjongjangu nie zmusi nawet całkowite odcięcie Korei Północnej od dostaw surowców energetycznych z zagranicy. Wszystko dlatego, że władze w Pjongjangu z pewnością wyciągnęły wnioski z poprzednich przypadków odcięcia całych krajów

od dostaw ropy. Japonia i Niemcy w czasie drugiej wojny światowej oraz Republika południowej Afryki w czasie embarga lat 80. w celu uzupełnienia niedoborów ropy sięgnęły po mającą blisko 100 lat, nieopłacalną w normalnych warunkach, technologię upłynniania węgla. Korea Północna dysponuje obfitymi złożami czarnego złota, a w okresie przejściowym do wprowadzenia takiego programu, aby oszczędzać ropę, jej władze mogłyby nawet nakazać obywatelom poruszać się pieszo.

— Korea Północna w zasadzie nie potrzebuje sprowadzać chińskiej ropy. Pomysł, że embargo na dostawy ropy byłoby tak dotkliwe, że zmusiłoby ją do powrotu do negocjacji, jest mało realistyczny — uważa Pierre Noel, badacz w zakresie bezpieczeństwa ekonomicznego i energetycznego londyńskiego think tanku International Institute for Strategic Studies.

Według jego obliczeń do całkowitego zastąpienia importu ropy z Chin (według stanu na 2015 r.) Korei Północnej wystarczałoby upłynnianie zaledwie jednej czwartej eksportowanego do Państwa Środka węgla. Drogą substytucji oraz oszczędności kraj byłby w stanie ograniczyć zużycie ropy do celów pozawojskowych o 40 proc. — obliczają Peter Hayes oraz David von Hippel z kalifornijskiego ośrodka Nautilus Institute for Security and Sustainability. Trudności tkwią w czasie przestawienia się na technologię upłynniania węgla (zdaniem ekspertów, reżim nią dysponuje, jednak nie wiadomo, czy mógłby sięgnąć po nią niezwłocznie) oraz kosztach z tym związanych.

Produkcja syntetycznej ropy kosztuje około 95 USD za baryłkę, o trzy czwarte więcej od obecnych notowań surowca na globalnych rynkach, a Korea Północna już obecnie używa węgla do wytwarzania nawozów oraz włókien syntetycznych. To sprawia, że choć odcinanie jej od dostaw ropy faktycznie stawia gospodarkę pod coraz większą presją, to jednocześnie zmniejsza skuteczność środków zewnętrznego nacisku w przyszłości. Taki obraz sytuacji to źródło rosnącego zaniepokojenia w Korei Południowej, która do dziś jest oficjalnie w stanie wojny z sąsiadem z północy.

Według Kima Tae-woo, byłego dyrektora południowokoreańskiego ośrodka do spraw zjednoczenia, sierpniowe groźby zbombardowania amerykańskiej bazy Guam miały na celu rozbicie sojuszu między Waszyngtonem a Seulem. Zgodnie z tą interpretacją obawy o własne bezpieczeństwo miały zniechęcić Amerykanów do wspierania za wszelką cenę Korei Południowej. Wszystko po to, aby reżim z północy mógł dokończyć i wygrać wojnę przerwaną rozejmem z 1953 r. — ocenia w rozmowie z „Financial Timesem” Nicholas Eberstadt z think tanku American Enterprise Institute.

Spokojne reakcje inwestorów na północnokoreańskie prowokacje pozwalają jednak mieć nadzieję, że Kim Dzong Un kieruje się węziej zakrojonym celem — uchronieniem się przed losem, jaki spotkał Muammara Kadafiego i Saddama Husajna, dyktatorów, którzy zostali obaleni, nie dysponując bronią jądrową.

— Pjongjang stara się na własnych zasadach dobić targu z Waszyngtonem. Chce gwarancji bezpieczeństwa i gwarancji przetrwania panującego reżimu — twierdzi na łamach „Financial Timesa” Kim Dong-yeob, badacz seulskiego uniwersytetu Kyungnam.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / O co gra Kim Dzong Un