Obowiązek sporządzania certyfikatów energetycznych budynków od 1 stycznia 2009 r. nakłada na Polskę dyrektywa Unii Europejskiej. Tymczasem dopiero 6 listopada 2008 r. Ministerstwo Infrastruktury wydało rozporządzenie, które ustala zasady opracowania tych świadectw.
Świadectwa energetyczne powinny być obowiązkowe nie tylko dla nowych budynków, ale także wszystkich istniejących, w tym remontowanych lub przebudowywanych, w wyniku czego zmienia się ich charakterystyka energetyczna.
W praktyce zadecydują o tym reguły wolnego rynku. Dlaczego? Bo w ustawie nie ma sankcji, które można nałożyć na tych właścicieli budynków, którzy świadectw energetycznych nie mają.
Zanim rozporządzenie weszło w życie, uaktywniły się firmy zajmujące się doradztwem w dziedzinie efektywności energetycznej. Większość z nich wiele miesięcy temu rozpoczęła prace nad programami komputerowymi do obliczania zużycia energii przez budynki. Zapewniają, że na bieżąco analizowały i aktualizowały swoje programy i że są one dostosowane do ostatecznego kształtu ustawy. Część programów jest dostępna za darmo w Internecie i może z nich skorzystać każdy, kto chciałby, choćby dla zaspokojenia własnej ciekawości, sprawdzić swój dom. Korzystając z takich programów, płaci się dopiero za wydanie certyfikatu. Są też programy płatne, ich koszt będzie się wahał w granicach kilkuset do kilku tysięcy złotych, zależnie, czy wersja będzie przeznaczona na własny użytek kupującego, czy dla zawodowych audytorów.
— Nie wiadomo też, ile trzeba zapłacić za certyfikat: szacuje się, że dla domu jednorodzinnego o powierzchni użytkowej ok. 250 mkw. koszt jego wydania wyniesie około 1 tys. zł — przyznaje Antoni Styrczula.
Niewiadomych jest o wiele więcej, a długo wyczekiwane rozporządzenie ma szansę stać się kolejnym prawnym bublem, którego wady będą usuwane przez lata w drodze kolejnych nowelizacji.