Jeśli szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) Mariusz Kamiński chciał wczorajszą konferencją prasową udowodnić, że zatrzymanie posłanki Platformy Obywatelskiej Beaty Sawickiej (zresztą już wyrzuconej z partii) nie ma związku z kampanią wyborczą, to kiepsko mu się udało. Może dlatego, że za dobrze chciał i za dobrze mu wyszło.
Przedstawione przez szefa CBA nagrania wskazują, że były podstawy do zatrzymania parlamentarzystki, a sąd może mieć mocny materiał dowodowy do wyroku skazującego. I gdyby na tym prezentacja się skończyła, to nie byłoby powodu do narzekań — agenci CBA zrobili to, co do nich należało. Ale ich szef zrobił więcej i konferencja trwała, dla większego efektu medialnego. Dlatego zaprezentowano zapis rozmowy posłanki z innym parlamentarzystą PO (nieujawnionym i o ile wiadomo, o nic formalnie niepodejrzanym), w którego głosie było słychać — jak życzliwie wyjaśnił Kamiński — przyzwolenie na ciemne interesy Sawickiej. Zapewne też przypadkiem było ujawnienie innego wątku — dotyczącego korupcyjnych zamiarów przy prywatyzacji placówek służby zdrowia tuż po prezentacji stosownego klipu PiS. I już po chwili poseł PiS Joachim Brudziński grzmi, by Donald Tusk ujawnił grupę trzymającą władzę, która chce zarabiać na korupcji przy prywatyzacji szpitali.
Polacy powinni znać prawdę. Sami wyciągną wnioski — mówił szef biura. Pod tym można się podpisać obiema rękami. Pod warunkiem, że rzeczywiście wnioski wyciągną sami Polacy, a nie będą one życzliwie podsuwane przez najbardziej nawet apolitycznych szefów służb specjalnych.
Adam Sofuł