W pierwszych trzech kwartałach 2014 r. deweloperzy ukończyli budowę 39 130 mieszkań, czyli o 4,1 proc. więcej niż przed rokiem — wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Niektórzy specjaliści uważają jednak, że spółki znalazły się w potrzasku, gdyż na pobudowane przez nie mieszkania brakuje chętnych.

— W mediach mówi się, że deweloperzy budują rekordowo dużo, zaś mieszkania sprzedają na pniu. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Poziom sprzedaży jest katastrofalnie niski, szczególnie na innych rynkach niż warszawski — tłumaczy Tomasz Błeszyński, analityk rynku nieruchomości.
Bariera kosztowa
Choć do zakupu nieruchomości zachęcają rekordowo niskie stopy procentowe i ostatnie tygodnie obowiązywania 5-procentowego minimalnego wkładu własnego (od 2015 r. będzie on wynosił 10 proc.), to zniechęcać mogą wzrosty cen metra kwadratowego. Jak pokazuje opracowanie firmy Expander Advisors na podstawie danych NBP, w III kwartale 2014 r. ceny nowych mieszkań najbardziej poszły w górę w Gdyni (aż o 7,4 proc.), Opolu (5,6 proc.) i Łodzi (2,8 proc.). Zwyżki odnotowano także w Olsztynie (2,5 proc.), Gdańsku i Wrocławiu (po 1,9 proc.), Warszawie (1,8 proc.), Zielonej Górze (1,3 proc.), Szczecinie (1,1 proc.), Krakowie (0,9 proc.) oraz Katowicach (0,8 proc.).
Tymczasem, informacje o możliwościach nabywczych Polaków nie napawają optymizmem. Jak pokazują wyniki przeprowadzonego w trzynastu krajach badania „Finansowy Barometr ING”, kondycja finansowa co trzeciego mieszkańca naszego kraju pogorszyła się w ciągu ostatnich 3 miesięcy. Aż 42 proc. rodaków, którzy zaciągnęli kredyt hipoteczny, ma problem z jego spłatą, co daje nam 3. miejsce po Hiszpanii (46 proc.) i Rumunii (43 proc.). Co ciekawe, wielu Polaków rozważa także przeprowadzkę do innego miasta (34 proc.) bądź państwa (37 proc.), aby poprawić swoją sytuację zawodową. To odpowiednio o 5 proc. i o 9 proc. więcej niż w ubiegłym roku.
Problemy finansowe Polaków to dla deweloperów powód ostrzejszej walki o klienta. Do zakupów zachęcają specjalnymi promocjami i bonusami, ale też systemami płatności.
Różne drogi
— Klienci mają coraz częściej możliwość uregulowania większości należności dopiero po zakończeniu inwestycji. Jeszcze kilka lat temu tendencja była całkowicie odwrotna i dużą część zapłaty trzeba było uiścić przy podpisywaniu umowy przedwstępnej — tłumaczy Filip Jurczak z portalu TargiMieszkaniowe.net.
Warto pamiętać, że od tego, na jaki system zdecyduje się klient, często będzie zależała ostateczna cena metra kwadratowego. Oczywiście formy preferowane przez deweloperów to takie, w których kupujący decyduje się na jak najszybszą wpłatę większej części należności. — W takiej sytuacji deweloper może zdecydować się nawet na promocyjne obniżenie ceny metra. Na taki sposób zakupu mogą pozwolić sobie jednak najczęściej osoby, które mają duże oszczędności — mówi Filip Jurczak.
Większość klientów posiłkujących się kredytem hipotecznym szuka rozwiązania, w którym będzie można uruchomić finansowanie dopiero po zakończeniu inwestycji. Najkorzystniejszym systemem płatności jest wersja 10/90 (10 proc. wkładu własnego i 90 proc. kredytu uruchomionego po zakończeniu budowy) lub 20/80.
— Jest również wariant, w którym kupujący uruchamia część kwoty kredytu hipotecznegona wcześniejszym etapie i do momentu wypłaty pozostałej części reguluje odsetki jedynie od uruchomionej kwoty. Tym samym w okresie budowy w znaczący sposób jest w stanie zmniejszyć koszty związane z obsługą kredytu przy zastosowaniu systemu 10/90 — wyjaśnia Filip Jurczak
Z analizy ofert rynkowych wynika, że w ostatnim czasie część deweloperów zdecydowała się wyjść naprzeciw oczekiwaniom klientów i zaproponowała możliwość również takiej zapłaty za mieszkanie. — Choć system płatności 10/90 nadal nie jest popularny na rynku i tylko niewiele spółek wprowadziło go do swojej oferty, możliwość jego wyboru jest bardzo dobrym sygnałem dla kupujących — uważa ekspert portalu TargiMieszkaniowe.net.